sobota, 22 czerwca 2019

ZAPISKI Z LUBLINA

ZAPISKI Z LUBLINA

  Mojemu ś.p. kochanemu bratu Andrzejowi

Raz pedagogicznego ciała głos
tak mnie skarcił autorytatywnie:
Nie rysuj fioletowego nieba 
bo takiego przecież nigdzie nie ma-
ja je  takie właśnie raz widziałem
i w zgodzie z sobą narysowałem.
I tak nowym torem ruszył mój los-
stawia krok raz mądrze raz naiwnie
po swojemu i często do bólu
ironicznie do mnie mówiąc : "królu".
Jest odcień nieba fioletowego
jak wspomnienie z czasu odległego:
dom z kotką syjamską zwaną Pyzą,
na ósmym piętrze na Wiercińskiego-
z kapryśną dwudrzwową starą windą
i z beczką szczęścia, którego  było
w nim  bez ograniczeń pod dostatkiem,
bo burze posypywaliśmy makiem,
dzień się każdy niezmiennie uśmiechał
pogodą ducha od ucha do ucha
a noce były bajkami Szecherezady
albo błyskiem sienkiewiczowskiej szpady.
Bywały też i takie wieczory 
że słuchaliśmy z taśmy szpulowej 
najgorętsze przeboje kabaretowe
Elita i Tey poprawiały humory,
nawet od wujka Tadka  ciotka "Kelenka"
w szwach uroczo ze śmiechu pękała
i łzę niejdną niedyskretnie acz
i z gracją spod oka ocierała
gdy zagrała na nostalgii  strunie
ta  jej , ech, ulubiona piosenka 
Leciała ta radość pod niebo aż,
i wpadała w mlecznej drogi strumień.
O wielkiego  mały skrawek świata
duszy wyobraźnia się otarła
i bałkański wątek w osnowę wplata
gdy akurat rodzina wracała
gdzieś z bułgarskiej plaży pełna wrażeń
ta Bułgaria była wówczas w modzie 
na liście marzeń w naszym narodzie,
jak turecka riwiera mirażem
kolorowym kadrem wyobrażeń.
Taki motyw - obił się o uszy,
ktoś do Turcji po kożuchy wyruszył,
jakaś wieka chryja na Okęciu
słuchaliśmy w ogromnym napięciu
relacji o finałowym jednak szczęściu
w  pseudo biznesowym przedsięwzięciu
Tam wśród śmiechów goniliśmy ptaka
dmuchanego, ucząc go po pokojach fruwać,
a on dziwnie zdychał nam co chwilkę
bo miał dziurkę jakby ktoś mu szpilkę
wbił w kuper biały, ot historia taka,
nie wszystko musiało się nam udać .
Epizod pamiętam  także taki,
że dorwawszy dziadka młotek szewski
wbijaliśmy gwoździe do kawałka deski,
do zbicia palca i pierwszej łezki
i ucieczkę z pożeczkowych Bełżyc-
szczęśliwie nikomu nie stało się nic
lecz to już miało smak niezłej draki. 
Innym razem Siunio swej fantazji
pofolgował, postanowił sprawdzić
czy jak samolot polecą zabawki
puszczane z balkonu,spadały na trawnik
tudzież w róże a skutek był taki
Siuniek w płaczu zalewa się łzami,
w pełnej krasie lotnicza katastrofa
za to grawitacja potwierdzona.
Jeszcze jeden wątek próg przekracza
niepamięci i uwzględnienia się uprasza,
że się bałem i że uciekałem, 
u kogo się dało ratunku szukałem,
a każdy z uśmiechem zdanie wygłaszał
"Ach,Zbysiu nie bój się odkurzacza",
Kuchnia do której się skradaliśmy
(my dzielni zdobywcy czubka wiśni),
wszystkiego po troszeczku spróbować
ale  nas  klepka skrzypiąca zdradzała
tak się kończyła wyprawa cała
bo nas babka szmatą przeganiała
aby spokojne dalej gotować.
A my w wędrówkę na ulicę Strażacką
gdzie  znacznie dłużej niż jedną chwilkę
budziliśmy sypiającą do południa Grażynkę
by przedsięwziąć wspólną przygodę szczeniacką
I już licząc nas oraz  Alinkę
tworzyliśmy zgraną bardzo drużynkę.
Pamiętam z lat tych mały Radawiec,
szybowiec,  tam pierwszy raz widziany,
