niedziela, 27 grudnia 2020

ZAKOCHANY KTOŚ WE MNIE

ZAKOCHANY KTOŚ WE MNIE



Mam, okazuje się, przyjacielu wiarę dasz?,
wielbiciela wiernego wręcz do przesady.
nie opuszcza mnie on przez cały dzień aż,
co za ironia losu bo na tę wierność ponarzekać 
muszę niekoniecznie wyłącznie dla zasady,
i zrobić muszę to dziś - do jutra zapomnę, 
więc nie ma co odkładać , zwlekać.
Wiem, że ty wysłuchasz, na to liczyć mogę.
I może podpowiesz zapisać to po stronie szczęścia czy pecha.
Więc się wyżalam, choć taka moja pociecha
w miłości przeze mnie nieodwzajemnionej
a jak widać, dla mnie - nieuniknionej.
Przekora w tym też taka: jest romans lecz gdzie podnieta?
Jego stałość w uczuciach 
mnie osłabia zamiast wzruszać
w nachalnym jego towarzystwie zeszła cała moja niedziela
ostatnia zresztą jak by nie było w tym roku,o jasna cholera.
Ta fascynacja moją osobą ma rodowód wyroku
z natychmiastowym trybem wykonania,
bez nadziei, że mi odpuści do końca roku.
Zamiast się cieszyć będąc dla kogoś wartym uwagi i przywiązania
tak się mało o tego związku dobrą relację zwrtoną staram.
Nie mam na tę adorację ani ochoty, ani siły,
i już mi się chusteczki do nosa skończyły.
No ale ma fantazję i polot i cierpliwość co tu kryć
i na dodatek oryginalne personalia
których nie cytuje żadna towarzyska kronika:
Sinusitis Maxilaris Chronica
lecz cóż stąd , jeśli mi nie daje normalnie żyć,
z nim życie to przegrana batalia
a nie ukryję, że z drugiej strony
płoną lica, pulsują skronie
ale niezmiennie zimne mam dłonie.
Ot i tyle. Pozdrawiam i ściskam, 
Maksymilian Zakatarzony.

[ 27.12.2020 ]


sobota, 26 grudnia 2020

ZNOWU DOBRY CZAS

ZNOWU DOBRY CZAS


Nie wiem nic
w myśli moje wkradł się mrok
listy marzeń gubi pamięć
jakim był mój świat.
Zginął mi gdzieś
obraz jasny  z tamtych lat
dobry czas złapany w kadr
który stracił blask.
Trzeba by przywrócić znów tamtą lekkość snom
i wrócić do słów dawnych  prawd
gdyby los pozwolił nam to zrobić jeszcze raz
szansę by dał,  bym chciał.
Wspomnień blichtr
może piękny być i dziś
by co boli móc zapomnieć
złych przeżyć rozwiać cień
i w śmiech obrócić
by zapamiętać
nieobojętnie wierzyć
w znów dobry czas
w znów dobry czas...

[ 26.12.2020 inspirowane utworem The way we were ]

ZABIORĘ CIĘ KIEDYŚ GDZIEŚ TAM

ZABIORĘ CIĘ KIEDYŚ GDZIEŚ TAM


Ktoś, gdzieś,  jak ja 
swej szuka  drogi na życie
znajduje, porzuca, wraca
jak ja
za bezkresem cień
zmieni się w szczęścia fresk
z utartych szlaków tylko trzeba zejść
chociaż raz
bez słów

Znajdę taki czas
pośrod swoich zwykłych dni
przejdę za samotności krąg
czas nauczy znów żyć
znów gdzieś, znów z kimś
poszukam drogi choć nie wiem
co prawdą jest a co złudzeniem
wśród mgieł
Ktoś gdzieś i ja
Znajdźmy nowy szlak
zatrzymam czas chociaż raz
teraz już wierzę w szansę swą
weź mą dłoń a zabiorę cię
w nasz czas ...
w nasz świat ...
gdzieś tam ...

[ 26.12.2020 inspirowane utworem Somewhere ]

czwartek, 17 grudnia 2020

ZAWSZE WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ INACZEJ

ZAWSZE WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ INACZEJ


Przyrody fenomen, natury cud
na nieba tle dzikich gęsi sznur
przelatujący krzykliwy klucz
rozprasza niebieskich szlaków
gwiezdny kurz
roztrąca  pochmurną  biel
zanim osiągnie swój cel 
pośród północnych śniegów
i polarnych zórz ...
A mnie zdumiewa mój sen,
którego treść rozmyła się
w przedświtu bładej mgle.
W tym śnie 
odwiedziła mnie
postać bez twarzy,
przesłanki wskazują -
choć i one w tym śnie się rozmazują,
że się dobrze znamy
co tym bardziej mnie męczy
i dodatkowo dręczy.
Ta postać to przecież może być każdy,
nawet moje alter ego
abym się przyjrzał przyczynom i skutkom
postępowania swego
i dróg prostych zawiłym rysunkom.
Tak Morfeusz to spowodował znów
że ten brak konkretów i szczegółów
jest szczególnym przykładem konkretu
w sytuacji, kiedy konkret nie może nic  szczególnego znaczyć,
a każde znaczenie da się łatwo podważyć.
Tak więc w gąszczu wieloznaczności
kwitną i mnożą się wątpliwości,
a ja tak bym chciał jakiś punk odniesienia zobaczyć
w tym ogrodzie jak labirynt Tezeusza
bez pomocnej Ariadny nici
jeszcze wierzę w moc tego co mnie wzrusza
jeszcze wierzę w sens tego co najbardziej się liczy,
ale ta ze snu postać bez twarzy
tak na mnie krzyczy i krzyczy
i żadnych słów nie odmierza, nie waży
i tym potokiem presję wywiera
a nawet nie wiem czy mi patrzy prosto w oczy 
i ten krzyk jak trucizna się w duszę moją sączy
i ją rozdziera i poniewiera
aż się mej cierpliwości miara przebiera
budzę się bo inaczej przerwać się tego nie da
jest spokojnie, i za ten spokój do okoła jestem wdzięczny
i za przelot rozkrzyczanych dzikich gęsi.
Jeszcze wierzę w sens tego co mnie wzrusza
Jeszcze wierzę w moc tego co najbardziej się liczy.
Ale nie pójdę drogą próby Orfeusza
Ale nie usłyszę wołania Eurydyki.

[ 16-17.12.2020 ]







niedziela, 13 grudnia 2020

ZWARZYŁY SIĘ PRAWDY

ZWARZYŁY SIĘ PRAWDY



Dziś  jest taki dzień, że pogody w pogodzie brak
i nawet kawa z rana też ma zaskakująco niepogodny smak.
Za oknami szaro i buro i pochmurno a nad morzem znów mgła
na termometr zerkam ukradkiem  bo na skali słupka rtęci
bezlitosne zero, nie wiadomo czy to "tylko"  czy   "aż"
więc natychmiast spoglądam na kalendarz
z widokiem ze słonecznej Grecji,
przy kawce próbuję nabrać jakby większych chęci,
bo mnie tylko jedno  kusi, jedno tylko nęci,
by wszem i wobec  nic nie robienia dzień obwieścić.
Jest 13 grudnia i niedziela tak jak tamtego pamiętnego poranka
kiedy poraz pierwszy o zwykłej porze nie było Teleranka.
A w poprzedzającą ten dzień sobotę 
późnym popołudniem gdy wszyscy skończyli wszelką robotę
ojca były żołnierzyk ze służby czynnej
Remek przybył i złożył coś w rodzaju wizyty kurtuazyjnej.
Nic nie było w tym dziwnego, niezwykłego - bo bywało też tak wcześniej,
wpadali do nas cywilni już wówczas - byli żołnierze bo ojca podobno cenili i lubili.
Ja na ten zaszczyt i splendor patrzyłem znacznie krytyczniej
no bo niewinna z początku impreza
 w libację z przytupem często się przeistaczała- 
wszyscy wspomnieniami się rozrzewniali, 
opowieściami co u kogo jak i z kim rozczulali ,
za każdą pomyślność - albo jej brak oczywiście toast, 
bo tradycja choć świecka to musowo rzecz święta , 
każdy biesiadnik to zna, każdy pamięta,
lecą toasty i chwile raz-dwa, szast-prast
szybko więc każde szkło
pokazuje suche dno;
niekiedy  z czasu wspólnej prehistorii jakiś bolący konflikt 
przez którego wspomnienie biesiadnicy chcieliby się pobić,
w tę sielankę, z nietykalnego na trzeźwo obszaru orbit
wyrwanym kamieniem niechcąco wyskoczy
czasem robi się gorąco 
bo każdy ma rację najswojszą
i jej do upadłego gotów jest bronić
i już nie samą serdecznością błyszczą oczy
Tak mniej więcej każda tego typu okazja się kończy.
Może to prawda, że wtedy konkretnie nie był to czystej wody przypadek
bo to całe ostro skacowane towarzystwo w ten grudniowy poranek
pod obcas mobilizacyjnego rozkazu zostało wdeptane
przez gońca wręczonym telegramem-szyfrogramem,
może to komuś było bardzo na rękę aby byli jak Orfeusze pijani a lojalki podpisane.
To był zdecydowanie jeszcze taki czas, że łatwo dzieliłem świat
na czerń i biel, na dobro i zło bo miałem niewiele jeszcze lat,
więc wysłuchawszy nie do pojęcia dla mnie i dziwnego przemówienia generała
poszedłem na sanki uważnie w zachodnią część nieba się wpatrując
czy aby wrogie nie nadlatują samoloty które nas zbombardują
no bo też taka definicja wojny we mnie istnieniem w świadomości pokutowała.
Oczywiście nic takiego z popularnych  filmów znanego nie nastąpiło,
trudno mi było ocenić sens sytuacji i zrozumieć co to wszystko tak na prawdę znaczyło.
Świat bowiem nagdle przemówił językiem, który złamał wszystko co było
na swój sposób jednoznacznie względnie bezpiecznie uporządkowane,  
zwarzyły się prawdy z matczynym mlekiem przekazywane.
Nowej historii otworzył się rodział na naszych oczach i nikt nie wiedział co będzie dalej.
A dalej to były prawie jak partyzanckie wyprawy
pani Stasi ,,Lopkowej" i mojej mamy
z wałówką i papierosami dla bliskich choć nieznajomych po Tamtej stronie stoczniowej bramy.
Do dziś z emocji na twarzach wypiekami
wysłuchujemy tych wspomnień o tańcach ze  szablami.
Nie jest istotne że jako żony żołnierskie
w ten sposób w pewnym sensie 
prowadziły swoją grę w dywersję
tylko czy wszelkie nasze władze odrobiły z tej historii zadane lekcje.

