wtorek, 23 lutego 2021

ZNOWU TOPNIEJĄ ŚNIEGI

ZNOWU TOPNIEJĄ ŚNIEGI

Witam ciebie w kolejne całkiem nowiusieńkie rano,
wszystko znów będzie inaczej 
choć z pozoru wszystko będzie wyglądać jak co dzień tak samo,
zamyślenie nad kawą
kilka słów zamienionych z mamą
jak się czujesz, jak ci się spało,
podciągam zasłony sprawdzając czy słońce też już wstało,
sprawdzam godzinę  na zegarku by się upewnić ile czasu zostało,
niby dużo a ciągle za mało.
Aż trudno uwierzyć, że jednak komuś w tych rozrachunkach zawsze zgadza się saldo,
gdy ja mam zazwyczaj  manko.
Trzeba się ubrać, ogarnąć a jeszcze by się pospało,
i zaraz kawka druga i  coś na śniadanko.
I kot przyszedł i trąca mnie łapką
a za nin zaraz leci pies i kładzie mordkę na moje kolano.
Więc wszystko jest dziś inaczej
choć wydaje się, że jest jak wczoraj dokładnie tak samo.
Ale znowu topnieją śniegi
choć jeszcze nie czas na zawilce i przebiśniegi
jeszcze śpią krokusy i sasanki
jakby ciągle matka Ziemia im nuciła kołysanki.
Tylko rzeki niebezpiecznie nagle wezbrane
porzucają swe koryta , rwą brzegi bez żenady 
i bez względów  żadnych 
wlewają swych brudnych fal nurty bystre
w domostwa ciche 
i porwą i poniosą ze sobą wszelki dobytek 
cokolwiek stanie na ich drodze,
czy ucieknie przed żywiołem
przerażony człowiek
jeżeli na czas się przebudzi?
I tak się nagle zmieni  dla wielu ludzi 
ich całe życie
Już nic nie będzie tak samo
w ich codziennie nowe rano.

[ 23.02.2021 ]


sobota, 20 lutego 2021

ZAHACZYMY PO DRODZE O DWORZEC


ZAHACZYMY PO DRODZE O DWORZEC

Spacerując po orłowskim molo
przypominam sobie, że byłem tu niegdyś z tobą.
Był słonecznym ciepłem rozświetlony wczesny wrzesień.
Patrzyłem zachłannie w tym pejzażu na ciebie,
tyś milcząco kontemplował otulającą nas słońca smugę w tę nadchodzącą jesień,
zasłuchany w pluski fal, szukałeś jej śladów na błękitnym niebie
Dostrzegałeś przepięknie rozłożone na falach
lśnienia, odblaski, efektowną grę cieni i światła
aż się dziwię, że nie chwyciłeś za aparat
żeby zrobić pamiątkowe zdjęcia
w ilości ogromnej, że na karcie pamięci szybko zbrakłoby miejsca
na kolejne niezwykłe, magiczne ujęcia.
Trudno, widać że dziś krajobrazy nie mają tego szczęścia i u ciebie wzięcia.
Bo nie przypuszczam, że nic cię tu nie zachwyca.
Gęstnieje w twoim spojrzeniu jakaś tajemnica.
Zaś nerwowo po kieszeniach szukasz
zapalniczki, papierosów, klucza.
Wszystko jest, wszystko masz
i w pakiecie turysycznym mnie tuż obok, święty spokój i czas.
A może ty już chciałbyś być gdzieś indziej, nie tu?
Palcem w powietrzu kreślisz jakiś niezrozumiały wzór..
Ale stój! uważaj, popatrz, rozwiązał ci się but.
Tyle chciałem wówczas powiedzieć tobie
ale brakowało mi mądrych myśli ułożonych w głowie.
Dookoła było prawie pusto,
prócz nas spacerował jeden człowiek,
miał nadgastek przewiązany barwną chustą,
w pewnym momencie przystanął
przez drewnianą mola balustradę białą
przerzucił zapatrzenie za jaskółczego lotu pogmatwaną spiralą,
powierzył wiatrowi dla tej chwili pieśń albo modlitwę
z ledwo dostrzegalnego ruchu ust - pewności nie mam, tego nie rozstrzygnę.
Opodal gwar się rozgwarzył
to w pobliskiej plastycznej szkole
przed chwilą na przerwę rozśpiewał się dzwonek,
tak się mój wzrok w tamtą stronę mocno zapatrzył
jakby spodziewał się kogoś znajomego zobaczyć.
Do plastycznej szkoły w Poznaniu chodziła Afrodyta
mnie ta myśl tu i teraz dopada i nostalgią za serce chwyta.
Powyżej stoi zdrojowy stary hotel, rozsyła ku nam refleksy odbite rzędem okien,
jeszcze chciałeś jakby na zapas nasycić wzrok widokiem
zachwyca cię plaża i klif
lecz odrzucasz propozycję wejścia na jego szczyt
a to jest blisko, gdzie się ścieżka 
wygodna wspina , wije
nie kusi cię nawet sugestia, że może chadzała tamtędy Agnieszka Osiecka,
wzbraniasz się , za duże dla ciebie mecyje.
A po drugiej stronie, znacznie dalej w zatoki przestrzeń wypuszczony pomost
poniekąd wizytówka i symbol po sąsiedzku leżącego kurortu Sopot.
Tu plażowe łazienki, parking kajakowy
a dalej letni teart na sezon postawiony,
znudzony  wianiem wiatr dokazuje ochoczo
w jego płóciennych kulisach  łomocząc
bo jeszcze nie pora stąd zwiać i gdzieś w zaciszu odpocząć.
Poszliśmy w spacer przez dzielnicę, okolicę.
Podziwiałeś wille i kamienice
tu się pyszni renomowany luksusowy burdel Lido,
a tam legendarny Maxim staje się żałosną riuną.
Skręciliśmy w do morza schodzącą ulicę,
po drodze wstąpiliśmy do restauracji na jakąś rybę,
na szerokim tarasie złapaliśmy we włosy bryzę,
znów na swój sposób uroczo zapaliłeś papierosa, puszczając dymek,
coś z atmosfery pierwszego zakochania powróciło między nas na krótką chwilę,
więc jej nie obarczę pretensją , że przeminie,
umoczę usta w chłodnym białym winie,
złagodzę zbierającą we mnie frustrację
co powoli płynie
jak przypływ faj, jak melodia grana na pianinie
pod wtór twych słów, ale to nie są słowa raniące jak sztylet,
że musimy wstąpić jeszcze na stację
kupić dla ciebie na jutro powrotny bilet.
To musiało nastąpić. Wiem, było nam fajnie, nie mamy czego żałować,
może bym zdołał jeszcze jeden dzień z tobą od ciebie wytargować.
Gdybyś się zgodził łaskawie
to byłbyś trochę zły na mnie
że ci ten dzień wydarłem, zabrałem bezpodstawnie,
i dasz mi to odczuć i do zrozumienia
bym sobie nie myślał i wątpliwości cienia nie miał.
Ja w ten sposób stracę pewność, czy było warto, i czy dostałem czegom chciał.
Gdybyś przy swoim się uparł zasadniczo
to też by mi było niezręcznie i łyso.
Bylibyśmy  w ten nadprogramowo wspólny dzień sobą rozdrażnieni,
ze wszech miar bez sensu to wszystko, niczego nam ten dzień nie zmieni
przecież rozstawać się nie będzie lżej,
jedź jak już jechać musisz i tak bardzo chcesz.
Bądź spokojny, jest dobrze,
zahaczymy po drodze odworzec.

[ 17-20.02.2021 ]



