sobota, 18 stycznia 2020

ZRYWAM KARTKĘ Z KALENDARZA

ZRYWAM KARTKĘ Z KALENDARZA



Ładnie odbija się na ścianie przeciwległego bloku

odblask słońca będącego o tej porze roku
w biegu na skróconym dystansie
w swej codziennej trasie
Z kalendarza zrywam kartkę
z nieaktualnym, przeterminowanym
nieco banalnym wczoraj czwartkiem
i patrzę trochę zdezorientowany
bo nie wiem czy mówiąc co myślę
jednakowoż skutecznie i sensownie myślę co mówię
życie coraz bardziej przypomina pochyłą równię
czasem w jednym świata cyrk i dramat
zdarzeń teatr groteska wystawia, przedstawia, zabawia
mam zaczarowany ołówek
tylko rysować nie umiem
więc rozczarowuje każdy rysunek
w wyobraźni kształt marzeń konkretnie realny 
na kreski i światłocień nie  jest przekładalny
na kartce w kratkę nieśmiało naszkicuję
szyld : jestem nieperfekcyjny a zatem idealny
ujęcie tematu logiczno-statystyczne
jest na ogół praktyczne
i może tak trzeba-
złapać się jakiegoś uproszczenia
Zrywam kartkę z kalendarza
przecież nic się nie powtarza
chociaż wszystko się wydaje
ciągle w swej zmienności takie same
Z kalendarza kartkę zrywam
przy tym jednak nie zobaczę
czy przegrywam  czy wygrywam
ileż sensu ,  znaczeń wielu
się dopatrzę w okoliczności zbiegu 
ile razy jeszcze wszystko od początku zacznę
wychodząc z domu w ile dróg się wybieram
tak się niezobowiązująco zastanawiam
gdy z kalendarza kartkę zdzieram
i wodę na kawę nastawiam



[ 17/18.01.2020 ]



czwartek, 16 stycznia 2020

ZAWSZE WSZYSTKO POD KONTROLĄ

ZAWSZE WSZYSTKO POD KONTROLĄ

 [ Witkowi ]



Szukasz znów jakiegoś konkretnego, jednak nieuchwytnego 
a niezwykle niezbędnego kontekstu , choćby otarcia się o sedno
bo czujesz, że sens życia  wyparował i gdzieś daleko w kosmosie zgasł
trudno w to uwierzyć codziennie wieczorem patrząc w niebo
ciągle i nieustannie pełne niebieskich ciał, janych gwiazd
Mlecznej Drogi czarnych dziur i pyłu księżycowego
ten  blask  piękny zachwycający przecież także dziś
ale już nie pokazuje drogi, którą warto dalej iść
nie podpowiada wierszy ani nie doradza jak mądrze żyć
nie dostrzegasz, że dogania cię niedola za niedolą
może tak masz na życzenie własne
okoliczności w tej kwestii nie są do końca jasne
ostrzeżenia takie czy inne wrażenia na tobie nie robią
a ty z niewinną, niezakłopotaną wcale miną
stanowczo jak kłamca z licencją i rutyną
oświadczasz spokojnie, że zawsze wszystko masz pod kontrolą
i tylko nie wiesz jak mnie te słowa bez pokrycia wyjątkowo bolą
na szczęście bierzesz znów  swój nieokiełznany dziki los
w swoją nadmiernie co zręcznie ukrywasz, drżącą dłoń
z popiołów co na dnie w którym tkwisz
postanowiłeś powstać i znowu być kimś
poszukać nowych skrzydeł się wybierasz
gdzie przez jakiś czas świat ci będzie wmawiać że jsteś nikim
łzę przegryziesz tym przekleństwem nieraz
ale wierzę że się w sobie i dla siebie skutecznie pozbierasz 
wysiłkiem być może nadludzko  wielkim
zaczynasz bieg na orientację ale bez mapy i kompasu
ale mam nadzieję, że z punktem docelowym wyraźnym
i że się wesprzesz doświadczeniem marynarskim
w odnajdywaniu właściwej dla siebie trasy
jestem z tobą, pamiętaj, zrób użytek dobry z tego czasu.

[ 15/16.01.2020 ]


środa, 8 stycznia 2020

ZDOBYLIŚMY ŚNIEŻKĘ

ZDOBYLIŚMY ŚNIEŻKĘ




Wymyśliliśmy sobie razu pewnego wycieczkę
wobec tego, w popołudnie jeszcze wczesne 
wyjątkowo bardzo wówczas słoneczne
wypiwszy kawkę przestudiowaliśmy okolic mapę nieco pobieżnie
wybraliśmy się w ten sposób  na Śnieżkę
wejściem popularnym,  zdecydowanie bezpiecznym
wjeżdżając kawałek wyciągiem krzesełkowym
wypatrzyliśmy ścieżki o charakterze bardziej wyczynowym
wymagające większej kondycji i zapewne takie więcej przygodowe,
wyobrażam sobie jednak , że śmiało dalibyśmy radę
wobec tego, może następnym razem jeśli będziemy jeszcze razem...
wiem, czekasz czy się przyznam i wezmę pod lupę moment w tej relacji
wybornie groteskowy, chyba trochę jak świadectwo autokompromitacji
wytykasz mi ten wybryk czy to przy kawie, śniadaniu,  czy kolacji
wygłupiam się przy tobie bez świadomości możliwości negatywnej twej konotacji
wybieram przy tobie  komfort luzu bez kontroli
wabi mnie ku temu twoje serdeczne poczucie humoru
w które wplatasz tylko niekiedy coś w rodzaju złośliwości albo ironii
w punkt trafiasz co do najmniejszego odcienia każdego koloru
wspomnę zatem co i ty doskonale pamiętasz
wykorzystanie atrapy wyciągowego krzesełka i twój obsługi instruktarz
wybitny w każdym słowie w trosce o moje zdolności twój do całości komentarz
Wśród ogólnej obustronnej wesołości
wsiadamy na krzesełka, by się trzymać jakby ściślej wydarzeń kolejności
wjechaliśmy wreszcie na stację 
Widać nasz cel a dalej to już spacer, długi piękny spacer
wiedzie nas pod sam szczyt wygodna wybrukowana ścieżka
widzieliśmy to na widokówce -  po zielono-szarym  stoku wspina się  biała niteczka,
wokoło przestrzeń przeczysta przejrzysta pełna pysznego powietrza
wszystko w nim się tak przyjemnie i raczej łagodnie miesza 
weź wdech głęboki i to poczuj do serca dna,posmakuj do zawrotu głowy 
widzę,że tobie potrzeba dla ochłody 
wody conajmniej dwóch łyków 
wiem, to dziwne może, ja rozdziewam się z ostatnich mody krzyków
widzę, że niezbyt dyskretnie papierosa przypalasz
wodzę wzrok za tobą jak najwierniejszy twej postaci malarz.
Weszliśmy,  w końcu tę piękną górę zdobyliśmy
wiele jednak z tej urody nie zobaczyliśmy
wedle reguły nagłych zmienności pogody w górach na górze wita nas mgła,
wątpimy zgodnie, że za nami tak sobie cichutko szła
wahasz się trochę co do tego bo i na drogach górskich mgieł też się świetnie znasz
wierzę, wierzę i wiesz to dobrze, że niech tak będzie że rację masz.
Według ciebie to nasze wycieczkowe zwycięstwo zdjęcia pamiątkowego wymaga
wyciągasz aparat, ustawiasz by choć trochę Śnieżki złapać w kadr
w tej mgle się beztrosko śmiejesz, że nie widać życia kantów ani zadr
wiatr się w dodatku jakoś nieprzychlnie, nieprzyjemnie wzmaga
widzisz jeszcze  kawałek kapliczki a raczej zaledwie jej kontur
wejdziemy tam na chwilę tuż obok galopujących po bliskim niebie chmur
wszystko się skrzętnie mgłą otula, przyobleka
wpadł w nią świat cały i nagle jakby po prostu przepadł
wiem że w obie strony spacerował ludzi tłum a nagle żadnego tu człowieka.
Wracajmy, droga powrotna przecież jeszcze nas czeka, nie ma co zwlekać.


[ 7-8.01.2020 ]