 

[ 13.12.2020 ]






piątek, 11 grudnia 2020

Z CZWARTKU NA PIĄTEK

 Z CZWARTKU NA PIĄTEK



Witam cię przyjacielu, dobry człowieku
Pocieszam się tym piątkiem od wczorajszego czwartku
gdy po zamknięciu w końcu drzwi
już można było do domu iść,
ale nocą przykulały się niezbyt fajne sny
po nich ranek choć nie całkiem zły
szronem w szarościach skrzy,
kawa dodaje kopa i sił
ale trudno na wyżyny pozytywnego nastawienia się wzbić
i nie ma nikogo w czyje ramiona można by się bezpiecznie skryć.
Samo że tak powiem, życie, trzeba żyć,
trzeba snuć i pleść tę mimo wszystko piękną nić.

[ 11.12.2020 ]

środa, 9 grudnia 2020

ZNÓW PRZYNIOSŁEŚ KWIATY ...

 ZNÓW PRZYNIOSŁEŚ KWIATY ...


Znów przyniosłeś kwiaty ...
nucisz coś pod nosem ...?
Nie to tylko wspomnienie sprzed lat
gdy zmęczony złym dniem
przekraczałeś nasz próg...
czy pamiętasz to?
Spieszyłeś się mnie kochać
noc całą aż po brzask...
A teraz czulszy jest dla mnie wiatr,
bo ty już cel inny masz
i jest dobrze ci z tym,
znów odwraca się los i zostaję sam
więc nie przyniesiesz kwiatów nigdy już.
To było tak normalne :
mówiliśmy o wszystkim
nie ważąc swych słów
tak lekkich jak puch,
twój szpet szedł ze mną na dno
i wiódł aż do gwiazd...
I może niepotrzebie często ci mówiłem,
że z tobą znam śmiech
i nie wstydzę się łez
i jak kochać też wiem
choć znam kłamstw małych smak...
no wiec wiem także to 
jak ci rzec : żegnam cię
więc nie przyniesiesz kwiatów nigdy już...
Myślę, że ty dobrze wiesz 
jak mi rzec : bywaj zdórw
choć nie mówiłeś nigdy
jesteś mi potrzebny...
... nie przyniesiesz kwiatów nigdy już ...

[ 09.12.2020 inspirowane utworem You Don't Bring Me Flowers ]



niedziela, 6 grudnia 2020

Z PIOSENKI SEWERYNA

Z PIOSENKI SEWERYNA

Jagience 
w podzięce
za serce...

... bo okruszkiem kiedyś byłaś
jak z piosenki Seweryna
i to pierwsze wzruszenie
do tej pory mnie za duszę trzyma
i w ciebie wiary nie wodzi
na zwątpienia pokuszenie
czy to w słońca czy deszczu powodzi.
Bywają w Twojej historii
rozdziały wyłącznie twoje
tak mało o tym co w nich wiem,
ale nie jestem pewien,
czy więcej wiedzieć chcę
i jakoś wcale się tego nie boję
to nie będzie koń u bram Troi...


[ 06.12.2020 ]

ZA SIÓDMĄ TĘCZĄ

ZA SIÓDMĄ TĘCZĄ



Tam, gdzieś za siódmą tęczą
anioły z diabłami siedzą
nad marzeń rzeką kamienną
z codzienną radością niezmienną
sukcesy i porażki z nich rzeźbią
i  nimi dzielą z nadzieją
i szelmowskim w oczach błyskiem
uruchamiając możliwości wszystkie
według jakich reguł niech ktoś zgadnie
czasem przypadkowo jak popadnie...
przewiązując wstążeczką z dedykacją czy przestrogą
"twe marzenia,  twe pragnienia spełnić się mogą
niekoniecznie jednak z wolą twoją".
Kiedy już 
opadnie kurz
z bitewnych pól
i kiedy już 
przejściowych burz
ucichnie huk
z rozstajnych dróg
powrócisz tu
ukoić ból.
Tam, gdzieś na końcu tęczy
zdumiony czymś derwisz klęczy
spalonym w słońcu omamem przejęty
jakby z kontekstu istnienia nagle wyjęty;
złoto milczenia go dręczy i męczy
a srebro słów   potwierdza  to zaś przeczy
że miedziak tęsknoty o drugi stuka i brzęczy;
już go to martwi , smuci,  już go to cieszy,
czy świeci przykładem dobrym, czy grzeszy,
czy prze do celu z myślą aby być zawsze pierwszym
czy brnie przez  ciernie z intencją by stawać się lepszym,
w życiu i tak zazwyczaj co się polepszy to się popieprzy
chociaż się ciągle uczy nie staje się wcale mądrzejszym.
Kiedy już 
opadnie kurz
z bitewnych pól
i kiedy już 
przejściowych burz
ucichnie huk
z rozstajnych dróg
powrócisz tu
ukoić ból.

[ 05/06.12.2020 ]





niedziela, 29 listopada 2020

ZAWSZE Z NIM

ZAWSZE Z NIM


Znam miłość z lirycznych strof
znam jak poranka rześki smak
znam miłość dotyku rąk
i pocałunków ust.
Kwiaty róż
pod płatkiem śniegu śpią
i jak przy pocałunku pierwszym drżą.
Znam to wszystko zawsze z nim
kiedy znów tu jest.
Już nie ja i nie on ale my
w każdy dzień i każdą noc.
kocha mnie jak i ja kocham go,
mą duszę ogrzewa 
jakby w dłoni  trzymał ją
mam znów słoneczny blask
za dwóch
świtu radość aż po nocy kres.
Czas znów uczy razem być
czas prowadzi mnie na ląd
gdzie mam to wszystko
zawsze, zawsze z nim.

[ 20-29.11.2020 inspirowane utworem " Evergreen" ]


 

sobota, 28 listopada 2020

ZNOWU WIATR ZACZYNA WIAĆ

 

ZNOWU WIATR ZACZYNA WIAĆ



Północ, tak tu pusto i głucho
księżyc gubi rysopis
świat otula się mgłą,
w  świetle lampy
nie mogę dostrzec śladów swych stóp
I znów wiatr zaczyna wiać.
Kiedy tracę ciebie na zawsze
uśmiecham się do wspomnień
to był najlepszy czas
no bo wtedy wiedziałam czym me szczęście jest
może znowu dowiem się.
W mroku nie mam sił by brać
życia pełną piersią,
w snach uciekam i do siebie wracam
na chwilę przed świtaniem.
Miałaś być jak most nad przepaścią
i jak słońce w noc czarną
i jak księżyc w zły dzień
jasną gwiazdą która znowu wyznacza nam cel,
siłą która zbawia świat.
Już nie ujmiesz  mnie za dłoń
w samonty smak poranka
zgasną lampy
kolejna noc się skończy
kolejny dzień się zbudzi.
Gdybyś mogła mnie znów przytulić
pierzchłaby każda zła myśl 
z nieba najlepszych snów
tak by poznać
w czym może szczęście największe  być,
spójrz jak piękny wstaje świt.

[27/28.11.2020 inspirowane utworem Memory ]


wtorek, 24 listopada 2020

Z KROPEL DESZCZU SUITA

Z KROPEL DESZCZU SUITA



W kolejny poniedziałek monotonnie pada deszcz,
Na kawę do mnie się wprasza, żeby nikt nie mówił, ze wpada,
Nie każdemu to wypada, a ma nagłą ochotę posiedzieć i pogadać,
Jest jesień, znudziło mu się tak padać i padać i padać.
A ja ciekawy jestem czego deszcz ten mógłby jeszcze chcieć,
Więc się wygodnie w fotelu rozsiadam vis a vis 
Przysiadł deszcz  na parapecie i bębni deszczową piosenkę
Tak coś między , sonatą a preludium, może scherzo
Nie potwierdza, nie zaprzecza jakby mu było wszystko jedno
Żeby tylko przeplatać ciszę z wilgotnie drżącym rozdźwiękiem
Jakby układał muzykę pod niewyśnione jeszcze sny.
A ja już muszę z domu wyjść i  jeszcze go po drodze słyszę,
Jak gra zamaszyście szeleszcząc  o liście,
Largo legato, presto stacatto, crescendo i pauza
A mnie to nie przeszkadza
Że się teraz nad dalszą częścią utworu z trawami naradza.
Patrzę do góry ,melodię koło ucha nawijam,  już się trochę rozpogadza.

[ 24.11.2020 ]


środa, 18 listopada 2020

ZAWIADOMIENIE

 ZAWIADOMIENIE


Jeszcze jeden życia zapał został zgaszony
bo na drzewie ogłoszeniowym
wiadomości złych i dobrych
o obcych i znajomych
nekrolog nowy
zawiadamia,
że z kolejnego podania
o przyjęcie do niebieskiej świty pana B
niech cała reszta o tym wie
uroczyście , oficjalnie zdjęto 
klauzulę z pieczęcią odmowy
ktoś rozpoczyna wędrówki swojej etap nowy
a zatem znowu mają w niebie święto.
Dla jednych porażka dla drugich zwycięstwo.
Trzecim jest z reguły wszystko jedno.
Śpieszmy się bo tak szybko ...
staje się jutro ostatecznie zatrzaśniętą furtką
i okazuje się nagle, że zostaliśmy jakby za szybką
i nikt nie częstuje strzemiennego małą lufką.
Śpieszymy się, a jakże, a owszem
od najwyższych gór po bezkres nad  morzem
by jak najwięcej, najprędzej złapać srok za ogon,
goniąc co rusz złudę nową atrakcyjną , kolorową
i troszczymy się o to zawsze ponadczasowo.
Tak często zbyt łatwo dajemy się ogłupić
wikłając się w coraz to insze słupki
przeczuwając albo wiedząc, że w nie wierzą
licencjoonowane lub patentowane głupki
które gorliwie tę swoją oszołomską wiarę szerzą
i tak nas tą ewangeliją jak własną niedoskonałą miarą mierzą
że temu chcąc czy nie, ulegamy
jak nam  śrubki dokręcają nie zauważamy
i nam się to kawamać zdaje
nawet zasadnie praktykowanym rytuałem,
przyfastrygowanym zwyczajem,
upragnionym prawie szczęściem, niemal rajem.
I co to nam wszystkim daje?
Widok przez mgły na szklane Himalaje.

[ 18.11.2020 ]

 


sobota, 14 listopada 2020

ZROBIĘ DWIE KAWY

 ZROBIĘ DWIE KAWY


Za oknem wrona jedna gaworzy przez drugą
deliberując o przemijaniu nad lustra kałużą,
Gdzieś w szczytach drzew rozbrzmiewa wron skrzeczący śpiew
nie pytaj o czym jest rzecz, mnie się zbiera na śmiech.

Nie wieje wiatr,  powietrza nie chłodzi,
po wilgotnych w lesie liściach jesień brodzi
wron dylemat ją także jakoś obchodzi
sama wszak przychodzi , potem odchodzi.

Niebieską kreską na piórkach
nisko nad ziemią przeleciawszy mignęła sójka,
nad głową dzięcioł w głuchy pień stuka i stuka,
niby jedzenia sobie w nim szuka, a jakby w drzwi do lasu pukał.

Czy komuś na pytanie " kto tam?"
zabawnie odpowie " hipopotam" ?
Mgła szara rozsiadła się szeroko nad zatoką
półwyspu nie widać jakby tam była droga do nikąd.

Dziś w kalendarzu nie ma żadnego święta
czy choćby znajomych imienin albo urodzin,
żeby mieć okazję i pretekst by o kimś serdeczniej pamiętać,
i tak mi banalnie jakoś ta sobota schodzi.

Ale nie ma sprawy, zrobię dwie kawy
jedną dla siebie, drugą dla mamy
dla niej ze śmietanką , do mojej słodzik wrzucam,
siądziemy w kuchni przy stole, porozmawiamy.

[ 14.11.2020 ]

środa, 11 listopada 2020

ZASUSZONY KWIATEK

 ZASUSZONY KWIATEK


Na tytułowych kartach niemal wszystkich domowych książek
znajduję starannie miękką kredką wykaligrafowane dedykacje
jak zasuszony kwiatek
"Kochanemu Króliczkowi - Małżonek."
Znam je doskonale ale dopiero teraz odkrywam być może inspirację.
I być może to stanowi tak dramatycznie niedostrzeżone wcześniej clou 
jak przegapiony drogowskaz lub znaczenie niedośnionego snu
i aż się boję, że to mógł być do zrozumienia tamtej duszy prawdziwy klucz.
Królikiem nazywał żonę swoją Zofię pan Melchior Wańkowicz.
Czy może to być, by jego sposobem życia-bycia w swoim próbował żyć
Małżonek, i o tej dla siebie przybranej-wybranej fascynacji nie mówiąc nic
aby stwarzać i umacniać może tylko w sobie swej trudnej  oryginalności mit?
Jakby z tego szablonu  uczynił kanwę na życie swoje z nami... 
Czerpał, mam wrażenie takie, z mistrza pełnymi garściami,
a jednak,  nie nazwał go "Kingiem" niestety nigdy nikt.
W dodatku nikt z nas nie zagrał ni razu wedle tego schematu
i tu się oś druga skrywa tego małego a wielkiego dramatu.

[ 11.11.2020 ]


ZACHODZĄ NIEUSTANNIE ZMIANY NIEZALEŻNIE CZY JE ZAUWAŻAMY

ZACHODZĄ NIEUSTANNIE ZMIANY 
NIEZALEŻNIE CZY JE ZAUWAŻAMY



Miewam niekiedy sny ciepłe, jasne, piękne i stylowe
jakby wątki wzięte z powieści Dąbrowskiej czy Orzeszkowej.

Gdy obmyśliła swe dzieło Dąbrowska,    
przystępowała do znoju twórczej pracy
i ogarniała ją przeogromna troska
o detal, o barwę, o fakturę
wiedziała ile to dla sprawy dzieła znaczy,
cyzelowała słowa aby miały
odpowiedni kolor, dźwięk, temperaturę,
tak wiele na przemian płodnych i jałowych
dni i nocy
ten człowiek na wskroś czujący i myślący
poświęcił by osiągnąć efekt wspaniały
a zawsze co do tego wątpliwości
drobnym makiem jej sny i jawy
obsiewały...
Otrzymaliśmy przebogate, wymuskane literackie fikcje delicje
a to za zwyczaj było jej prawdziwe życie:
jak sama wyznała - wypisała całą siebie,
czy miała potem o czym rozmawiać z aniołami w niebie?
Gdy otwieram jej dzieła jakiegokolwiek księgę
jakbym rzeki rwącej rozpostarł wstęgę
i wciągnięty w jej nurt pierwszym słowem
przepadam z kretesem, tracę serce i głowę
aż po ostatnią kropkę za napisem koniec.

Zostają te dzieła w pamięci i w czytelnika wrażliwości łonie
pomimo, że nie ma ich w aktualnym szkolnych lektur kanonie.
Jakby były do czyśćca wtrącone zakazane i zabronione
a to wygnanie ciągle jest nieprzedawnione.

[ 11.11.2020 ]


niedziela, 8 listopada 2020

ZNAKI

 ZNAKI


Kiedy  zwinnie przeskoczyłeś słońcem zalaną ruchliwą dublińską ulicę
zauważyłem zaniepokojony, że cię nagle nie widzę, że cię nagle nie słyszę
przy sobie, że tak zrobiło się pusto , obco jakby to ocean rozdzielił nas 
na zawsze dla żartu na próbę bo czy ja wiem, dlaczego? I po co?
Tak każdy z nas do tej pory żył zbyt osobno by teraz i tu odpowiedzialność brać
za kogoś nowego ledwo co oswojonego, kandydata na drogiego osobistego
tak najbardziej na serio nieodwołalnie z powodu, że się tego bardzo nad życie pragnie
naturalnie jak oddech, odruchowo jak sięga się po kromkę powszedniego chleba lub po papierosa 
i jak się odgarnia przyklejony wiatrem do okularów babiego lata przelatującego anioła kosmyk włosa.
Oto zatem tak się okazało, że jesteśmy dla siebie kupą ruchomego, siebie ciągle niepewnego piachu
i karykaturą , z kosmiczną prędkością zderzonych dwóch osobnych swoich włanych światów.
I czy coś nas jednak z tego o czym marzymy spotka w życiu, kto zgadnie?
Kiedy zawiadomiłeś, że grunt pod nogami zaczynasz tracić i oparcia swej egzystencji punkt
do wczoraj stabilny i mocny, w swą niezmienność i trwałość niebudzący  żadnych wątpliwości,
że się jakiś przełomowy moment w twoim życiu zbliża a ty nie wiesz jaki zrobić ruch
poczułem, że to może nadchodzi w chaos przystrojony okruch przychylności
dla od tej chwili do końca na zawsze obiecywanego sobie nawzajem naszego razem,
że może to jest ten czas kiedy się zarysowują nieśmiałe szanse spełnienia marzeń,
ale nie mówisz o powrocie, tylko prosisz bym ci kupił rozmówki norweskie i przysłał z porcją gazet.
Spełniłem twą prośbę bo czmu by nie? Ciesząc się po cichu, że cię jeszcze nie stracę,
że przecież jeśli kiedyś tylko zechcesz to do Norwegii też do ciebie  przylecę, przy twym boku stanę.
Ale ostatecznie w starym miejscu złapałeś stabilizującą cię tam, tak potrzebną równowagę.
Wystawiłeś  podanie do losu o prolongowanie spełnienia marzeń niczym in blanko czek lub asygnatę.
Kiedy zabrałeś mnie tam gdzie z czasów dzieciństwa pobytu ślady chciałem sprawdzić
tam też się znajdowało twoje magiczne miejsce, którym się chciałeś przede mną pochwalić
i urodę tego piękna wraz ze mną przeżyć, i nim się jak opłatkiem podzielić 
zdumiewająca więc i zaskakująca zbieżność różnych interesów czy osobnych pragnień
pachała nas niezależnie ale w tym samym radośnie obranym kierunku i ciągnęła na zmianę.
Wycieczkowe bagaże spakowane i możemy się nie przejmować, że słońce w ten dzień leżało na wznak
nad najbliższym naszym światem, najważniejsze że już na miejscu  powiedziałeś do mnie tak:
tu będzie nad rzeką nasz dom, ty jeszcze będziesz smacznie sobie spać ja w ten czas
kupię nam - o tu niedaleko jest sklepik -  świeże pieczywko na śniadanie w sam raz
a ty potem wstaniesz i uśmiechem przywitasz mnie czyli swoje kochanie
a potem wpatrzeni i w siebie i w tę za oknem widoczną rzekę będziemy pić kawę,  tak się stanie.
Przepowiednię tę w ciemno wziąłem jakbyś na najpiękniejszych strunach marzeń zagrał.
Za jakiś czas w tym magicznym twoim miejscu dom rzeczywiście  realnego kształtu nabrał
i z zachwytem i satysfakcją oprowadzałeś mnie po surowym bardzo jego jeszcze stanie
ale zanim to nastąpiło przez dłuższą chwilę podziwialiśmy tę wspaniałą willę stojąc w bramie.
Doskonale wiesz, gdzie będzie łazienka, kuchnia ,salon z wyjściem do ogrodu,  
z przeciwnej zaś strony prowadzisz do w zamyśle wykreowanego zarysu gościnnego pokoju,
tu obok, powiadasz , będzie sypialnia Tomków , tam Niuni, czyli Nicol, tam moja, pośrodku.
Wiem o kim mowa, Tomki to znajomi z którymi mieszkałeś na obczyźnie przez chwilę
Teraz mieszkacie osobno ale spędzacie razem wszstkie święta a przede wszystkim wigilię,
Nicol to ich córka, ale nie sądziłem, że takie są twe najważniejsze ewentualnie powrotne plany
że to wy tu razem bedziecie żyć,  ale nie my obaj ze sobą docelowo zamieszkamy.
Więc gdzie tu miejsce na wspólne życie, te śniadania, picie kawy? Nie byłem drobiazgowy
wówczas ani dociekliwy ale w przeczuciach coś mi niemiło zagrało, no ale ty jesteś światowy,
ja się nagle przy tobie w tym domu poczułem  jak wówczas ulicą jak oceanem od ciebie oddzielony,
zresztą mieliśmy dla siebie tak mało znów czasu, a ty mi może prezentujesz skrót jakiś myślowy,
co ja się będę więc czepiał pokoju, że twój a nie nasz  - dom przecież jeszcze nie jest gotowy.
Nie komplikowałem ani sobie ani tobie tej chwili w której tak wyraźnie dumny byłeś i zadowolony.
Był to jednak trzeci znak, że między nami coś idzie nie tak, że jestem jeszcze nie zdradzony a odstawiony?


