niedziela, 29 listopada 2020

ZAWSZE Z NIM

ZAWSZE Z NIM


Znam miłość z lirycznych strof
znam jak poranka rześki smak
znam miłość dotyku rąk
i pocałunków ust.
Kwiaty róż
pod płatkiem śniegu śpią
i jak przy pocałunku pierwszym drżą.
Znam to wszystko zawsze z nim
kiedy znów tu jest.
Już nie ja i nie on ale my
w każdy dzień i każdą noc.
kocha mnie jak i ja kocham go,
mą duszę ogrzewa 
jakby w dłoni  trzymał ją
mam znów słoneczny blask
za dwóch
świtu radość aż po nocy kres.
Czas znów uczy razem być
czas prowadzi mnie na ląd
gdzie mam to wszystko
zawsze, zawsze z nim.

[ 20-29.11.2020 inspirowane utworem " Evergreen" ]


 

sobota, 28 listopada 2020

ZNOWU WIATR ZACZYNA WIAĆ

 

ZNOWU WIATR ZACZYNA WIAĆ



Północ, tak tu pusto i głucho
księżyc gubi rysopis
świat otula się mgłą,
w  świetle lampy
nie mogę dostrzec śladów swych stóp
I znów wiatr zaczyna wiać.
Kiedy tracę ciebie na zawsze
uśmiecham się do wspomnień
to był najlepszy czas
no bo wtedy wiedziałam czym me szczęście jest
może znowu dowiem się.
W mroku nie mam sił by brać
życia pełną piersią,
w snach uciekam i do siebie wracam
na chwilę przed świtaniem.
Miałaś być jak most nad przepaścią
i jak słońce w noc czarną
i jak księżyc w zły dzień
jasną gwiazdą która znowu wyznacza nam cel,
siłą która zbawia świat.
Już nie ujmiesz  mnie za dłoń
w samonty smak poranka
zgasną lampy
kolejna noc się skończy
kolejny dzień się zbudzi.
Gdybyś mogła mnie znów przytulić
pierzchłaby każda zła myśl 
z nieba najlepszych snów
tak by poznać
w czym może szczęście największe  być,
spójrz jak piękny wstaje świt.

[27/28.11.2020 inspirowane utworem Memory ]


wtorek, 24 listopada 2020

Z KROPEL DESZCZU SUITA

Z KROPEL DESZCZU SUITA



W kolejny poniedziałek monotonnie pada deszcz,
Na kawę do mnie się wprasza, żeby nikt nie mówił, ze wpada,
Nie każdemu to wypada, a ma nagłą ochotę posiedzieć i pogadać,
Jest jesień, znudziło mu się tak padać i padać i padać.
A ja ciekawy jestem czego deszcz ten mógłby jeszcze chcieć,
Więc się wygodnie w fotelu rozsiadam vis a vis 
Przysiadł deszcz  na parapecie i bębni deszczową piosenkę
Tak coś między , sonatą a preludium, może scherzo
Nie potwierdza, nie zaprzecza jakby mu było wszystko jedno
Żeby tylko przeplatać ciszę z wilgotnie drżącym rozdźwiękiem
Jakby układał muzykę pod niewyśnione jeszcze sny.
A ja już muszę z domu wyjść i  jeszcze go po drodze słyszę,
Jak gra zamaszyście szeleszcząc  o liście,
Largo legato, presto stacatto, crescendo i pauza
A mnie to nie przeszkadza
Że się teraz nad dalszą częścią utworu z trawami naradza.
Patrzę do góry ,melodię koło ucha nawijam,  już się trochę rozpogadza.

[ 24.11.2020 ]


