sobota, 29 sierpnia 2020

ZASKOCZENI NIE WYŁĄCZAJĄC CIEBIE

ZASKOCZENI NIE WYŁĄCZAJĄC CIEBIE



Nie wyłączając ciebie
wszyscy byliśmy zaskoczeni nagłym odejściem twoim
nie wierząc że to było zapisane w niebie
sam byś się z tego śmiał
niż na serio brać chciał
jak w czasie dzieciństwa gdyś coś niechcący zbroił.
Witaliśmy przy cmentarnej bramie twoich pożegnalnych gości
bezbronnego łzami  smutku i uśmiechem wdzięczności
trzeba ich było choć spróbować otoczyć pocieszenia gestem.
Przed ceremonią jeszcze się zobaczyłem z księdzem
by mu wręczyć uzgodnioną zapłatę w kopercie z karnetem
na którym wypisałem  kilka podziękowań słów granatowym atramentem.
W kapliczce dla ciebie różaniec
 odmówiło kilku panów i pań
w tym była modlitwa, zaklęcie, mantrycznych słów taniec,
czy może żal, skarga cicho szeptana
czy nadzieja wysławiana?
Kilka zdawkowych pożegnania zdań
wyrecytował ten właśnie na prędce zgodzony ksiądz
o to w tym także chodziło by na tobie psów nie wieszał
i by cię za doczesne życie u progu wiecznego z błotem nie mieszał.
tak skromnie ale się pocieszam, że tak mógłbyś chcieć.
W natchnionym skupieniu pełgały płomyki świec.
Nie odprowadzał cię trąbki złoty ton
nie mącił ciszy komu bijący dzwon
z szelmowską wszak satysfakcją w mym plecaku przejechałeś Polski pół
i teraz dostojnie odprowadza cię przyjaciół orszak w wybrane  miejsce
gdzie zielenią i Zarządu Cmentarza Komnalnego baldachimem ozdobiony czeka dół
tu będzie prochów twoich wieczny dom
pośród dębów sosnen traw i ptaków jak schron.
I modlitwa spisana twoją ręką, osobista i kilka ulubionych drobiazgów jeszcze
z tobą zostanie
chociaż już nic złego ci się przecież nie stanie.
Urnę masz w kolorze morskim
z tabliczką ś.p. Andrzej Przewoski
obstalowaną w ostatnim z twego wyboru za głosem miłości
na obiecanej ziemi w mieście Łodzi.
Bez uzgodnienia tego z tobą zabrałem ciebie tu
będzie nam bliżej do ciebie, łatwiej będzie dbać o twój grób.
bo kto by tam do ciebie przychodził.
Gdyśmy rozmawiali wszystko tylko nie to żeśmy obgadali.
W nekrologu przeoczony ortograficzny błąd,
w  o nie składanie kondolencji zapisanej prośbie
więc nie będzie wyrazów współczucia, podawań i wśród łez uścisków rąk
tak nam jest  przez ten ceremoniał brnać łatwiej, prościej.
Nie będzie stypy, na kilka chwil do domu wpadli z Lublina goście,
nie chciała wraz z nimi przybyć rodzina z Chełmna.
Jak widzisz wśród żywych sytuacja została jak była, niezmienna.

[ 28.08.2020 w trzecią rocznicę poogrzebu ]







wtorek, 18 sierpnia 2020

ZABIERAM PSA NA SPACER

ZABIERAM  PSA NA SPACER



Zabrać chciałem  rano na spacer psa

bo to jest jeden z obowiązkowych punktów porządku dnia.
ale pies jak to pies swe humory różne ma,
patrzy na mnie wzrokiem psim z wyrzutem i pogardą
no bo spacer teraz nie jest psa najpilniejszą sprawą
co przecież zgadnąć powinienem łatwo
gdyż się pani po kuchni krząta
więc może coś skapnie, może spanie
pies to chętnie posprząta
pies się tym chętnie zajmie
i nic to, że pełną ma miskę swoją
to psu nie zginie, się państwo nie boją
ale rarytasy z pańskiego stołu psiej uwadze ujść nie mogą.
Chodźmy, zapraszam jak najłagodniej
pies nie reaguje, nie mogło być chłodniej,
nie pomogło, że ubrałem skarpety i spodnie.
Nie rób scen, zachęcam z reprymendą ostrożną,
wiesz przecież, tłumaczę , że na autobus do pracy muszę zdążyć.
Już się chyba przed własnym psem nie mogłem bardziej pogrązyć.
 Atrybutem dającym mi konkretną przewagą jest smycz,
czasem wystarczy, że ją psu pokażę
i on wie, że to oznacza spacer
ale teraz to nie działa , więc spinam smycz z obrożą
czym się całkowicie naraziłem, nie wiem czy gorzej może być.
Jak tak to tak, wydarł pies posłuszność symulując , przysłowiową smugę z prędkością światła.
Siedem schodów jak siedem życzeń liczy klatka
przeskakuję po dwa życzenie mając tylko jedno, żeby na ich końcu równowagę złapać.
W przelocie łapię i naciskam  klamkę
i omijam bez kolizji stojącą tuż zaraz latarnię.
Często mnie to śmieszy gdy się zastanawiam
kto tu kogo tak na prawdę na spacer wyprowadza.
Zatem idziemy. Po odmalowanej w psich oczach dezaprobacie
dobrze wiem, że  mój towarzysz po swojemu za to odegra się.
Szczegółowo każde źdźbło trawy obwącha
będzie to dla niego tęgi ubaw i nieziemska radocha
i po dordze każdy listek i kwiatek
wszelkim cieniom na dodatek
baczną uwagę poświęci
i czarnej każdej grudce ziemi,
i oczywiście stary numer odpracuje - w wiotkie gałązki raz po raz zaplącze smycz,
z dedykacją no ty się człowieku na drugi raz z moimi priorytetami też licz.
Nagle coś zaszeleściło opodal w stercie liści suchych 
i pośród gałązek drobnych i kruchych
więc spoglądam odruchowo badawczo w tamtą stronę 
z zaspanym jeszcze nieco niepokojem odgłosy leśne uchem łowię
a to tylko ptak
chyba czarne pióra
więc to może szpak
czy też może kawka, która
przysmaków szuka
albo budulca by naprawić gniazdo
uszkodzone spadającą niedawno gwiazdą.
Nasze nadejście ptaka peszy i płoszy
bo czy znalazł cokolwiek
czy nie, źle mu się kojarzy człowiek
odlatuje więc i znika w zielonozłotych światłocieniach.
Pies w pozie wystawiam zwierzynę 
zastygł i mową ciała przemówił a jednocześnie i oniemiał
i także się do tej obserwacji przyłączył
bo jest rasy angielskiej czystej i ma doskonały instynkt łowny.
Okey, niech ma tej świadomości rodowej  choćby odrobinę.
Głaszczę czule tę kochaną moją psinę.
Przejdziemy się jeszcze po lesie kawałek,
bo i dla mnie to jest piękny poranek
spokój, ciepło i cisza otulają jak kochanek
przez korony drzew przebijają się słoneczne smugi.
Gdzieś z oddali napływają odcienie szarugi.
Przypomina mi się, że kiedyś podczas spaceru dane nam było spotkać
pięknego, niesamowicie czarnego kota
o obłędnych tańczącej Eurydyki oczach.
Ten kot musiał nam się dłużej przyglądać
bo patrzył uważnie w naszą stronę sprytnie ukryty w wonnych zaroślach.
Pies nie zauważył go wcale pochłonięty swoimi myślami
a kocur bacznie wodził za nami tymi wspaniałymi oczami.
Minęliśmy go takiego tajemniczego całego
ale zrobiwszy kroków zaledwie kilka
wróciliśmy, bo było w nim coś niebywale intrygującego.
Wydawało mi się, że on na nasz powrót czekał
i że teraz chytrze szelmowsko się pod kocim wąsem uśmiecha.
Przeszedł na ścieżki stronę drugą
mam wrażenie że do nas okiem porozmiewawczo mrugnął
Widzę go niby jak na dłoni
a to go trawy wysokiej źdźbło a to liść drzewa zasłoni
to kawałek ucha a to czubek ogona się gdzieś jeszcze wyłoni
po czym jakby zrobił się zielony
i w tym tle zginął jak sosnowa szpilka...
Do dziś pojąć nie potrafię tego zjawiska.
Znalazł przejście do równoległego świata?
Czy się wtopił w kolor powietrza , lasu i zapach?

Na spacer psa także zabiorę
gdy wrócę z pracy wczesnym wieczorem

[17-18.08.2020]







sobota, 15 sierpnia 2020

ZAPACH WINOGRON [ 11.2008 ]

ZAPACH WINOGRON

 [ 11.2008 ]


W listopadzie 

z wyspy marzeń
ty
jak bohater gry
o wszystko lub nic
bierzesz w ciemno każdy los
niepewnościom wszystkim zamykając głos
kiedy witasz mnie
pierwszy raz
Każda chwila 
z tobą była
mi
jak winogron smak
jednocześnie deszcz
że nie słyszę twoich słów
i skąpany w słońcu dotyk twoich ust
na  ustach mych
gdy całujemy się
pierwszy raz.
W zakochania czas.
Wiesz ty przecież
bez zastrzeżeń
że
mogłem kochać cię
w brzask różowy i
w czarną noc po świt 
i dla mnie to nie wstyd
ani żaden grzech
radość czerpać
by ją tobie dać
otwórz dłonie, otwórz serce
przecież ty też tego chcesz.
Są nadzieje
że coś więcej 
między nami zdarzy się
nim w tym naszym listopadzie
nas zastanie śnieg.
Odkrywamy
to co mamy
gdzieś
w duszy i na serca dnie
odczarować
sobą chcemy 
to co do tej pory w życiach naszych poszło źle.
Czy przeze mnie 
nam nie wyszło
nie wiem, może jednak tak.
Mam wrażenie, że
coś powiedzieć chcesz
o tej prawdzie
która zawsze
w każdej sprawie
po środku wszystkich racji jest.
Za dużo mam dziś
w mej pamięci takich miejsc
w których jest mi
właśnie ciebie brak.
Nauczyć się muszę bez ciebie śnić
i od nowa bez ciebie wszystkiego chcieć,
nie bać się dać szanse już dziś
temu co mogłoby jutro przyjść, właśnie tak.

[30.06, 29.07, 14.08.2020 ]



środa, 12 sierpnia 2020

ZA SMUGĘ ŚWIATŁA I CIENIA [11.08.2017 ]

ZA SMUGĘ ŚWIATŁA I CIENIA

 [11.08.2017 ]


Nie zgasło nagle słońce

nawet stało się jakby bardziej gorące,
nie schowały motyle 
nawet na krótką chwilę
swych pstrokatych barwnych skrzydeł,
nie umilkły ptaki
nie struchlały maki
ale ranek nie był zwykłym dniem z kalendarza kartki.
A wtedy to był akurat piątek
niedobudzony dnia początek,
jeszcze otulony snem jak siódmym niebem
wytężam słuch i do końca nie wiem
czy we śnie czy na jawie
słyszę Jagienki spazmatyczny szloch,
tak strasznie bolą mnie te łzy,
żeby innego coś śnić obracam się na drugi bok
ale dalej sen jest również dziwny, zły.
Ona coś mówi, przez telefon chyba
dziwię się kto i w jakiej sprawie
jakżesz się musi do niej odzywać
że jej słowa toną jak we mgle
że je na strzępy niezrozumiałe rwie 
potoczysty płacz..
Że to wcale nie sen zaczynam się okropnie bać
i by to sprawdzić muszę po prostu wstać,
wejść w realny świat.
Już się godzę, że skoro Jagienkę ktoś skrzywdzić śmiał
to bez litości i opamiętania będę go z całych swych sił rzetelnie lał.
Żeby to o to wtedy szło i dziś bardzo bym wolał, chciał.
Ale to ty tak nagle otrzymałeś nie do odrzucenia propozycję aby zmienić świat
i poszedłeś ostatnią drogą za smugę światła i cienia
gdzie już nic nie ma żadnego znanego  znaczenia ...
Zmienił się tym samym nasz świat 
i porządek wszystkich spraw
nie jest już  dla nas taki sam.
I nie w tym rzecz, że wczoraj kreślone plany na dziś,
czy uchwycona strzeliście piękna i mądra myśl
straciły nieodwracalnie na zawsze swój sens.
Strach o kruchość życia zagościł pod powiekami w cieniu rzęs
Zgubiłem nagle codziennie oczekiwane jutro
I względnego bezpieczeństwa poczucie
jakby od teraz każdy krok miał przemierzać przestrzeń bezludną.
Świadomość kruchości życia uwiera 
jak sama możliwość istnienia
kamienia w średniomilowym bucie.
Nastał bez ciebie czas, by się w nim nie rozsypać
jak po pustyni piach i zgasić płomieni strach
moje serce zmieniło się w twardy głaz
perspektywy na zmianę nie widać.
ale rolę życia w życiu trzeba dalej grać.
Za kilka dni zobaczę cię ostatni raz
szary worek, w nim ty jakbyś zaraz ze snu miał wstać
jak wojak Szwejk tak poczciwy wyraz twarzy masz
jeszcze chwila i się będziesz dobrodusznie śmiać.
Patrząc na Ciebie próbuję dociec co faktycznie mogło się stać?
W twoim mieszkaniu na podłodze przy łóżku tylko plama skrzepłej krwi
pozostała a to niewiele mówi mi.
Lekarski protokół zbyt lapidarnie brzmi.
Ale już nic nie powiesz, muszę uwierzyć, że to się stało tak niewiarygodnie banalnie.
Tak ostatecznie i wcale niezabawnie.


[ 11.08.2020 ]