sobota, 4 stycznia 2020

ZA ROGIEM ZARAZ

ZA  ROGIEM  ZARAZ



Nie pozwalasz byśmy wzięli się za ręce 

na spacerze bo między innymi  taką masz zasadę
nic na to oczywiście nie poradzę, 
nawet takiego drobiazgu na siłę nie chcę;
na to, aby poczuć w mojej dłoni ciepło twojej ręki
bez zbytecznej w serca zakamarku tkwiacej udręki
może jeszcze kiedyś przyjdzie czas
naturalnie jeśli on pod uwagę ciągle bierze nas
więc póki ten nieskomplikowany niewymyślony styl
to niezmiennie  ciągle   ty
jak tętniący wciąż wokól nas naszego życia gwar
nadal dla mnie  ma to  swój urok, powab i czar
wciąż stanowi to dla mnie szczęście
nie takie ostatnie choć przecież nie pierwsze lepsze
ale nasze, nami smakujące i nami pachnące
nami przepełnione i się ochoczo w lustrach wystaw odbijające
i tym odbiciem nam się przyglądające,
nawet przy ludziach bezwstydnie nasze cienie splatające
nami w głos się śmiejące i cicho intymnie szepczące
nam na śniadanie słońce w kubkach kawy podające.
Pójdziemy tu a może tam
przez labirynt wdzięcznych uliczek
pośród przepięknych stylowych kamieniczek
przepełnia mnie radość którą widzę w twoich oczach
powtarzam w myślach i na głos jak to fajnie, że w tej pięknej chwili 
nie jestem tu sam, nie jestem tu sam.
Nie przeliczam przy tobie ile tych chwil z tobą jeszcze mam
pewnie przeminą jak wonie kwiatów  rozwiane w przestworzach
jak dym z ogniska, któreśmy kiedyś na odległym skraju lasu palili.
Przyglądam się wcale niedyskretnie tobie 
rozczulająco zgrabnie , ślicznie poprawiasz sobie włosy
i błyskawicznie zwinnym gestem chowasz w torebce papierosy
minął nas właśnie zachwycająco piękny młody człowiek
on tak na ciebie przez przecież krótką chwilę  popatrzył
że aż się dziwię, że się z miejsca tobie nie oświadczył
mówisz mi jednak , że gdzieś tu jest jedna taka  niezwykła kawiarnia,
w której kawa każdego dnia zależnie od pory i pogody
ma inny aromat , inny smak , tak są do niej dobierane ziarna
iż to za każdym razem jest także zapachem i smakiem przygody.
Szukasz jej specjalnie dla mnie i w topografii się trochę gubisz
o jakieś sensownie naprowadzające wskazówki pytasz napotykanych ludzi
ale każdy pokazuje przeciwne kierunki i już tam byliśmy
i tamtędy dopiero co przechodziliśmy.
Ale tam za rogiem zaraz 
jest kawiarenka w sam raz jak dla nas 
dość kameralna, a jednocześnie tak urządzona
by cię mój maślany kierowany  do ciebie wzrok nie krępował
bo cię jednak  trochę peszy co ludzie pomyślą, 
choć przecież nie powiedzą
oni wszak przy swoich kawach i swoich ciastkach  z wiśnią 
na swoich sprawach skupieni tu siedzą
o niczym co między nami się nie dowiedzą
będę się z resztą do ciebie uśmiechać po grecku
a oczy maślić po chińsku w  mandaryńskim narzeczu
miłością do ciebie nasycę atmosferę w publicznym powietrzu
a ty mi to cudownie przecież wybaczysz jak dziecku.

[03/04.01.2020]







czwartek, 2 stycznia 2020

ZASADNICZO

ZASADNICZO



Urodziła mnie mama w Makowie Pohalańskim

srogą zimą w na swój sposób szczęśliwym roku 1969 pańskim
i po kilku niekoniecznie oczekiwanych zmianach miejsc
szukając właściwego pieca by z niego chleb powszedni jeść
na całe życie wylądowałem na Wybrzeżu Gdańskim
a był to okres poważnych błędów świata i epoka historii wypaczeń
gdy najpiękniejsze  prawdy płonęły na stosach
w ogniach coraz bardziej nieprawdziwych znaczeń
i dziś już w niczym ich nie można rozpoznać
ale nie o prawdy z mlekiem mamy ssane
oczywiście chodzi w rzeczy samej
z takich prawd i ich z życiem konfrontacji
chyba cały jestem zasadniczo poskładany...

Urodzony zostałem w Makowie Podhalańskim
i do dziś szczycę się tym pochodzeniem góralskim,
co zaś nastąpiło potem moja pamięć ustalić nie potrafi
ale chrzest -  następny ważny punkt mojej biografii
z papierów to wiem - odbył się w koszalińskiej parafii.
A  w grudniu tragicznie  pamiętnym 1970 roku
mieszkaliśmy już w Gdyni pod lasem  na Grabówku
przy ulicy Beniowskiego w czteropiętrowym bloku
w kawalerce ze ślepą kuchnią na samej górze 
pamiętam epizody pojedyncze, szczegóły niektóre,
ale większość w niepamiętania mroku
traci ostrość swego rysunku 
zatem nie wiem na rękach swoich czy może w dziecinnym wózku
przez most  nad peronem Gdyni Stoczni mamusia mnie niosła czy wiozła
by się do swego małżonka jak najprędzej dostać mogła;
może była w swego rodzaju nie do pojęcia amoku, ze strachu w szoku
bała się być wtedy ze mną bezbronna i tak nagle sama
gdy się w powietrzu unosiły odgłsy strzelaniny, kłęby dymu, zapach prochu.
Trudno wyrokować jakby się dla nas skończyła tak bez sensu wybrana
droga szukania cienia poczucia bezpieczeństwa, ratunku na zapas
akurat tam gdzie było na to przecież najmniej szans w tamten czas
gdyby nie to, że ją ktoś zawrócił z źle obranej tamtego ranka drogi
nim by mogło okazać się  zapóźno bynajmniej ... dla nas
więc wróciła do domu w niewłasne a wynajmowane najbezpieczniejsze progi.
 Wynika z tego, że życie moje
z podobnych skrawków okoliczności 
szczęścia zszywa i barwne i niepozorne stroje
ze mną przekracza Rubikony, rzuca kości,
poskramia wiatraki zawsze ponadczasowe,
na drugą stronę luster zaprasza 
solennie opiernicza i przeprasza,
zapomina o perłach ,na drobne się rozmienia
w bezsensach szuka podwójnego znaczenia,
rozprasza mgły między preludiami Chopina,
nieba rozgwieżdża jego nokturnami.
Zasadniczo tęsknotami zajmuje się, snami i marzeniami.
Cierpliwie rozpatruje codzienne me podania
nawet takie w których brakuje uzasadnienia.









    [ 02.01.2020 ]