sobota, 13 lutego 2021

ZE SŁÓW BALLADA O SŁOWACH

ZE SŁÓW BALLADA O SŁOWACH

Przygarniam słowa najczęściej nie moje,
odziane w pospolite stroje
te wędrowne obieżyświaty
wszelkich przygód zapanbraty
te zasiedziałe
niekiedy rubaszne, niekiedy nieśmiałe,
inne spadają jak gwiazdy z nieba
zachęcając by szepnąć czego mi najbardziej trzeba.
Pojawiają sie czasem słowa-przystawki
na zachętę jak ciasteczka do porannej kawki.
Bywają łagodne głaszczące z włosem i pod włos
ale też czają się te ciągle gotowe, wciąż z kosą na sztorc.
Strugają bohaterszczyznę, prężąc lichy tors.
Lub ewentualnie powiewają  na sztandarach
w jakichś niewymownie ważnych sprawach.
Przekraczają Rubikony,  rzucają kości
idąc na całość ignorują uwagi o przezorności.
Czasem biorą się z sufitu, albo z  kapelusza
i nie zamykają się im usta
czasem są pełne milczenia gdy je coś dziwi albo porusza,
zdarza się słów cisza pusta,
bezbrzeżna i bez imienia
bez oczekiwań cienia znaczenia,
bezsilna gdy się ją na drobne rozmienia
i się tylko przez przypadek odmienia.
Znajduę w słowach toast za zdrowie
i całusy na dzień dobry lub dobranoc
i na do widzenia i krzyżyk na drogę
i dzwoniące na szczęście w podkowę
światełko ciepłe, jasne i dobre
na niewysłowiony los.
Są słowa, które mają drugie dno
i się łatwo zapierają, że nie o to im szło.
A słowa klucze
skomplikowaną duszę.
Niektóre mają szare humory
i grają w późne wieczory w różne pozory
i takie do niczego nie pasują
i raz po raz pasjanse psują
a mimo to intrygują
bo czego nie dosłyszą to wymyślą
do rachunku dopiszą i pocztą przyślą.
Są słowa od kochania i od zdrady
a właścicielom czasem mylą się szuflady.
Zdarzają się słowa po prostu głupie
one zazwyczaj mają wszystko w dupie.
Są słowa  zwięzłe i proste z żołnierskiego szyku
przywykłe spać byle jak, przytulając policzkiem twarz  do karabinu,
są słowa niewiadome nie dające w żadnych rachubach sensownego wyniku,
są i takie, które się kłócą nawet ustawione we wspólnym mianowniku,
jednym słowem w dówch słowach
to próbują żartować
to półprawdy w cień schować
jak przed sową na łowach
i niczego nigdy nie  żałować,
najczęściej  marzą tylko aby całować
a czasu nie marnować
na wykwintne frazeologiczne związki
i nie interesują ich sobotnie domowe porządki,
nie dbają o od Tiffany' ego obrączki
i podśpiewują oj tam, oj tam, że jakie wyjątki.
Bywają słowa jak kamień
te co walą na oślep i trafiają boleśnie  prosto w skroń
i te co wiodą na dno w najciemniejszą toń
i jak czyjeś bezinteresownie pomocne ramię.
Znam słowa miłe lub szorskie w dotyku,
słodkie, gorzkie, miętowe
lekkie i takie które więzną w przełyku,
błyszczące i matowe.
Są słowa na wiatr
po których zostaje jak skaza na szkle żywo bolący ślad,
i nieusuwalny  z duszy osad, smutek i żal
i takie które lepiej  by było  jednak powstrzymać.
Inne zaś zamykają oczy z rozkoszy
aż się dewocjonalne ortodoksyjne gorszą
a pod nosem szczenięco chichoczą
i tylko udają, że się płoszą
niecierpliwie czekają bliskości intymnej w nocy.
Są słowa będące same w sobie zamkniętą treścią.
Spotykam też słowa jaskółki co wiosny nie wieszczą
i stosunek do spółek ambiwalentny mają,
albo wierne jak psy, które zawsze wracają 
gdziekolwiek  jest lub  będzie
bezpieczne banalnie własne miejsce.
I takie co wdzięcznie dzwonkami rosy dźwięczą, 
piorunami grzmią i takie co pod nogami szeleszczą.
Lubię buszować w słów zbożach
pełnych maków, rumianków i chabrów
może się kiedyś uda znaleźć rzucone w bultelce zdane na łaskę morza
jakieś ciekawe przesłanie pełne dobrych znaków.
W przygarniętych słowach czynię spustoszenia i rozboje,
i tak sobie bezkarnie trwonię słów faunę i florę,
i tylko mam taki dylemat
że słowa, słowa, słowa a to ciągle nie dość wyczerpany temat.

[ 08.02 - 13.02.2021 ]





 

niedziela, 7 lutego 2021

ZASTANAWIAM SIĘ MILCZĄCO


ZASTANAWIAM SIĘ MILCZĄCO

Jak paradoksalna koła kwadratura
dopadła mnie dylematura
zastanawiam się więc milcząco
odpowiedzieć ci twierdząco czy przecząco
a cisza dokuczliwa jest jak mgła
prawie mnie rani jak w duszy tkwiący kawałek szkła,
zabawnie puszczasz papierosowego dymu wonne kłęby
i w uroczym uśmiechu szczerzysz swoje piękne zęby
a ja znowu mam nielubiany świadomości stan
że nie wiem według jakich reguł jest ta gra i w co ja gram,
chcesz niby w banalnej sprawie poznać moje zdanie
ale ja w tym podejrzewam, że to by było jak zobowiązanie,
więc chcę z tego dyplomatycznie wybrnąć nie otwierając tobie
 pola do drwin nim zdecyduję jaką dam w końcu odpowiedź.
W sukurs przychodzi mi poczciwa klasyka za przeproszeniem,
życie nas sobą obdarowuje jak paczką za pocztowym zaliczeniem
i jest jak kochanek , który przyszedł i odchodzi 
a cała reszta nic go nie obchodzi
zwłaszcza, że ta reszta jest milczeniem.
I nie zostawia dedykacji do zobaczenia ani autografu z pozdrowieniem.

