ZE SŁÓW BALLADA O SŁOWACH
Przygarniam słowa najczęściej nie moje,
odziane w pospolite stroje
te wędrowne obieżyświaty
wszelkich przygód zapanbraty
te zasiedziałe
niekiedy rubaszne, niekiedy nieśmiałe,
inne spadają jak gwiazdy z nieba
zachęcając by szepnąć czego mi najbardziej trzeba.
Pojawiają sie czasem słowa-przystawki
na zachętę jak ciasteczka do porannej kawki.
Bywają łagodne głaszczące z włosem i pod włos
ale też czają się te ciągle gotowe, wciąż z kosą na sztorc.
Strugają bohaterszczyznę, prężąc lichy tors.
Lub ewentualnie powiewają na sztandarach
w jakichś niewymownie ważnych sprawach.
Przekraczają Rubikony, rzucają kości
idąc na całość ignorują uwagi o przezorności.
Czasem biorą się z sufitu, albo z kapelusza
i nie zamykają się im usta
czasem są pełne milczenia gdy je coś dziwi albo porusza,
zdarza się słów cisza pusta,
bezbrzeżna i bez imienia
bez oczekiwań cienia znaczenia,
bezsilna gdy się ją na drobne rozmienia
i się tylko przez przypadek odmienia.
Znajduę w słowach toast za zdrowie
i całusy na dzień dobry lub dobranoc
i na do widzenia i krzyżyk na drogę
i dzwoniące na szczęście w podkowę
światełko ciepłe, jasne i dobre
na niewysłowiony los.
Są słowa, które mają drugie dno
i się łatwo zapierają, że nie o to im szło.
A słowa klucze
skomplikowaną duszę.
Niektóre mają szare humory
i grają w późne wieczory w różne pozory
i takie do niczego nie pasują
i raz po raz pasjanse psują
a mimo to intrygują
bo czego nie dosłyszą to wymyślą
do rachunku dopiszą i pocztą przyślą.
Są słowa od kochania i od zdrady
a właścicielom czasem mylą się szuflady.
Zdarzają się słowa po prostu głupie
one zazwyczaj mają wszystko w dupie.
Są słowa zwięzłe i proste z żołnierskiego szyku
przywykłe spać byle jak, przytulając policzkiem twarz do karabinu,
są słowa niewiadome nie dające w żadnych rachubach sensownego wyniku,
są i takie, które się kłócą nawet ustawione we wspólnym mianowniku,
jednym słowem w dówch słowach
to próbują żartować
to półprawdy w cień schować
jak przed sową na łowach
i niczego nigdy nie żałować,
najczęściej marzą tylko aby całować
a czasu nie marnować
na wykwintne frazeologiczne związki
i nie interesują ich sobotnie domowe porządki,
nie dbają o od Tiffany' ego obrączki
i podśpiewują oj tam, oj tam, że jakie wyjątki.
Bywają słowa jak kamień
te co walą na oślep i trafiają boleśnie prosto w skroń
i te co wiodą na dno w najciemniejszą toń
i jak czyjeś bezinteresownie pomocne ramię.
Znam słowa miłe lub szorskie w dotyku,
słodkie, gorzkie, miętowe
lekkie i takie które więzną w przełyku,
błyszczące i matowe.
Są słowa na wiatr
po których zostaje jak skaza na szkle żywo bolący ślad,
i nieusuwalny z duszy osad, smutek i żal
i takie które lepiej by było jednak powstrzymać.
Inne zaś zamykają oczy z rozkoszy
aż się dewocjonalne ortodoksyjne gorszą
a pod nosem szczenięco chichoczą
i tylko udają, że się płoszą
niecierpliwie czekają bliskości intymnej w nocy.
Są słowa będące same w sobie zamkniętą treścią.
Spotykam też słowa jaskółki co wiosny nie wieszczą
i stosunek do spółek ambiwalentny mają,
albo wierne jak psy, które zawsze wracają
gdziekolwiek jest lub będzie
bezpieczne banalnie własne miejsce.
I takie co wdzięcznie dzwonkami rosy dźwięczą,
piorunami grzmią i takie co pod nogami szeleszczą.
Lubię buszować w słów zbożach
pełnych maków, rumianków i chabrów
może się kiedyś uda znaleźć rzucone w bultelce zdane na łaskę morza
jakieś ciekawe przesłanie pełne dobrych znaków.
W przygarniętych słowach czynię spustoszenia i rozboje,
i tak sobie bezkarnie trwonię słów faunę i florę,
i tylko mam taki dylemat
że słowa, słowa, słowa a to ciągle nie dość wyczerpany temat.
[ 08.02 - 13.02.2021 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz