niedziela, 27 grudnia 2020

ZAKOCHANY KTOŚ WE MNIE

ZAKOCHANY KTOŚ WE MNIE



Mam, okazuje się, przyjacielu wiarę dasz?,
wielbiciela wiernego wręcz do przesady.
nie opuszcza mnie on przez cały dzień aż,
co za ironia losu bo na tę wierność ponarzekać 
muszę niekoniecznie wyłącznie dla zasady,
i zrobić muszę to dziś - do jutra zapomnę, 
więc nie ma co odkładać , zwlekać.
Wiem, że ty wysłuchasz, na to liczyć mogę.
I może podpowiesz zapisać to po stronie szczęścia czy pecha.
Więc się wyżalam, choć taka moja pociecha
w miłości przeze mnie nieodwzajemnionej
a jak widać, dla mnie - nieuniknionej.
Przekora w tym też taka: jest romans lecz gdzie podnieta?
Jego stałość w uczuciach 
mnie osłabia zamiast wzruszać
w nachalnym jego towarzystwie zeszła cała moja niedziela
ostatnia zresztą jak by nie było w tym roku,o jasna cholera.
Ta fascynacja moją osobą ma rodowód wyroku
z natychmiastowym trybem wykonania,
bez nadziei, że mi odpuści do końca roku.
Zamiast się cieszyć będąc dla kogoś wartym uwagi i przywiązania
tak się mało o tego związku dobrą relację zwrtoną staram.
Nie mam na tę adorację ani ochoty, ani siły,
i już mi się chusteczki do nosa skończyły.
No ale ma fantazję i polot i cierpliwość co tu kryć
i na dodatek oryginalne personalia
których nie cytuje żadna towarzyska kronika:
Sinusitis Maxilaris Chronica
lecz cóż stąd , jeśli mi nie daje normalnie żyć,
z nim życie to przegrana batalia
a nie ukryję, że z drugiej strony
płoną lica, pulsują skronie
ale niezmiennie zimne mam dłonie.
Ot i tyle. Pozdrawiam i ściskam, 
Maksymilian Zakatarzony.

[ 27.12.2020 ]


sobota, 26 grudnia 2020

ZNOWU DOBRY CZAS

ZNOWU DOBRY CZAS


Nie wiem nic
w myśli moje wkradł się mrok
listy marzeń gubi pamięć
jakim był mój świat.
Zginął mi gdzieś
obraz jasny  z tamtych lat
dobry czas złapany w kadr
który stracił blask.
Trzeba by przywrócić znów tamtą lekkość snom
i wrócić do słów dawnych  prawd
gdyby los pozwolił nam to zrobić jeszcze raz
szansę by dał,  bym chciał.
Wspomnień blichtr
może piękny być i dziś
by co boli móc zapomnieć
złych przeżyć rozwiać cień
i w śmiech obrócić
by zapamiętać
nieobojętnie wierzyć
w znów dobry czas
w znów dobry czas...

[ 26.12.2020 inspirowane utworem The way we were ]

ZABIORĘ CIĘ KIEDYŚ GDZIEŚ TAM

ZABIORĘ CIĘ KIEDYŚ GDZIEŚ TAM


Ktoś, gdzieś,  jak ja 
swej szuka  drogi na życie
znajduje, porzuca, wraca
jak ja
za bezkresem cień
zmieni się w szczęścia fresk
z utartych szlaków tylko trzeba zejść
chociaż raz
bez słów

Znajdę taki czas
pośrod swoich zwykłych dni
przejdę za samotności krąg
czas nauczy znów żyć
znów gdzieś, znów z kimś
poszukam drogi choć nie wiem
co prawdą jest a co złudzeniem
wśród mgieł
Ktoś gdzieś i ja
Znajdźmy nowy szlak
zatrzymam czas chociaż raz
teraz już wierzę w szansę swą
weź mą dłoń a zabiorę cię
w nasz czas ...
w nasz świat ...
gdzieś tam ...

[ 26.12.2020 inspirowane utworem Somewhere ]

czwartek, 17 grudnia 2020

ZAWSZE WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ INACZEJ

ZAWSZE WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ INACZEJ


Przyrody fenomen, natury cud
na nieba tle dzikich gęsi sznur
przelatujący krzykliwy klucz
rozprasza niebieskich szlaków
gwiezdny kurz
roztrąca  pochmurną  biel
zanim osiągnie swój cel 
pośród północnych śniegów
i polarnych zórz ...
A mnie zdumiewa mój sen,
którego treść rozmyła się
w przedświtu bładej mgle.
W tym śnie 
odwiedziła mnie
postać bez twarzy,
przesłanki wskazują -
choć i one w tym śnie się rozmazują,
że się dobrze znamy
co tym bardziej mnie męczy
i dodatkowo dręczy.
Ta postać to przecież może być każdy,
nawet moje alter ego
abym się przyjrzał przyczynom i skutkom
postępowania swego
i dróg prostych zawiłym rysunkom.
Tak Morfeusz to spowodował znów
że ten brak konkretów i szczegółów
jest szczególnym przykładem konkretu
w sytuacji, kiedy konkret nie może nic  szczególnego znaczyć,
a każde znaczenie da się łatwo podważyć.
Tak więc w gąszczu wieloznaczności
kwitną i mnożą się wątpliwości,
a ja tak bym chciał jakiś punk odniesienia zobaczyć
w tym ogrodzie jak labirynt Tezeusza
bez pomocnej Ariadny nici
jeszcze wierzę w moc tego co mnie wzrusza
jeszcze wierzę w sens tego co najbardziej się liczy,
ale ta ze snu postać bez twarzy
tak na mnie krzyczy i krzyczy
i żadnych słów nie odmierza, nie waży
i tym potokiem presję wywiera
a nawet nie wiem czy mi patrzy prosto w oczy 
i ten krzyk jak trucizna się w duszę moją sączy
i ją rozdziera i poniewiera
aż się mej cierpliwości miara przebiera
budzę się bo inaczej przerwać się tego nie da
jest spokojnie, i za ten spokój do okoła jestem wdzięczny
i za przelot rozkrzyczanych dzikich gęsi.
Jeszcze wierzę w sens tego co mnie wzrusza
Jeszcze wierzę w moc tego co najbardziej się liczy.
Ale nie pójdę drogą próby Orfeusza
Ale nie usłyszę wołania Eurydyki.

[ 16-17.12.2020 ]