maliny wielkie jak mały palec,
horyzont lasem zarysowany.
Wspomnę piękne  miasto z wielkim parkiem,
tam dziadzio  na szachy chadzał z Antkiem,
(ten szachowy talent jako spadek
przejął chcąc czy nie, imć wujek Tadek)
i na wódkę z okazji "dnia narodzin"
bez zbędnego liczenia mijających godzin
powspominać wspólną partyzantkę.
Z dziadkiem razem chodziliśmy  po chleb
ręka w rękę za krokiem krok co rano
i po mleko na kaszkę mannę lub kakao
a tam gdzie ten spożywczy Społem sklep
punkt totolotka po drodze nam był
i trzydzieści skreśleń szczęśliwych cyfr
wymyślonych gdy papierosa ćmił
i z łyżeczką w szklance herbatę  pił :
 - na łaskę fortuny puścił, w losu wir
niczym do spełnienia marzeń szyfr.
Babcia zaś w czas słonecznej powodzi
chętnie ze mną do parku chodziła
karmić gołębie sypiąc  chleba okruchy
i wodę ptakom w skwar przynosiła,
dodawała każdemu otuchy,
mgłę nad rzeką w dali pokazała
co tęgie  topole spowijała
ze swojej młodości wspominała
ciekawe  i  trudne losu koleje-
pomimo to ciepło się śmieje.
Chodziliśmy też często na cmentarz,
blisko po drugiej stronie ulicy
pełny przemijania tajemnicy
życia i śmierci gra w wieczny rewanż,
topografia w której nigdy nie zbłądziła,
we mnie nienazwany lęk budziła.
I tam grochu spragnione gołębie
i wiewiórka, która przychodziła
do babcinych rąk ufnie i chętnie.
Przez to  było tam jakoś mniej smętnie.
                       ***
Cóż, potem przyszło ten cmentarz przemierzyć
gdy los postanowił, że dziadek Kazik ma już nie żyć.
Może gdzieś tam gruchały szare gołębie,
i może wiewórka zerkała ciekawa
jakaż tym razem dzieje się sprawa,
mnie ciekawiło kto tam dziadka ukocha w niebie.
Żałośnie zawodziły trąbki złote
zawtórował ktoś tubą , ktoś puzonem
a werble rytm równo odmierzały
to ostatni marsz dziadka - żołnierza,
pamiętam jeszcze z karabinów strzały
które łagodną przestrzeń rozdzierały
i nie było słychać o czym topole szumią z dębami
takie to było pożegnanie z honorami.
                     ***
Fascynujący w  mieście jest zamek-
przeszłości cień każdy zakamarek
skrywa jak  barwnych snów kalejdoskop
i jak obrazy minionych tęsknot 
dumna architektoniczna  perła 
z epoki która  dawno minęła
z kaplicą z mnóstwem bizantyjskich fresków ,
religijny komiks pełen dygresji i podtekstów,
A w zamku , co komnata to legenda
którą się na zawsze zapamięta,
odgłosy wszakże odległych mitów
na  codzienności bliskiej tu styku
przynoszą cenne zastanowienie,
potrzebne duszy uspokojenie.
Opodal zamku, w  wąskiej uliczce
urocza knajpka "Pod czarcią łapą"
wciaż otula  gości aromatem kawy,
przy rzewnej, nastrojowej muzyczce,
co na moment unieważnia pilne sprawy,
dziś budzi uśmiech gdy z nostalgią
pochylam się nad wspomnień mapą.
Powracam myślą w ten odległy czas,
żeby spotkać tamtych nas jeszcze raz
gdzie pozostał na lubelskim bruku 
kroków naszych małych zatarty ślad,
w romantycznym tym pięknym zaułku
zatrzymuję uciekający wspomnień kadr,
doganiam też echo śmiechu i słów
które mówiła mi ciotka Zocha,
wśród niezliczonych anegdot i żartów,
że wszyscy, których się sercem kocha
nigdy tak całkiem nie odchodzą od nas.
Dlatego warto mieć własne zdanie
które w pamięci bliskich zostanie
i ma  sens fioletowego nieba
z pamięci w zgodzie z sobą rysowanie 
innych racji w życiu chyba nie ma.

P.S.
Długo powstają me "Zapiski z Lublina"
czasoprzestrzeń nierówno się zagina
ciągle ktoś lub coś  się przypomina
i zapisu, uwiecznienia dopomina.
Czasem to jest pojedynczy wątek
jakiś fakt, co ma koniec i początek
raz wystarczy jedno krótkie zdanie 
innym razem - akapit jak wypracowanie.
Ale najtrudniejsze jest jednak  to ,
że nie wszystkie wspomnienia wpleść się chcą
w ten wiersz a wyraźnie przecież są
chociażby knajpka gdzie Siunio "żarł" szkło
i jak  uwzględnić składnicę harcerską
gdzie na wystawie  była kolejki 
elektycznej rozbudowana makieta
jak zaczarowani byli wszyscy chłopcy i dziewczęta
przyciągała tam nas raz po raz fascynacji siła.
Równie mocno działała ekspresja obrazów Matejki.
Są wspomnienia, które ze mnie łacha drą
na zasadzie co chcesz to  przecież zrób
nie żałuj słów, nie zaniechaj swych prób
a trzeba by jeszcze wpisać tu ZURT 
gdzie wujek Jurek prym wiódł, oj wiódł. 
choć to nie jest wspomnień główny nurt.
Ale jest i ma swoje w hierarchi znaczenie
jak Alinki i Przemka babci - kapci
 w Puławach  pobliskich istnienie
i najmłodsze lubelskiej rodziny pokolenie
( od Ani i Mietka : Michał i Marcin )
choć w ten obszar słabo moja pamięć sięga,
natomiast świadomości siła to tej kwestii potęga.
więc w mym wspomnieniu choćby akcentu są warci.
Powstał więc taki kolaż - plakacik
niech mi go krąg sióstr i braci,
ciotek i wujków łaskawie wybaczy.



[22 i 29.06 i 20.07. 11.08.2019]









czwartek, 20 czerwca 2019

ZNÓW WIOSNY ROZGŁOSY

 ZNÓW WIOSNY ROZGŁOSY




Wśród rozgłosów rozkosznych  przaśnej rubasznej wiosny 
wierzby rozpuszczają długie seledynowe, umyte w porannych rosach włosy,
każda się zwierza po cichu wiatrowi, że szumnie marzy o szałowej fryzurze
aby przepięknie wyglądać na tle nieba przez okno w chmurze.
A potem przekwitają, zaskoczone  tym trendem, okazałe dumne kasztany
trudno odnaleźć wśród nich ten szept : kochana - kochany,
niełatwo rozpoznać a w sprawie tej nagle cichną wrony
czy może skargę, ktoś wnosił przypadkiem czy celowo w cień gęsty zwabiony,
że to kochanie niewinnie wraz z kwieciem
się posypało tak nagle, obficie niestety z kretesem.
I nie wiadomo kto został oszukany , wykorzystany i zdradzony,
kto z kim się rozstał zwaśniony a kto jednak pogodzony.
Kąkole z makami w zbóż przepastnym szerokim zagonie
jak na najszczerszym, najpiękniejszym natury łonie
zapragnęły  jedwabnie namiętnego współżycia,
a jeszcze rumianki się w to wplątały i chabry  nie mając nic do ukrycia,
Gdzieś się rozległo pod lasem szczebiotanie jaskółki
od lat wyuczone do znudzenia powtarzane, że niedobre są spółki
a echo przedrzeźnia , że tylko głupki wierzą w słupki.
Jarzębina bez koralu na ustach ciągle coś szepcze do głogu,
uwodzi go ślicznie ekologicznie na temat zawartości w powietrzu jodu,
głóg ją poprawia i upomina co skutek a co przyczyna
że coraz więkasza nad światem dziura ozonu
i że tam, gdzie kroplą rosy skrząca pajęczyna na wietrze drży- to kalina
całe życie bezgranicznie, bezwzajemnie zakochana w jaśminach -
ona mu nieśmiało, mimochodem  napomknie o chłodzącej się odrobinie wina ,
on jej coś śmiesznego opowie, miło pozawraca myśli w głowie,
ale ani ona ani on nie wiedzą czy są po słowie.
Miłość rośnie, wręcz do okoła kwitnie a tu taka losu kpina.
Ale przeuroczo miłośnie do cisu przytulona śliwa
szepcze aksamitnym fioletem , że jednak jest nadzwyczjanie szczęśliwa.
I szczęściem tym atmosferę nasyca
jak do niedawna złotem bujnie kwitnąca forsycja.