[ 06/07.02.2021 ]





 

sobota, 6 lutego 2021

ZAPYTAŁEM CZY ZNASZ TAKIEGO PTAKA

Zapytałem ciebie czy znasz takiego ptaka
który był wszędzie gdzie być się da
a swą bytnością nigdzie miejsca nie zagrzał
a każde to miejsce ma w sobie coś z niego  na zawsze,
niezbywalne obecności znaki, relikwie i talizmany;
Mieszkał w trawie, rosie, obłoku albo drzewie
które obdarzył zachwyconym spojrzeniem.
Kiedyś raz widziałem go na srebrnej wiatru rzęsie.
Ale szybko stamtąd czmychnął bo ktoś mu powiedział , że to błąd w adresie.
Nikt go nigdzie dawno nie widział, nie słyszał
tylko jego śpiew  tu i tam się jeszcze plecie, niesie.


[ 06.02.2021 ]
 

Z DNI NASZYCH SŁOŃC


Z DNI NASZYCH SŁOŃC

Ciągle to pamiętam
przed oczami mam
przytulałem cię,
kochałem cię
wiedząc, że gdzieś jest
naszego szczęścia kres
i było mi z tym źle
odwracałem twarz
od perspektyw gdzie
nie będzie już nas, ot tak.

Ale też pamiętam
odległy już czas
nie chciałeś wszak nic
ni dawać ni brać
zgubiliśmy sens
żeby dalej nieść
dni naszych sól i pieprz
intymny naszych nocy szept
bo ty już wiesz
że moim już nie chcesz być.

Płomień znikł z dni naszych słońc
kamień w wodę
I znów nie wiem jak dojść
odnależć drogę
i sposób
na odczarowanie losu.
To nie proste samotnie znów żyć
i zbyt żałosne
bo  nie pragnę wolnym być
dosłownie tak i bez ciebie
ale już nie odstanie się nic.

Ale wciąż pamiętam
jak się zmienił świat
kiedy nam siebie dał
gdy los był z nami 
za pan brat
gdy dobry wiatr
w mocne skrzydła wiał
serca ogrzewał
słoneczny blask
na zawiłe drogi
Ariadny dał długą nić.

To nie proste samotnie znów żyć
i zbyt żałosne
bo  nie pragnę wolnym być
dosłownie tak i bez ciebie
ale już nie odstanie się nic.

Płomień znikł z dni naszych słońc
kamień w wodę
I znów nie wiem jak dojść
odnależć drogę
i sposób
na odczarowanie losu.
Ale  zapamiętam ...

[ 06.02.2021 inspirowane utworem : Coming in and out of your life ]









 




czwartek, 4 lutego 2021

ZIELONEGO NIE MAM POJĘCIA

ZIELONEGO NIE MAM POJĘCIA


Zielonego nie mam ani bladego pojęcia skąd się biorą
by ciebie opisać, pomysły wzięte z żywiołu wody, metaforą .

Ty jesteś jak jezioro
pozornie spokojny jego nieruchomą tonią
tam się w szuwar zaszyjesz
tam poszumisz sobie w trzcinie
i masz świadomość że wszystko płynie
i jak ryba w wodzie wiesz, że żyjesz.
A nie mówisz nigdy wprost,
jak ono wodą słów płyniesz na około,
przy tym myślisz sobie
że się twe słowa ze sobą tak dobiorą,
że powstanie z nich kładka,
a ty już z niej stawiasz most,
i jak w daremnej modlitwie załamujesz dłonie
bo na gładkiej jeziora toni struga wartka
z wszystkim coś powiedzieć chciał
zdradzieckim, porywczym nurtem
pomknęła w dal 
jak na wesoły  bal
i pogubiły się słowa nagle wszystkie hurtem,
 jak kamienie w wodzie,
i - już, mamy  po rozmowie,
choć się długo szykowałeś do niej,
i tym sposobem nie porozmawiamy sobie,
i niczego od ciebie się znowu nie dowiem.
Ale niezmiennie rano i wieczorem
będziemy się dzielić kawą i chlebem,
częstować wiarą, miłością, nadzieją i uśmiechem
do którego przyklei się cień tego czego nie wiem.

[ 04.02.2021 ]