niedziela, 13 grudnia 2020

ZWARZYŁY SIĘ PRAWDY

ZWARZYŁY SIĘ PRAWDY



Dziś  jest taki dzień, że pogody w pogodzie brak
i nawet kawa z rana też ma zaskakująco niepogodny smak.
Za oknami szaro i buro i pochmurno a nad morzem znów mgła
na termometr zerkam ukradkiem  bo na skali słupka rtęci
bezlitosne zero, nie wiadomo czy to "tylko"  czy   "aż"
więc natychmiast spoglądam na kalendarz
z widokiem ze słonecznej Grecji,
przy kawce próbuję nabrać jakby większych chęci,
bo mnie tylko jedno  kusi, jedno tylko nęci,
by wszem i wobec  nic nie robienia dzień obwieścić.
Jest 13 grudnia i niedziela tak jak tamtego pamiętnego poranka
kiedy poraz pierwszy o zwykłej porze nie było Teleranka.
A w poprzedzającą ten dzień sobotę 
późnym popołudniem gdy wszyscy skończyli wszelką robotę
ojca były żołnierzyk ze służby czynnej
Remek przybył i złożył coś w rodzaju wizyty kurtuazyjnej.
Nic nie było w tym dziwnego, niezwykłego - bo bywało też tak wcześniej,
wpadali do nas cywilni już wówczas - byli żołnierze bo ojca podobno cenili i lubili.
Ja na ten zaszczyt i splendor patrzyłem znacznie krytyczniej
no bo niewinna z początku impreza
 w libację z przytupem często się przeistaczała- 
wszyscy wspomnieniami się rozrzewniali, 
opowieściami co u kogo jak i z kim rozczulali ,
za każdą pomyślność - albo jej brak oczywiście toast, 
bo tradycja choć świecka to musowo rzecz święta , 
każdy biesiadnik to zna, każdy pamięta,
lecą toasty i chwile raz-dwa, szast-prast
szybko więc każde szkło
pokazuje suche dno;
niekiedy  z czasu wspólnej prehistorii jakiś bolący konflikt 
przez którego wspomnienie biesiadnicy chcieliby się pobić,
w tę sielankę, z nietykalnego na trzeźwo obszaru orbit
wyrwanym kamieniem niechcąco wyskoczy
czasem robi się gorąco 
bo każdy ma rację najswojszą
i jej do upadłego gotów jest bronić
i już nie samą serdecznością błyszczą oczy
Tak mniej więcej każda tego typu okazja się kończy.
Może to prawda, że wtedy konkretnie nie był to czystej wody przypadek
bo to całe ostro skacowane towarzystwo w ten grudniowy poranek
pod obcas mobilizacyjnego rozkazu zostało wdeptane
przez gońca wręczonym telegramem-szyfrogramem,
może to komuś było bardzo na rękę aby byli jak Orfeusze pijani a lojalki podpisane.
To był zdecydowanie jeszcze taki czas, że łatwo dzieliłem świat
na czerń i biel, na dobro i zło bo miałem niewiele jeszcze lat,
więc wysłuchawszy nie do pojęcia dla mnie i dziwnego przemówienia generała
poszedłem na sanki uważnie w zachodnią część nieba się wpatrując
czy aby wrogie nie nadlatują samoloty które nas zbombardują
no bo też taka definicja wojny we mnie istnieniem w świadomości pokutowała.
Oczywiście nic takiego z popularnych  filmów znanego nie nastąpiło,
trudno mi było ocenić sens sytuacji i zrozumieć co to wszystko tak na prawdę znaczyło.
Świat bowiem nagdle przemówił językiem, który złamał wszystko co było
na swój sposób jednoznacznie względnie bezpiecznie uporządkowane,  
zwarzyły się prawdy z matczynym mlekiem przekazywane.
Nowej historii otworzył się rodział na naszych oczach i nikt nie wiedział co będzie dalej.
A dalej to były prawie jak partyzanckie wyprawy
pani Stasi ,,Lopkowej" i mojej mamy
z wałówką i papierosami dla bliskich choć nieznajomych po Tamtej stronie stoczniowej bramy.
Do dziś z emocji na twarzach wypiekami
wysłuchujemy tych wspomnień o tańcach ze  szablami.
Nie jest istotne że jako żony żołnierskie
w ten sposób w pewnym sensie 
prowadziły swoją grę w dywersję
tylko czy wszelkie nasze władze odrobiły z tej historii zadane lekcje.

 

[ 13.12.2020 ]






piątek, 11 grudnia 2020

Z CZWARTKU NA PIĄTEK

 Z CZWARTKU NA PIĄTEK



Witam cię przyjacielu, dobry człowieku
Pocieszam się tym piątkiem od wczorajszego czwartku
gdy po zamknięciu w końcu drzwi
już można było do domu iść,
ale nocą przykulały się niezbyt fajne sny
po nich ranek choć nie całkiem zły
szronem w szarościach skrzy,
kawa dodaje kopa i sił
ale trudno na wyżyny pozytywnego nastawienia się wzbić
i nie ma nikogo w czyje ramiona można by się bezpiecznie skryć.
Samo że tak powiem, życie, trzeba żyć,
trzeba snuć i pleść tę mimo wszystko piękną nić.

[ 11.12.2020 ]

środa, 9 grudnia 2020

ZNÓW PRZYNIOSŁEŚ KWIATY ...