[20.06.2019]

ZIELONA ZMOWA ZMILCZENIA

ZIELONA  ZMOWA   ZMILCZENIA



Niedwano ścięto, dorodną , piękną białą brzozę, mechaniczną piłą tak prędko,

że nie zdążyła krzyknąć, czy choćby pisnąć, albo przejmująco jęknąć.
Tylko ta piła w dłoniach człowieka zgrzytała, brzęczała
a umilkła gdy ścięta brzoza do ziemi się przytulała.
W ponurej  tej spawie,  imponująco dostojne czci godne dęby
nie wiadomo dlaczego nie otwierają   gęby,
przejmująco przepysznie  przystojne jawory
prezentują postawę przekornej pokory,
pustki nie wypełniają i braku słów  luki,
milczący koledzy - graby i buki.
Gdzieś w oddali przekrzykuje się z wronami kruk
wielkie, mądre i respekt budzące ptaszysko ale , bez obrazy, mruk.
Zagadką tajemniczą jak sfinks w tej kwestii jest cis
który trwa uparcie  w postanowieniu, że nie powie nic
jak dwa stare modrzewie, co gadają jeden o chlebie, drugi o niebie
i obaj jak jeden mąż niezdarnie udają, że żaden nic o niczym nie wie,
Topola niestety ostentacyjnie nie podejmuje dialogu,
ani na koniec,  ani na początku czyli w prologu
jak stuletni pień głucha, ślepa, wymownie niema
sama już nie  wie zwyczaj to czy maniera,
flirtuje z jemiołą nieświadoma przywiązania jak nałogu.
Lipa jak teatralny widz o swój własny rozpachniony cień  się wspiera
i słodko aczkolwiek bezczelnie swej  wiedzy się wypiera.
Zachwycająca, zasadniczo strzeliście wyniosła samotna jodła
zadumała się nad faktami sytuacji, która ją nagle przerosła,
a sroka będąca w przelocie zrugała ją srodze, że jest podła,
że zła, że  znowu zawiodła, i dalej te skargi  daleko przed siebie poniosła.
Zaraz, zawiodła? ... ale jak? kogo? kiedy? w czym?
tego rzec nie raczyła, cóż - idiotka- taki ma styl.
A bez - jak to bez- obrażony i zły, że to nie jemu fioletowe śnią się sny,
że go nikt o nic nie pyta, nikomu to nawet nie zaświta,
a on na każdą okazję  ma elokwencją lśniące zdanie
i takie  niedomniemane o sobie nieprzekwitające mniemanie,
potrząsa pobladły i  zgorzkniały
koszykiem kwiatów swych białych
jak nie to nie -cichutko zawoła- łaski bez -
Nie, nie płakać nie będzie też,
tak lubi powiedzieć, że
obejdzie się bez łez.
Wszyscy piąte przez dziewiąte  wiedzą
że jakaś reszta  jest milczeniem,
o liście się obiło, zazieleniło wieloznaczeniem
i tak sobie cicho zielono siedzą.
O gruszkach na wierzbie też, na wszelki wypadek, nic nie powiedzą.


[20.06.2019]

niedziela, 9 czerwca 2019

ZAPIS PEWNEGO SNU

ZAPIS PEWNEGO SNU



Róże  swe powabne jedwabne kwiaty rozchyliły bezbrzeżnie

tak  zachłanne na pieszczotę jaką dają szerszenie niebezpieczne 
to je wprawia w ekstazę i pyłkowych pręcików bezwstydne drżenie,
wnet ukołysane, w trans zapadną, w swe odwieczne marzenie,
że się spełni legenda wśród róż niezmiennie żywa,
o Małym Księciu co na polnym koniku przybywa,
i wiatr podsłucha gdy szepnie że kocha tę jedną po grób
pięknie się skłoni, pocałunek złoży na skroni i wezmą ślub,
w białej burzy słodkowonnego kwiecia 
staną świadkować przdrożne przystojne akacje,
jaśminy im w nocy będa jaśniutko przyświecać
blaskiem mlecznej drogi gwiazd pod wodzą księżyca
zaś rano podadzą dla dwojga herbatkę i prażone pistacje.
Jednak Mały Książe uparcie nie przybywa 
albowiem wiedzę po świecie konsekwentnie zdobywa
gdzie róża ma skroń, żeby móc ucałować ją jak legenda chce
by się w końcu przekonać czy w życiu ma to jakikolwiek sens.
Ale tego wątku nie ma w róż urokliwym śnie
ciągle są dla wszystkich piękne a niczyje boleśnie.
Kiedy pora przemijania kwiaty różom zetnie
miłość w stan spoczynku przejdzie bezszelestnie dyskretnie.
Jak w tragedii greckej ostatnie zdanie ma chór
zaszumią więc pieśń gdzieś poderwaną posród pól
strzeliste w oddali fason trzymające wiecznie zielone sosny:
spokojnie panie i panowie - aby do wiosny, aby do wiosny.
Zaś echo przekręci dostojnych drzew  słowa : żaby do wiosły.
I co ten sen znaczy?
Kto  mi to wytłumaczy?
Skąd się w ogóle biorą takie sny?
Mamy jakiś wspływ na to co się śni?

[09/10.06.2019]



wtorek, 4 czerwca 2019

ZŁUDZEŃ ŻADNYCH JEDNAK JUŻ

ZŁUDZEŃ ŻADNYCH JEDNAK JUŻ



Często pytasz czego pragnę bo gwiazdkę z nieba chcesz mi dać,

a ja myślę całkiem poważnie , że moją odpowiedź dobrze znasz.
Nie potrzebuję do szczęścia  świata cudów siedmiu aż,
wszystkie atuty na miarę pełni szczęścia są w tobie, są w nas,
skarbu na końcu tęczy skrytego nie przyjmę, gdy mi go dasz
jeśli bicia  swojego serca nie potrafisz albo nie chcesz z moim zgrać,
orgii barw polarnych zórz na własność roju spadających gwiazd
nie potrzeba mi też jeśli w twych oczach mojego blasku wciąż brak,
nie potrzeba mi kluczy do  tajemniczych ogrodów bram
jeśli otwartych ramion twoich dla mnie nie ma tam.

Chcę całować twoje usta, pępek przytulać do pępka
w czułościach się naprężać i pod dotykiem wewnętrznie wymiękać
chcę  mówić, że ja ciebie też gdy twoje :"kocham cię" usłyszę
w pamięci serca wyznanie to sobie zapiszę,
potwierdzać każdą szczęścia odrobinę naszym szyfrem : mi tu, mi tu
i na to hasło zabawnie odpowiadać tu ti tu rum tu tu.
przeżyć z tobą każdą radość po jej szczyt, na pół dzielić smutki twe,
okruchami codzienności karmić nasze dobre sny,
kochać słońce, kochać deszcz, iść na spacer, wziąć za rękę,
w każdy dzień i w każdą noc ja po prostu pragnę ciebie .
i jeszcze tylko czuć i wiedzieć, że tak samo pragniesz mnie.

[02.06.2019]