ZNALEZIONE WSPOMNIENIE
Jeszcze wtedy było lato gdy się raz ostatni widzieliśmy
I chyba nawet na spotkanie się nie umówiliśmy
Ale na coś liczyłem i by tej sposobności dać szansę
Wierząc całkiem serio w potencjały własne
Na samotny po naszym mieście spacer się wybrałem
Zadzwoniłeś i zaprosiłeś mnie do siebie spontanicznie
Na popołudniową z ciastkami herbatę
Tylko niech ciastka po drodze kupię
A ja się czułem dziwnie, po części ślicznie - lirycznie
Bo tak podskórnie to ja tego bardzo chciałem
A gdy się tak potoczyło poczułem w nogach watę
I obległy mnie podejrzenia jakieś nielogiczne, głupie.
Że los się oto ze mną przekomarza, drwi i bawi
Pod pozorem, że czego chciałem to mi jak na tacy pod nos i zęby daje,
Jednocześnie wie, że to jest dla mnie przegrane rozdanie,
znowu przyjdzie obejść się samym tylko zapachem i smakiem,
bo się uwierzyło w znak, który nie był znakiem.
Podmuch wiatru wzbił z ulicy kurz aż mi oko załzawił
Ulica, którą do Ciebie zmierzałem, w górę
Pnie się pod niedużym kątem nie zahacza o chmurę
Depczę więc niespiesznie z wątpliwościami się mierząc
Co ja tu robię już sam niebardzo do końca wiedząc
W oknach niektórych wystaw sprawdzam jak wyglądam, poprawiam fryzurę
Gdy już jestem niedaleko daję znać, że możesz wstawiać wodę
Zatem choćby mi to do głowy przyszło - zwiać nie mogę
To też brnę w to co będzie to będzie z ustawioną na luz miną
Na Twoje piętro wchodzę piechotą zamiast wjechać windą
Aby nie wyglądało , że aż tak się spieszę
Lecz przez to tak mi mocno serce w piersi wali
I puls w skroniach i rumieniec mimowolny policzki pali
Na powitanie całus ale ani odwzajemniasz ani unikasz
Chociaż mówisz , może grzecznościowo : że cię widzę się cieszę.
W kuchni po wodę na tę spontaniczną herbatę na moment znikasz
Znowu mam takie wrażenie i tak mi się jakoś bardzo wydaje
Że ten Twój pokój, Andrzeja w Łodzi mi przpomina mieszkanie
Może właśnie przez to skojarzenie tu między nami nic znaczącego się nie stanie?
Nie kleiły się nam przy herbacie dialogi
I nie zazębiały przy serniku słowa
Nie doszliśmy ze sobą ku sobie nawet pół drogi
Na karb, że tak widocznie miało być przyjęła tę okoliczność moja głowa
Szklaneczka czerwonego wina
Niestety mnie nie ośmieliła.
Potem skończył się mój urlop
I umówić się już było bardzo trudno.
Pozostaliśmy ze sobą w tak zwanym kontakcie
Nienadużywając tej opcji nazbyt przesadnie.
Ale dziś w dniu święta Twojej profesji
Postanowiłem przesłać Tobie życzenia zdrowia, sukcesów
I znaczącej podwyżki pensji
Nie wiem dlaczego na tej liście nie umieściłem miłosnych karesów.
Podziękowałeś jak zwykle skromnie i grzecznie
Jakbyś przy tablicy oceniał : bardzo dobrze, siadaj, dostatecznie.
Jednak zapytałeś jak się mam
Czy to Cię faktycznie obchodzi, czy tylko że tak wypada- w tej wątpliwości trwam.
No cóż ja, coraz więcej siwych włosów na głowie mam
Coraz częściej wklepuję w twarz
Przeciwzmarszczkowy krem z formułą pięćdziesiąt plus aż.
Moje zmarszczki mają z tego całkiem niezły ubaw
bo nie wierzą w tego rodzaju jeśli nawet tylko kosmetyczne cuda.
Matematycznie oceniam
Że w 60%-ach jest świetnie, w 40-stu szału nie ma.
Mieszają się radości i troski, nadzieje i zwątpienia.
Gasną i z popiołów powstają marzenia.
Tam gdzie za dużo wydaje się banału
Ja doszukuję się oznak namiastek karnawału
Maseczkowy rygor trochę w tym pomaga
Słowem jednym w dwóch
Panuje u mnie jako taka równowaga
Jestem życia swego harcerz i zuch.
Chociaż w obecnej sytuacji i chwili nie wiem
Czy mogę być spokojny o los i zatrudnienie
Bo przecież mam rzetelne kompetencje i niemałe doświadczenie.
Lecz pracodawca może mieć inne na to preferencje i spojrzenie
Może się okazać że nie ten wiek, płeć a peselu przecież nie zmienię.
Ale co tam ja , po mojej stronie był ruch
A ja nie spytałem co u Ciebie, ot tak, żeby było wzajemnie.
Czy coś zrobiłem nie tak, atmosferę przegiąłem, rozbiłem w puch?
Żeby nie było ci przypadkiem smutno
dopytam się ciebie o ciebie jutro
choć się spodziewam, że mi odpowiesz krótko
jakby na złota wagę było każde twoje słówko
to jest tak jakby otrzymać całusa w czułko
gdy się pragnęło długiego w usta pocałunku.
Lepsze to niż nic więc podziękuję ci za to
i przeproszę chociaż nie wiem za co.
Rozpłakał się październik niemiłosiernie
przycupnęły po śniadaniu pod estakadą cichuto gołębie.
Najgłośniejsza w tym towarzystwie była niebieskooka kawka
Cała ta przez szum deszczu zrobiona wrzawa to wyłącznie jej sprawka.
[ 14/15.10.2020 ]