 ZNÓW PRZYNIOSŁEŚ KWIATY ...


Znów przyniosłeś kwiaty ...
nucisz coś pod nosem ...?
Nie to tylko wspomnienie sprzed lat
gdy zmęczony złym dniem
przekraczałeś nasz próg...
czy pamiętasz to?
Spieszyłeś się mnie kochać
noc całą aż po brzask...
A teraz czulszy jest dla mnie wiatr,
bo ty już cel inny masz
i jest dobrze ci z tym,
znów odwraca się los i zostaję sam
więc nie przyniesiesz kwiatów nigdy już.
To było tak normalne :
mówiliśmy o wszystkim
nie ważąc swych słów
tak lekkich jak puch,
twój szpet szedł ze mną na dno
i wiódł aż do gwiazd...
I może niepotrzebie często ci mówiłem,
że z tobą znam śmiech
i nie wstydzę się łez
i jak kochać też wiem
choć znam kłamstw małych smak...
no wiec wiem także to 
jak ci rzec : żegnam cię
więc nie przyniesiesz kwiatów nigdy już...
Myślę, że ty dobrze wiesz 
jak mi rzec : bywaj zdórw
choć nie mówiłeś nigdy
jesteś mi potrzebny...
... nie przyniesiesz kwiatów nigdy już ...

[ 09.12.2020 inspirowane utworem You Don't Bring Me Flowers ]



niedziela, 6 grudnia 2020

Z PIOSENKI SEWERYNA

Z PIOSENKI SEWERYNA

Jagience 
w podzięce
za serce...

... bo okruszkiem kiedyś byłaś
jak z piosenki Seweryna
i to pierwsze wzruszenie
do tej pory mnie za duszę trzyma
i w ciebie wiary nie wodzi
na zwątpienia pokuszenie
czy to w słońca czy deszczu powodzi.
Bywają w Twojej historii
rozdziały wyłącznie twoje
tak mało o tym co w nich wiem,
ale nie jestem pewien,
czy więcej wiedzieć chcę
i jakoś wcale się tego nie boję
to nie będzie koń u bram Troi...


[ 06.12.2020 ]

ZA SIÓDMĄ TĘCZĄ

ZA SIÓDMĄ TĘCZĄ



Tam, gdzieś za siódmą tęczą
anioły z diabłami siedzą
nad marzeń rzeką kamienną
z codzienną radością niezmienną
sukcesy i porażki z nich rzeźbią
i  nimi dzielą z nadzieją
i szelmowskim w oczach błyskiem
uruchamiając możliwości wszystkie
według jakich reguł niech ktoś zgadnie
czasem przypadkowo jak popadnie...
przewiązując wstążeczką z dedykacją czy przestrogą
"twe marzenia,  twe pragnienia spełnić się mogą
niekoniecznie jednak z wolą twoją".
Kiedy już 
opadnie kurz
z bitewnych pól
i kiedy już 
przejściowych burz
ucichnie huk
z rozstajnych dróg
powrócisz tu
ukoić ból.
Tam, gdzieś na końcu tęczy
zdumiony czymś derwisz klęczy
spalonym w słońcu omamem przejęty
jakby z kontekstu istnienia nagle wyjęty;
złoto milczenia go dręczy i męczy
a srebro słów   potwierdza  to zaś przeczy
że miedziak tęsknoty o drugi stuka i brzęczy;
już go to martwi , smuci,  już go to cieszy,
czy świeci przykładem dobrym, czy grzeszy,
czy prze do celu z myślą aby być zawsze pierwszym
czy brnie przez  ciernie z intencją by stawać się lepszym,
w życiu i tak zazwyczaj co się polepszy to się popieprzy
chociaż się ciągle uczy nie staje się wcale mądrzejszym.
Kiedy już 
opadnie kurz
z bitewnych pól
i kiedy już 
przejściowych burz
ucichnie huk
z rozstajnych dróg
powrócisz tu
ukoić ból.

[ 05/06.12.2020 ]