[ 7/8.11.2020 ]








czwartek, 5 listopada 2020

ZAWSZE PATRZ W JASNĄ STRONĘ DNIA.

ZAWSZE PATRZ W JASNĄ STRONĘ DNIA




Kiedy deszcz gada
a za oknami snuje się mgła
która bez celu tu sobie szła
przy kawie siadam
drugiego dna
w  swoich wspomnieniach 
szukam choć wątpię, czy sens to ma.
To nie do końca moja gra
nie w mym rękawie skryty as
którym zagrałeś już nie raz
i tylko mój stracony czas.
Zabawną minę robisz znów
tak grasz najlepszą ze swych ról
nie przekonuje stroju krój
bo prawdą jest żeś nagi król.
Zdartą gram płytę
z grecką muzyką
do Pireusu
płynę wraz z nią
z nową nadzieją
żeby coś zmienić
więcej nie tęsknić
i już nie wróżyć z fusów i ksiąg.
Bez zbędnych gestów , zbędnych słów
na szlaku ośmiu szklanych gór
w tygodnia nagłym ósmym dniu
odchodzisz w dal za żalu próg.
Wiem, że nie zagrasz mi już nic
na czterech strunach skrzypiec twych
i żadna pieśń nie wskrzesi już
miłości której wykopałeś grób.
Choć przecież to nie żaden blef,
miłość silniejsza jest niż śmierć
przestało się już tobie chcieć
wszystko co dobre ze mną mieć.
Tylko ci taką radę dam
że gdy zostaniesz kiedyś sam
patrz zawsze w jasną stronę dnia
i nową miłość sobie znajdź.

[ 05.11.2020  inspirowane piosenką ,, Nie chcę narzekać na swój los"]


czwartek, 29 października 2020

ZNAJDŹ CHWIL ODPOWIEDNI SMAK [ Z greckiego śpiewnika : Tria chromata ]

 ZNAJDŹ CHWIL ODPOWIEDNI SMAK

 [ Z greckiego śpiewnika : Tria chromata ]


Twoja sprawa jest prosta
mosty spalone zostaw
wybierz nowej drogi szlak
spójrz z dwóch stron na każdy znak.
Pośród darowanych szans
znajdź chwil odpowiedni blask
może za niedługi czas
znajdziesz czego dziś ci brak.
  Złą miną zwątpienia nie zdziałasz nic
  uśmiechnij zatem się,
  złą chwilę natychmiast odegnaj precz
  nim pech dogoni cię.
  Wspomnienie miłości rozjaśnia mrok
   i dniem stanowi noc
   i skrzydeł ci doda na każdy krok
   ty też masz taką moc.
Sięgaj gdzie nie sięga wzrok
tam gdzie masz swój własny klucz
do swych osobistych szczęść
lepszy świat jest tuż o krok.
Mimo trosk spokojny bądź
jeśli tylko tego chesz
ty pokochasz kogoś też
ciebie też pokocha ktoś.
  Wspomnienie miłości rozjaśnia mrok
   i dniem stanowi noc
   i skrzydeł ci doda na każdy krok
   ty też masz taką moc. 
   Złą chwilę natychmiast odegnaj precz
   nim pech dogoni cię. 
   Złą miną zwątpienia nie zdziałasz nic
   uśmiechnij zatem się.

[ 28-29.10.2020 inspirowane piosenką Eleni "Tria chromata"]





  
  

sobota, 24 października 2020

ZDRADY ŚLADY

 ZDRADY  ŚLADY


Zawsze sprawdzałeś papilarnych linii układ na mojej dłoni
jakbyś  tymi   wnikliwymi  badaniami  wytrawnie  tropił
ślady wszelkie najmniejsze odciśniętych fałszerstw, zdrad i zbrodni.
Nie mam pojęcia jaki jest wynik, co ci z tego niezbicie wychodzi.
Taka jest ta twoja trochę samozwańczo szamańska taktyka.
Ale odprawiwszy swój ceremoniał uśmiechasz się ciepło i jesteś spokojny.
Jednak, czy nie prościej by było mnie po prostu zapytać?
Czyżbyś w szczerość odpowiedzi mojej wątpił?
Zdradzam cię we wtorki i środy
brakiem za tobą ogromnej tęsknoty,
zaś jej nadmiarem w wolne soboty i wszystkie wieczory.
Zdradzam cię namiętnie pretensjami
wysyłanymi hurtem w przestrzeń między gwiazdami,
że tak mało siebie dla siebie na codzień mamy,
że to eksportowo-importowy luksus spod lady
by się móc z tobą napić porannej kawy.
Zdradzam cię na plaży,
kiedy piach mi stopy parzy,
słońce dotyka mojej twarzy,
wiatry we władanie smagając biorą ciało
by chorobliwie blado nie wyglądało
i w tym kolorowym gwarze
nie o tobie słodko-gorzko na jawie marzę.
Zdradzam cię z morskimi falami,
które wręcz intymnie zajmują się stóp moich śladami,
które zostawiam dla ciebie na mokrym piasku,
żebyś mógł zawsze do mnie trafić o zmroku i o brzasku.
Zdradzam cię w niedalekim lasku
złapany cieniem drzew i smugą słonecznego blasku.
Zdradzam cię dnia codzienną rutyną,
w której żyję tak jaby cię wcale  gdzieś tam nie było
i tym niewątpliwie, że zaczynam wątpić w naszą miłość.
Ale wątpię czy takich zdrad ślady
widać na dłoni w rysunku linii papilarnych.

[ 24.10.2020 ]

czwartek, 22 października 2020

Z PÓŁKSIĘŻYCEM W TLE WITAM CIĘ

 Z PÓŁKSIĘŻYCEM W TLE WITAM CIĘ


Witam cię
z romantycznym
i zmysłowym
półksiężycem w tle.
Czy ty też
zastanawiasz się
nad tym na przykład, że

Z niczego dzieje się wszystko i powstaje,
I wszystko się ostatecznie w nicość obraca
Ewentualnie jest to kwestia splotu okoliczności i czasu praca
Legendy jedne mówią , że nic , a drugie, że wszystko co było to jednak jakoś wraca
Energia bowiem w kosmosie w  równowadze fukcjonuje jako takiej
Niby na skale skała, na kamieniu kamień
A jednak zawsze coś po czymś dla kogoś pozostanie
Konkret jakiś nieprawdopodobny, żeby się odbyć mogło nowe zaranie
Raptem coś nieuchwytnego, co prawie nie istnieje
Algorytm złapie na nowe kiełkowanie, pączkowanie.
Trzeba poczekać by zobaczyć co z chaosu się wyłoni,
Epicka namiastka, która nicość zastąpi
Rezultaty po owocach jeśli łaska nie poskąpi
Zaszczepka zwycięstwa nowej wersji mickiewiczowskiego męstwa
Esencja w pierwiastek kapryśnego szczęścia papierek zawinięta.

Że ty na przykład nad tym też
czasem zastanawiasz się
to pozdrawiam serdecznie cię
z półksiężycem w nastrojowym nocnym tle.

[ 20 - 22. 10. 2020 ]

niedziela, 18 października 2020

ZNAKI ZAPYTANIA ?

ZNAKI  ZAPYTANIA  ?

[ z pierwszych liter ]



 Ale jeżeli ty mi przez konkret wyjawiałeś marzenie o powabnej abstrakcji?
Był w tym miły kontekst do odczucia osobistej dedykacji i tak to błędnie brałem?
Scenariusz wszak zmieniłeś może nie całkiem przez przpadek gdy mnie spotkałeś?
Typowe przeniesienie ze sfery wyobraźni w obszar realizmu w świetle sygnałów translacji?
Równocześnie jak cię zdobyć nie zdobywając i być zdobytym nie ulegając rozważałem?
Afirmacyjnie i bez zobowiązań rozmaite następstwa i warianty  na chłodno analizowałeś?
Koniec języka za przewodnika potrzebny ci nie był a ja tonąłem w gąszczu skrzydlatych konfabulacji? 
Cokolwiek powiedziałeś, do swoich marzeń nie zapraszałeś, nie ze mną tego de facto chciałeś?
Jakbyś zachęcał przyjaźnie i odrzucał apriori zanim cokolwiek się zacznie jednocześnie?
Astrologiczne ascendenty,asocjacje, marginalne adnotacje, azali było w tym coś jeszcze antagonistycznie?

[ 18.10.2020 ]

czwartek, 15 października 2020

ZNALEZIONE WSPOMNIENIE

ZNALEZIONE WSPOMNIENIE



Jeszcze wtedy było lato gdy się raz ostatni widzieliśmy
I chyba nawet na spotkanie się nie umówiliśmy
Ale  na coś liczyłem i by tej sposobności  dać szansę
Wierząc całkiem serio w potencjały własne
Na samotny po naszym mieście spacer się wybrałem
Zadzwoniłeś i zaprosiłeś mnie do siebie spontanicznie 
Na popołudniową z ciastkami herbatę
Tylko niech ciastka po drodze kupię
A ja się czułem dziwnie, po części ślicznie - lirycznie
Bo tak podskórnie to ja tego bardzo chciałem
A gdy się tak potoczyło poczułem w nogach watę
I obległy mnie podejrzenia jakieś nielogiczne, głupie.
Że los się oto ze mną przekomarza, drwi i bawi
Pod pozorem, że czego chciałem to mi jak na tacy pod nos i zęby daje,
Jednocześnie wie, że to jest dla mnie przegrane rozdanie,
znowu przyjdzie obejść się samym tylko zapachem i smakiem,
bo się uwierzyło w znak, który nie był znakiem.
Podmuch wiatru wzbił z ulicy kurz aż mi oko załzawił
Ulica, którą do Ciebie zmierzałem, w górę  
Pnie się pod niedużym kątem nie zahacza o chmurę
Depczę więc niespiesznie z wątpliwościami się mierząc
Co ja tu robię już sam niebardzo do końca wiedząc
W oknach niektórych wystaw sprawdzam jak wyglądam, poprawiam fryzurę
Gdy już jestem niedaleko daję znać, że możesz wstawiać wodę
Zatem choćby mi to do głowy przyszło - zwiać nie mogę
To też brnę w to co będzie to będzie z ustawioną na luz miną
Na Twoje piętro wchodzę piechotą zamiast wjechać windą
Aby  nie wyglądało , że aż tak się spieszę 
Lecz przez to tak mi mocno serce w piersi wali
I puls w skroniach i rumieniec mimowolny policzki pali
Na powitanie całus ale  ani odwzajemniasz ani unikasz
Chociaż mówisz , może grzecznościowo : że cię widzę się cieszę.
W kuchni po wodę na tę spontaniczną herbatę na moment znikasz
Znowu mam takie wrażenie i tak mi się jakoś bardzo wydaje
Że ten Twój pokój,  Andrzeja w Łodzi mi przpomina mieszkanie
Może właśnie przez to skojarzenie tu między nami nic znaczącego się nie stanie?
Nie kleiły się nam przy herbacie dialogi
I nie zazębiały przy serniku słowa
Nie doszliśmy ze sobą ku sobie nawet pół drogi
Na karb, że tak widocznie miało być przyjęła tę okoliczność moja głowa
Szklaneczka czerwonego wina
Niestety mnie nie ośmieliła.
Potem skończył się mój urlop
I umówić się już było bardzo trudno.
Pozostaliśmy ze sobą w tak zwanym kontakcie
Nienadużywając tej opcji nazbyt przesadnie.
Ale dziś w dniu święta Twojej profesji
Postanowiłem przesłać Tobie życzenia zdrowia, sukcesów 
I znaczącej podwyżki pensji
Nie wiem dlaczego na tej liście nie umieściłem miłosnych karesów.
Podziękowałeś jak zwykle skromnie i grzecznie
Jakbyś przy tablicy oceniał : bardzo dobrze, siadaj, dostatecznie.
Jednak zapytałeś jak się mam 
Czy to Cię faktycznie obchodzi, czy tylko że tak wypada- w tej wątpliwości trwam.
No cóż ja, coraz więcej siwych włosów na głowie mam
Coraz częściej wklepuję w twarz
Przeciwzmarszczkowy krem z formułą pięćdziesiąt plus aż.
Moje zmarszczki mają z tego całkiem niezły ubaw
bo nie wierzą w tego rodzaju jeśli nawet tylko kosmetyczne cuda.
Matematycznie oceniam
Że w 60%-ach jest świetnie, w 40-stu szału nie ma.
Mieszają się radości i troski, nadzieje i zwątpienia.
Gasną i z popiołów powstają marzenia.
Tam gdzie za dużo wydaje się banału
Ja doszukuję się oznak namiastek karnawału
Maseczkowy rygor trochę w tym pomaga
Słowem jednym w dwóch
Panuje u mnie jako taka równowaga
Jestem życia swego harcerz i zuch.
Chociaż w obecnej sytuacji i chwili nie wiem
Czy mogę być spokojny o los i zatrudnienie
Bo przecież mam rzetelne kompetencje i niemałe doświadczenie.
Lecz pracodawca może mieć inne na to preferencje i spojrzenie
Może się okazać że nie ten wiek, płeć a peselu przecież nie zmienię.
Ale co tam ja , po mojej stronie był ruch
A ja nie spytałem co u Ciebie, ot tak, żeby było wzajemnie.
Czy coś zrobiłem nie tak, atmosferę przegiąłem, rozbiłem w puch?
Żeby nie było ci przypadkiem smutno
dopytam się ciebie o  ciebie jutro
choć się spodziewam, że mi odpowiesz krótko
jakby na złota wagę było każde twoje słówko
to  jest tak jakby otrzymać całusa w czułko
gdy się pragnęło długiego w usta pocałunku.
Lepsze to niż nic więc podziękuję ci za to
i przeproszę chociaż nie wiem za co.
Rozpłakał się październik niemiłosiernie
przycupnęły po śniadaniu pod estakadą cichuto gołębie.
Najgłośniejsza w tym towarzystwie była niebieskooka kawka
Cała ta przez szum deszczu zrobiona wrzawa to wyłącznie jej sprawka.

[ 14/15.10.2020 ]







sobota, 10 października 2020

ZAWIERZENIE

 ZAWIERZENIE 

Współcześni Ona i On
wpatrzeni intensywnie
w siebie? niestety nie
lecz każde z nich w swój wypasiony smartfon.
To jest współczesny talizman, wyznacznik i schron.
Niczym nowe zauroczenie
zafascynowanie ale może i objawienie
jak na nową drogę życia namaszczenie
bezduszne zapewnienie
że wszystko mamy w systemie.
Dawka radości, doza uczuć, przydział szczęścia
nagle zbyt wiele zależy tylko od jednego zaledwie kliknięcia.

[ 10.10.2020. ]

wtorek, 6 października 2020

ZWIĄZKI EKLEKTYCZNE

 ZWIĄZKI EKLEKTYCZNE 

( z pierwszych liter )

Miłością i dobrocią - bo cóż to szkodzi? - przepełnione mieć serce zawsze
I obdarowywać nim wszystkich- a co z tymi, którzy nie chcą? z otwartej dłoni
Emocji nie trzymać w ryzach - a jednak newry w konserwy- jak w koziej ławce
Już wątpić a jeszcze wierzyć siłom wyższym, odwadze, sprytowi, losowi
Sens swoich racji móc bez obaw mieć dosłownie i po literkach - za nic
Energię czerpać by ją szczodrze dawać
Radość dzieląc pomnażać do bezgranic
Czuć się potrzebnym a nie dać się zmanipulować
Ekstrawerdycznie unieważniać obawy i strach
Intuicyjnie znajdować pośród licznych ostatnich szans dróg swój własny szlak
Pragnienia gasić kroplami z niedosytu zdroju
Arcyważne chwile z banalnymi sprawami wiązać 
Tylko żeby w równowadze zachować namiastkę pozoru
Radość życia w najdrobniejszych przesłankach rozpoznać
Zapomnieć jak jednak codziennie dziejące się zło?
A zatem nadzieja to siła czy tylko naiwność?
Jestże to główny plan czy najodleglejsze tło?
Wyprawy po złote runo  także i dziś oferuje świat
Spotkanie w pół drogi - tę propozycję dla nas też ma
Eterycznie - nonszalancko reklamuje udział w sytuacjach nie do odrzucenia
Rekrutuje dobrowolnym przymusem do tego na co ochoty nikt nie ma
Czerwone z czarnym, z czarnym białe
Eklektyczne związki nierozerwalne.

[04/05.10.2020 ]


piątek, 2 października 2020

ZWĄTPIENIE MNIE OGARNIA I TO JEST TRUDNE DO WYTRZYMANIA

ZWĄTPIENIE MNIE OGARNIA 
                                      I TO JEST TRUDNE DO WYTRZYMANIA


Zwątpienie mnie ogarnia, że potrafię coś komuś dać
i, że umiem zgodzić się na zaistnienie szansy aby ktoś dał coś mnie...
Czy aktor nie ma fajnie? czego nie przeżyje to może zdoła zagrać
i może nie zauważy, że przy grze życia czas bezpowrotnie minie
nim poza grą coś przeżyje;
aktora gra to jednak praca 
jak misterium w kościele,
 w teatrze na finał sypią się brawa 
a w kościele brzęczy i szeleści taca.
Sztuką można się upić i nie mieć kaca,
a w życiu jak jest każdy wie czasem bal czasem wesele,
niekiedy także bywa stypa
gdzie się zdarzyć może toast za nieboszczyka.
I podobno jest w tym sens i logika
a nie tylko nieprzenikniona metafizyka.
bo w sztukach obowiązuje inna miara czasu, przestrzeni wymiar, scenariusz akcji
i można nie przywiązywać uwagi do epoki, stroju, rekwiytów, dekoracji.
i podeprzeć się można suflerem a w skrajnym przypadku pojechać na improwizacji.
Flegmatyk zagra ekstrwerdyka ,
choleryk melancholika,
a w życiu nie podejmie takiego ryzyka.
Gdy się zdarzy  z teatralnej wypaść roli
zawsze można powiedzieć, że tak miało właśnie być,
ale w życiu najprawdziwszym trzeba z tą porażką jakoś żyć
a życie jeszcze tę ranę popieprzy, posoli
szczerząc się rubasznie, a po plecach nie poklepie,
banał dorzuci, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
I już się można prawie poczuć życia swego artystą.
I już mieć wrażenie można że dalszy ciąg się ułoży trochę lepiej.
Bo się przecież kołem życie toczy,
przeplata dobre i złe chwile
i ciągle się z nami droczy
patrząc niekiedy prosto w oczy
powtarzając  da capo al fine.
I tylko czasem myśl przebiegnie, czy to dobrze czy źle że w życiu nie jest jak w kinie?
Lubię reguły życiowo jasne, proste i przejrzyste bo porządkują sprawy prawie wszystkie,
resztę da się ogarnąć na rozum, logikę, a nawet na wyczucie i intuicję.
Akceptuję od reguł wyjątki jeśli są uzasadnione i nieliczne
i precyzyjnie określone są warunki zastosowania by wyjątki nie stawały się regułami
zwyczajowo notorycznie  stosowanymi, bo powstanie chaos, którego nikt nie naprawi. 
Jak w tym odnaleźć na nowo sens, że ważniejszy od sprawy jest człowiek?
Jak się pod tym oburącz podpisać i nie żałować bez mrugnięcia powiek?
Pogubiłem się w tym wszystkim, gdzie jest miejsce na sięganie gdzie wzrok nie sięga?
Jakoś nie ma nic o tym w żadnych opasłych bądź rozmiarem niepozornych księgach.

[01/02.10.2020]





sobota, 26 września 2020

ZAPACH DESZCZU W POWIETRZU

ZAPACH  DESZCZU  W  POWIETRZU


Zmysłowy zapach deszczu w przedwieczornym powietrzu
o kimś kto już w moim życiu nie ma dla mnie znaczenia
dobre ale odległe przywodzi wspomnienia, 
żebym w końcu uznał, że to wspominanie jest jakby bez sensu.
Intensywny zapach desczu w powietrzu
nadchodzącej powoli z całą świtą gwiazd nocy
obejmuje mnie stanowczo jak amen w pacierzu
i ma mnie niezobowiązująco w swojej mocy.
Zza grubego  pasma szarej chmury
wyłaniają  się jesiennego półksiężyca
bieluteńkie z odcieniem srebra kontury
chwyta ten niespodziewany moment źrenica.
Badawczo czytam swój ostatni tekst,
zastanawiając się, czy może tak być jak jest,
czy wyłapię w nim niezgrabność pomysłową
i zamiast się cieszyć, będę musiał go pisać na nowo.
Przeczuwanego deszczu w powietrzu zapach
oddechem próbuję w siebie złapać
a wśród rozrzuconych  chmur zachodzące słońce
maluje niebo pomarańczą i wrzosem.
W gwarze miasta, ulicy, pracującego pełną parą portu
słowik nie miałby szans zawrócić komukolwiek w głowie
trylem swoim najsłodszym na świecie i głosem 
w pieśni ostatniej nim się zbierze do odlotu
a zresztą każdy słuchawki ma na uszach i tkwi nosem  w smartfonie 
jak w nowoczesnym czymś więcej niż na świat cały oknie ...
Analitycznie rozważam użytych słów sens
i  znaczenia zakres roztropnie nadany
szukam potencjalnie słabych miejsc
jakby to nie przeze mnie był tekst napisany.
W chłodnym powietrzu zapach deszczu
wiatr znad wody przynosi aż tu
przysiądzie na białym półksiężycu potem
a ja cierpliwie czekając na autobus mocniej wtulam się w kapotę.
Dopieszczam ponadczasowości ogólniki,
szlifuję uniwersjalizmy, ale nie odkrywam Ameryki.
Czasem zacieram, patynuję obecności swojej ślady.
Może dlatego aby ktoś łatwiej w tym  zbaczył kawałek własnej prawdy
I zauważył zapach deszczu w powietrzu.





[ 26.09.2020 ]





piątek, 25 września 2020

ZOBACZYĆ SIEBIE JAKBYM TO NIE BYŁ JA

ZOBACZYĆ SIEBIE JAKBYM TO NIE BYŁ JA



Jesień znów
przekracza zamaszyście świata próg
skraca dzień
w wieczoru zmroku łatwo gubi cień.
Nie ma już
na świecie kogoś, kto by czekać mógł
na mnie by
spotkawszy uwierzył, że się spełnią sny
jakby wziął
i do kieszeni boga schował na własność swą.
Nie szukam cię
i szansy nie dam abyś znalazł mnie.
Słońce dziś
się spóźnia i nie chce na kawę przyjść
czekam aż
wychyli spoza chmur swą złota twarz.
Jakiś plan
by siebie wyrwać z monotnii czterech ścian
jechać gdzieś
cieniom dawnych wspomnień przyjrzeć się,
w nowych tłach
zobaczyć siebie jakbym to nie był ja,
radę dać
pokonać swój niechcąco zaprzyjaźniony strach.
Ruszam więc
przed siebie spontanicznie lecz mam cel.
Nie szukam cię
i szansy nie dam abyś znalazł mnie.
Bilet mam
jakby to był klucz do wszystkich bram,
ze mną wraz 
wyrusza ta, która też co jakiś czas
tak jak ja
spróbować chce podróży smak.
Stukot kół
w rytm mego serca się bezwiednie wplótł,
torów łuk
krajobraz świata dzieli mi na pół.
Patrzę na
mijane pola, wsie, rogatki miast.
Nie szukam cię
i szansy nie dam abyś znalazł mnie.
Słońce lśni
za horyzontu kreską jakby mgły 
bukiet barw
pod powiekami zamykam ten kadr.
Kiedy więc
podmiejski pociąg osiągnie cel, skończy bieg,
wejdę w świat
który się mną zdziwi jak nim ja,
z mapy chcę
wybrać,rozpoznać naszej drogi nić
ale wiem
że tutaj trzeba nam bezwzględnie iść
na wieży
kościelnej z pociągu wypatrzony szpic.
Zależy
aby się tutejszości objeść i opić.
Nie szukam cię
i szansy nie dam abyś znaalazł mnie.
I oto
nieśpiesznie dotarliśmy piechotą
gdzie cienie
kamieniczek się kładą na ziemię
pod nogi
a tam są ulicy Wodnej progi.
Przed nami
droga - nią dotrzemy do przystani.
Tu pusto
spokojnej wody niezmącone lustro,
dzisiaj w rejs
ostatni statek odprawiony jest.
Bo ot co
kwadransa do fuksa nam zabrakło. 
Ech trudno
mówimy next time i nie jest smutno.
W kościele 
zaraz się zacznie ślub, po nim wesele
zwiedzanie
odpuszczamy choć to było w planie.
Dwa mosty
brzegi rzeki łączą w sposób prosty,
a nas gna
gdzie uliczki, kamieniczki bo tam
ty to wiesz
Piekarczyka pomnik i zobaczyć go chcesz.
I ja też
a jeszcze  parki pełne pięknych drzew,
i prawie
ogród z tysiącem róż tuż przy żabie.
Szczęśliwi
pod Złotym Żurawiem kończymy
wycieszkę
od codziennych trosk ucieczkę.
Wracamy
jak jaskółki pod własny dach inni a tacy sami.

[24/25.09.2020 ]






















poniedziałek, 21 września 2020

ZIMNO ZROBIŁO SIĘ ZBYT SZYBKO ZNÓW

ZIMNO ZROBIŁO SIĘ ZBYT SZYBKO ZNÓW



Tak się lato tegoroczne nieodwołalnie kończy,
że się szarość chmur przez każde okno sączy,
że tarmosi liście zielone jeszcze wiatr nazbyt rączy,
że się niebo z morzem deszczu kroplą na chwilę łączy,
że się w lesie ptak nagłym powiewem chłodu powietrza łatwo płoszy,
że się babie lato przystraja srebrnymi perłami rosy,
skąpe ciepło otula skromne a bogate w odcienie wrzosy,
coraz częściej mgła się pośród mchów i paproci mości,
brzozy i wierzby obgadują losy niespełnionych miłości
swe czerwienie pchają światu w oczy
jarzębiny, kaliny, dzikie róże i głogi,
dęby żołędzie a sosny szyszki rzucają bezczelnie pod nogi
że się zazłociły liście na drżącej osice,
że cieplejsze ubrania dzieciom szykują rodzice,
że noc fastrygami złotych gwiazd odległe bezkresy broczy,
a kościelnym dzwonom w zimnej wieży załamują się głosy.
Jesień świat zaprasza w otwarte drzwi , gościnne progi.
W jej orszaku w orgii barw żywiołów straszydła.
Odchodzi lato bo go niosą odlatujących ptaków skrzydła 
i bezkresny szlak niebieskiej drogi.

[ 20.09.20 ]








czwartek, 10 września 2020

ZA ZIELONĄ BRAMĄ

ZA ZIELONĄ BRAMĄ



Za Zieloną Bramą, za mostem nad Motławą
gdzie Długie Ogrody niewiele wspólnego ze swą nazwą mają,
na piętrze dziesiątym, pod niebem banalnie modrym
albo pochmurnym przy dniu mniej pogodnym,
jak w wieży prząśniczki, trzy wschodniozagraniczne księżniczki
z polskim księciem mieszkają. Tym księciem oczywiście jesteś ty.
Gdy cię tak nazywam stajesz się drażliwy, przekornie zły.
Kiedy do ciebie przylatuję niczym motyl na betobowo-szklaną górę
witasz mnie wówczas tak jakoś niezwykle bardziej niż czule,
one niedyskretnie podglądają nasze miłosne zaloty
za pierwszym razem peszyło mnie to bardzo, ale koty za płoty
potem się bałem, że zgubi je  ta ciekawskość
i z balkonu jedna przez drugą pospadają, 
a łatwo za wygraną nie dają
i nie widać aby im się znudziło i miały dość,
tak więc wielu naocznych świadków miał nasz każdy ku sobie śmielszy krok,
ale naszym sprzymierzeńcem był coraz prędzej na szczęście zapdający zmrok.
Z jedną z księżniczek postanowiłeś wziąć fikcyjny ślub
żeby dostała polskie obywatelstwo.
Lojalnie mnie o tym uprzedziłeś,
w twoich oczach widziałem jak niezbicie wierzyłeś
w racji oczywistość każdego punktu scenariusza, w który się wkręciłeś,
mogłem ci na to tylko powiedzieć : tak postanowiłeś, to tak zrób.
Nie oczekiwałeś ode mnie w tej kwestii rad,
ani ja nie zaliczę tego w ciężar konta zdrad.
Szlachetne koleżeństwo - ty mówiłeś : przyjaźń- zmieniłeś w białe małżeństwo.
Teraz przypominam sobie,
że to wówczas było bardzo w modzie.
Ale żeby wszystko miało znamiona jakiegoś porządku, ładu
zaprzestano udzielać benefity z automatu.
W tej przyczynie osadziła się mojej zgryzoty oś.
Może dlatego wkradły się zwątpienia czy ma sens nasz wspólny los.
Czy bardziej będziesz chciał być mój, czy bardziej będziesz musiał być księżniczki mąż?
Ten jeden pozór świadomie stworzony
wymagać będzie konsekwentnych kolejnych pozorów, sytuacja jakby ktoś puszkę Pandory otworzył.
Milion komplikacji dla nas zaczęło do mej zalęknionej wyobraźni lgnąć,
same złe przeczucia podszeptywał mój wewnętrzny głos.
Coraz cięższą wydaje mi się ta życia próba
gdy się tak nagle odemknęła lęków tuba.
Czasem na samą myśl, że się cokolwiek z tego spełni jeżył mi się włos.
I nie spałem długo w każdą noc.
Zakochany bardzo byłem w tobie
i przecież niemałą szansę dla nas widziałem w twojej osobie,
więc starałem się gasić wewnętrzne pożary, miną dobrą nadrabiać z rozsądkiem,
który zaglądał do mnie czasem jakżesz zazwyczaj przelotnie,
pocieszałem się sam, że to przeszkadza mi tylko trochę.
Mam nadzieję, że w nadchodzącym zdarzeń korowodzie
nie zapomniałeś o z góry przewidzianym rozwodzie?
Zaraz jakoś krótko po tym były moje urodziny,
dzień był szaro -bury, jak to bywa na ogół w środku zimy.
Na stacjonarny do pracy zadzwoniłeś rano
z nieoczywistą bardzo sprawą
by nieuroczyście oznajmić, że nie jestem dla ciebie ten jedyny,
że w związku z tym masz dylemat kogo wybrać, z kim się związać.
Nie wiem jak ci pomóc tę sprawę rozwiązać
zwłaszcza będąc w pracy na służbowych łączach.
Nie ujawiniłem się tutaj, że jestem z tobą parą.
Wszystkie nasze chwile stanęły mi w oczach.
Powstał w tej krótkiej chwili tych wspomnień niezwykly obraz.
jak podczas obracania kalejdoskopem tworzy się zadziwiający kolaż.
Tak mnie zaskoczyłeś, że sensownego nic ci powiedzieć nie byłem w stanie.
No tak, ktoś się w twym życiu zjawił, objawił i wydał się tobie
potencjalnie ode mnie lepszym, więc zagrałeś tym asem w rękawie.
Ale oczywiście bądź spokojny, nic nie zrobię ani tobie ani sobie.
Wybierz go, byś nie żałował, żeś nie spróbował
a może on cię właśnie będzie lepiej niż ja kochał, całował.
A może tylko tak to rozegrałeś by mnie ostatecznie wypróbować?
Albo, żeby łatwiej się ze mną rozstać?
A przy tym zdjąłeś ze mnie poczucie winy.
A potem wróciłeś na łono koszalińskiej rodziny.
Często bywam dla kogoś w życiu jego miłą ale tylko chwilką,
krótkim wstępem, preludium, uwerturą, przygrywką.
I tylko ja coś o tym wiem
Czy tego chcę czy nie.


[ 09.09.2020 ]





niedziela, 6 września 2020

ZAUWAŻAĆ LUBIĘ CZAS ŁĄCZĄCY NAS

ZAUWAŻAĆ LUBIĘ CZAS ŁĄCZĄCY NAS



Zauważać lubię zwłaszcza ten czas,
który na krótko ale intensywnie łączy nas
i choć to dość naiwnie brzmi
rad bym ignorować, który nam siebie odbiera
serwując pustkę co jak ból zęba ćmi
i po swojemu sprytnie granice między nami
to wyznacza to zaciera
kiedy zostajemy bez siebie tak bardzo namacalnie sami.
Za szybko kroczy w bezcennej chwili z tobą przy winie
jeszcze gra uwerturę na nieznacznie rozstrojonym pianinie
a już nuty składa, zamyka intrument i  jest po koncercie.
Ucieka coś szepcząc do nas jakby w sekrecie.
Zapisać to pragnę na wypadek wszelki na kawiarnianej serwecie.
Ale rozsypują się litery ktoś je potem jak śmieci wymiecie.
Zbyt wolno zaś swe kroki jak roztropny saper na minowym polu stawia
gdy tęsknię i czekam abyś już tu blisko był ze mną i przy mnie
bym cię witał z radością : no, jesteś tu nareszcie
i zapomniał, że wraz z tą chwilą przyszedł i czeka moment rozstania
i zapomniał, że co jest to będzie dopóki przeminie.
Czas zawsze wytrwale sobie płynie i z tego słynie ,
to pojawia się, to zaś ginie, dziś prędko, jutro leniwie,
a wczoraj jakby go wcale nie było
bo przepadł gdzieś w cieniu za sienią
albo się urwał na kwadrans przed pełną godziną.
Czy to w górach wczesną jesienią
złotą polską, czy w zimie na nizinie
albo późnym latem na równinie
czy też nad samym morzem
czas włada czasu przestworzem.
Rządzi chwil smakiem i kolorem.
U ciebie południe już było, a u mnie dopiero będzie
i trzeba to brać pod uwagę aby mieć o czasie jakieś względne pojęcie.
Najbardziej lubię czas mierzyć
długością naszych cieni na spacerze
i jednostką niespieszności picia z tobą kawy
kiedy łatwo w nas można wierzyć
i zbędne do tego są zaklęcia i pacierze
i tak łatwo zachwycamy się wszystkim nawet bujnością i różnorodnością trawy.
Zauważać lubię czas
szczodry niekiedy i obfity jak las
cieplejszymi powiewami wiatru i zawilcami
najcichszymi szeptami pod spadającymi gwiazdami
a potem tam gdzie wiosną były fiołki i zawilce
pod koniec lata żołędzie, szyszki i buczyna
znak, że nowa odsłona czasu i życia się zaczyna
snuje się wtedy czas srebrnymi nitkami
tylko nadal nie wiem czy jest przeciwko nam czy z nami
 przemijania mocami niepokonany.

[06.09.2020]

ZEGARÓW TARCZE PEŁNE SĄ CZASU [ z pierwszych liter ]

ZEGARÓW TARCZE PEŁNE SĄ CZASU

 [ z pierwszych liter ]


Daleko na codzień przez większą część roku
Lecz nawet wtedy najbliżej bo mam cię w sercu z radości łzą w oku.
A gdy przyjeżdżasz świat nie zna się na geografii i topografii,
Czasu wspólnego chwil wiele wykorzystujemy jak każdy z nas najlepiej potrafi,
Idziemy na całość, na skróty, dajemy sobie siebie najpełniej
Egzamin ze wspólnego razem przed nami stawia każda noc i każdy dzień
Bo bycie blisko razem to spełnienie ujawnionych najskrytszych marzeń
I prawdziwe sztuki kompromisu wyzwanie
Enigmatyczne szepty nocy zakwitały w pocałunkach o świcie
Jak można naczerpać  tego na zapas na dalsze życie?
Egipskie plagi odległe są ciągle jeszcze
Sezam rozdaje nam szczodrze słodko smakujące szczęście
Tarcze zegarów pełne są czasu i nieznanych losu zamiarów
Emocjom nie ulega czas, który na serio nie zna żartów
Mamy w głodzie siebie, pragnieniu siebie, siebie dla siebie
Ja nie wiem czy to dosyć, za mało a może zbyt wiele
Ale tego nie wiesz także przecież wiedzący zawsze wszystko ty
A zatem życie sens ma i  smak nierozstrzygniętej gry
Dlatego pozwalam sobie i tobie bezładnie mieszać na palecie jawy
Lustrzane odbicia marzeń o smaku spojrzenia znad filiżanki kawy
A sny niespokojne o twój zamierający oddech rysować błękitem
Malować zielenią nadziei obłaskawionej jak noc spłoszoną świtem
Nic poza tym a wszystko ponad to nieuchwytne choć w zasięgu
I jeszcze ciągle oczarowani sobą jak deszczu kroplą tonącą w kałuży kręgu
Elegijną etiudą graną w każdy nasz brzask na liściach przez srebrnousty wiatr.

[ 5-6.09.2020 ]


sobota, 29 sierpnia 2020

ZASKOCZENI NIE WYŁĄCZAJĄC CIEBIE

ZASKOCZENI NIE WYŁĄCZAJĄC CIEBIE



Nie wyłączając ciebie
wszyscy byliśmy zaskoczeni nagłym odejściem twoim
nie wierząc że to było zapisane w niebie
sam byś się z tego śmiał
niż na serio brać chciał
jak w czasie dzieciństwa gdyś coś niechcący zbroił.
Witaliśmy przy cmentarnej bramie twoich pożegnalnych gości
bezbronnego łzami  smutku i uśmiechem wdzięczności
trzeba ich było choć spróbować otoczyć pocieszenia gestem.
Przed ceremonią jeszcze się zobaczyłem z księdzem
by mu wręczyć uzgodnioną zapłatę w kopercie z karnetem
na którym wypisałem  kilka podziękowań słów granatowym atramentem.
W kapliczce dla ciebie różaniec
 odmówiło kilku panów i pań
w tym była modlitwa, zaklęcie, mantrycznych słów taniec,
czy może żal, skarga cicho szeptana
czy nadzieja wysławiana?
Kilka zdawkowych pożegnania zdań
wyrecytował ten właśnie na prędce zgodzony ksiądz
o to w tym także chodziło by na tobie psów nie wieszał
i by cię za doczesne życie u progu wiecznego z błotem nie mieszał.
tak skromnie ale się pocieszam, że tak mógłbyś chcieć.
W natchnionym skupieniu pełgały płomyki świec.
Nie odprowadzał cię trąbki złoty ton
nie mącił ciszy komu bijący dzwon
z szelmowską wszak satysfakcją w mym plecaku przejechałeś Polski pół
i teraz dostojnie odprowadza cię przyjaciół orszak w wybrane  miejsce
gdzie zielenią i Zarządu Cmentarza Komnalnego baldachimem ozdobiony czeka dół
tu będzie prochów twoich wieczny dom
pośród dębów sosnen traw i ptaków jak schron.
I modlitwa spisana twoją ręką, osobista i kilka ulubionych drobiazgów jeszcze
z tobą zostanie
chociaż już nic złego ci się przecież nie stanie.
Urnę masz w kolorze morskim
z tabliczką ś.p. Andrzej Przewoski
obstalowaną w ostatnim z twego wyboru za głosem miłości
na obiecanej ziemi w mieście Łodzi.
Bez uzgodnienia tego z tobą zabrałem ciebie tu
będzie nam bliżej do ciebie, łatwiej będzie dbać o twój grób.
bo kto by tam do ciebie przychodził.
Gdyśmy rozmawiali wszystko tylko nie to żeśmy obgadali.
W nekrologu przeoczony ortograficzny błąd,
w  o nie składanie kondolencji zapisanej prośbie
więc nie będzie wyrazów współczucia, podawań i wśród łez uścisków rąk
tak nam jest  przez ten ceremoniał brnać łatwiej, prościej.
Nie będzie stypy, na kilka chwil do domu wpadli z Lublina goście,
nie chciała wraz z nimi przybyć rodzina z Chełmna.
Jak widzisz wśród żywych sytuacja została jak była, niezmienna.

[ 28.08.2020 w trzecią rocznicę poogrzebu ]







wtorek, 18 sierpnia 2020

ZABIERAM PSA NA SPACER

ZABIERAM  PSA NA SPACER



Zabrać chciałem  rano na spacer psa

bo to jest jeden z obowiązkowych punktów porządku dnia.
ale pies jak to pies swe humory różne ma,
patrzy na mnie wzrokiem psim z wyrzutem i pogardą
no bo spacer teraz nie jest psa najpilniejszą sprawą
co przecież zgadnąć powinienem łatwo
gdyż się pani po kuchni krząta
więc może coś skapnie, może spanie
pies to chętnie posprząta
pies się tym chętnie zajmie
i nic to, że pełną ma miskę swoją
to psu nie zginie, się państwo nie boją
ale rarytasy z pańskiego stołu psiej uwadze ujść nie mogą.
Chodźmy, zapraszam jak najłagodniej
pies nie reaguje, nie mogło być chłodniej,
nie pomogło, że ubrałem skarpety i spodnie.
Nie rób scen, zachęcam z reprymendą ostrożną,
wiesz przecież, tłumaczę , że na autobus do pracy muszę zdążyć.
Już się chyba przed własnym psem nie mogłem bardziej pogrązyć.
 Atrybutem dającym mi konkretną przewagą jest smycz,
czasem wystarczy, że ją psu pokażę
i on wie, że to oznacza spacer
ale teraz to nie działa , więc spinam smycz z obrożą
czym się całkowicie naraziłem, nie wiem czy gorzej może być.
Jak tak to tak, wydarł pies posłuszność symulując , przysłowiową smugę z prędkością światła.
Siedem schodów jak siedem życzeń liczy klatka
przeskakuję po dwa życzenie mając tylko jedno, żeby na ich końcu równowagę złapać.
W przelocie łapię i naciskam  klamkę
i omijam bez kolizji stojącą tuż zaraz latarnię.
Często mnie to śmieszy gdy się zastanawiam
kto tu kogo tak na prawdę na spacer wyprowadza.
Zatem idziemy. Po odmalowanej w psich oczach dezaprobacie
dobrze wiem, że  mój towarzysz po swojemu za to odegra się.
Szczegółowo każde źdźbło trawy obwącha
będzie to dla niego tęgi ubaw i nieziemska radocha
i po dordze każdy listek i kwiatek
wszelkim cieniom na dodatek
baczną uwagę poświęci
i czarnej każdej grudce ziemi,
i oczywiście stary numer odpracuje - w wiotkie gałązki raz po raz zaplącze smycz,
z dedykacją no ty się człowieku na drugi raz z moimi priorytetami też licz.
Nagle coś zaszeleściło opodal w stercie liści suchych 
i pośród gałązek drobnych i kruchych
więc spoglądam odruchowo badawczo w tamtą stronę 
z zaspanym jeszcze nieco niepokojem odgłosy leśne uchem łowię
a to tylko ptak
chyba czarne pióra
więc to może szpak
czy też może kawka, która
przysmaków szuka
albo budulca by naprawić gniazdo
uszkodzone spadającą niedawno gwiazdą.
Nasze nadejście ptaka peszy i płoszy
bo czy znalazł cokolwiek
czy nie, źle mu się kojarzy człowiek
odlatuje więc i znika w zielonozłotych światłocieniach.
Pies w pozie wystawiam zwierzynę 
zastygł i mową ciała przemówił a jednocześnie i oniemiał
i także się do tej obserwacji przyłączył
bo jest rasy angielskiej czystej i ma doskonały instynkt łowny.
Okey, niech ma tej świadomości rodowej  choćby odrobinę.
Głaszczę czule tę kochaną moją psinę.
Przejdziemy się jeszcze po lesie kawałek,
bo i dla mnie to jest piękny poranek
spokój, ciepło i cisza otulają jak kochanek
przez korony drzew przebijają się słoneczne smugi.
Gdzieś z oddali napływają odcienie szarugi.
Przypomina mi się, że kiedyś podczas spaceru dane nam było spotkać
pięknego, niesamowicie czarnego kota
o obłędnych tańczącej Eurydyki oczach.
Ten kot musiał nam się dłużej przyglądać
bo patrzył uważnie w naszą stronę sprytnie ukryty w wonnych zaroślach.
Pies nie zauważył go wcale pochłonięty swoimi myślami
a kocur bacznie wodził za nami tymi wspaniałymi oczami.
Minęliśmy go takiego tajemniczego całego
ale zrobiwszy kroków zaledwie kilka
wróciliśmy, bo było w nim coś niebywale intrygującego.
Wydawało mi się, że on na nasz powrót czekał
i że teraz chytrze szelmowsko się pod kocim wąsem uśmiecha.
Przeszedł na ścieżki stronę drugą
mam wrażenie że do nas okiem porozmiewawczo mrugnął
Widzę go niby jak na dłoni
a to go trawy wysokiej źdźbło a to liść drzewa zasłoni
to kawałek ucha a to czubek ogona się gdzieś jeszcze wyłoni
po czym jakby zrobił się zielony
i w tym tle zginął jak sosnowa szpilka...
Do dziś pojąć nie potrafię tego zjawiska.
Znalazł przejście do równoległego świata?
Czy się wtopił w kolor powietrza , lasu i zapach?

Na spacer psa także zabiorę
gdy wrócę z pracy wczesnym wieczorem

[17-18.08.2020]