środa, 18 listopada 2020

ZAWIADOMIENIE

 ZAWIADOMIENIE


Jeszcze jeden życia zapał został zgaszony
bo na drzewie ogłoszeniowym
wiadomości złych i dobrych
o obcych i znajomych
nekrolog nowy
zawiadamia,
że z kolejnego podania
o przyjęcie do niebieskiej świty pana B
niech cała reszta o tym wie
uroczyście , oficjalnie zdjęto 
klauzulę z pieczęcią odmowy
ktoś rozpoczyna wędrówki swojej etap nowy
a zatem znowu mają w niebie święto.
Dla jednych porażka dla drugich zwycięstwo.
Trzecim jest z reguły wszystko jedno.
Śpieszmy się bo tak szybko ...
staje się jutro ostatecznie zatrzaśniętą furtką
i okazuje się nagle, że zostaliśmy jakby za szybką
i nikt nie częstuje strzemiennego małą lufką.
Śpieszymy się, a jakże, a owszem
od najwyższych gór po bezkres nad  morzem
by jak najwięcej, najprędzej złapać srok za ogon,
goniąc co rusz złudę nową atrakcyjną , kolorową
i troszczymy się o to zawsze ponadczasowo.
Tak często zbyt łatwo dajemy się ogłupić
wikłając się w coraz to insze słupki
przeczuwając albo wiedząc, że w nie wierzą
licencjoonowane lub patentowane głupki
które gorliwie tę swoją oszołomską wiarę szerzą
i tak nas tą ewangeliją jak własną niedoskonałą miarą mierzą
że temu chcąc czy nie, ulegamy
jak nam  śrubki dokręcają nie zauważamy
i nam się to kawamać zdaje
nawet zasadnie praktykowanym rytuałem,
przyfastrygowanym zwyczajem,
upragnionym prawie szczęściem, niemal rajem.
I co to nam wszystkim daje?
Widok przez mgły na szklane Himalaje.

[ 18.11.2020 ]

 


sobota, 14 listopada 2020

ZROBIĘ DWIE KAWY

 ZROBIĘ DWIE KAWY


Za oknem wrona jedna gaworzy przez drugą
deliberując o przemijaniu nad lustra kałużą,
Gdzieś w szczytach drzew rozbrzmiewa wron skrzeczący śpiew
nie pytaj o czym jest rzecz, mnie się zbiera na śmiech.

Nie wieje wiatr,  powietrza nie chłodzi,
po wilgotnych w lesie liściach jesień brodzi
wron dylemat ją także jakoś obchodzi
sama wszak przychodzi , potem odchodzi.

Niebieską kreską na piórkach
nisko nad ziemią przeleciawszy mignęła sójka,
nad głową dzięcioł w głuchy pień stuka i stuka,
niby jedzenia sobie w nim szuka, a jakby w drzwi do lasu pukał.

Czy komuś na pytanie " kto tam?"
zabawnie odpowie " hipopotam" ?
Mgła szara rozsiadła się szeroko nad zatoką
półwyspu nie widać jakby tam była droga do nikąd.

Dziś w kalendarzu nie ma żadnego święta
czy choćby znajomych imienin albo urodzin,
żeby mieć okazję i pretekst by o kimś serdeczniej pamiętać,
i tak mi banalnie jakoś ta sobota schodzi.

Ale nie ma sprawy, zrobię dwie kawy
jedną dla siebie, drugą dla mamy
dla niej ze śmietanką , do mojej słodzik wrzucam,
siądziemy w kuchni przy stole, porozmawiamy.

[ 14.11.2020 ]

środa, 11 listopada 2020

ZASUSZONY KWIATEK

 ZASUSZONY KWIATEK


Na tytułowych kartach niemal wszystkich domowych książek
znajduję starannie miękką kredką wykaligrafowane dedykacje
jak zasuszony kwiatek
"Kochanemu Króliczkowi - Małżonek."
Znam je doskonale ale dopiero teraz odkrywam być może inspirację.
I być może to stanowi tak dramatycznie niedostrzeżone wcześniej clou 
jak przegapiony drogowskaz lub znaczenie niedośnionego snu
i aż się boję, że to mógł być do zrozumienia tamtej duszy prawdziwy klucz.
Królikiem nazywał żonę swoją Zofię pan Melchior Wańkowicz.
Czy może to być, by jego sposobem życia-bycia w swoim próbował żyć
Małżonek, i o tej dla siebie przybranej-wybranej fascynacji nie mówiąc nic
aby stwarzać i umacniać może tylko w sobie swej trudnej  oryginalności mit?
Jakby z tego szablonu  uczynił kanwę na życie swoje z nami... 
Czerpał, mam wrażenie takie, z mistrza pełnymi garściami,
a jednak,  nie nazwał go "Kingiem" niestety nigdy nikt.
W dodatku nikt z nas nie zagrał ni razu wedle tego schematu
i tu się oś druga skrywa tego małego a wielkiego dramatu.

[ 11.11.2020 ]


ZACHODZĄ NIEUSTANNIE ZMIANY NIEZALEŻNIE CZY JE ZAUWAŻAMY

ZACHODZĄ NIEUSTANNIE ZMIANY 
NIEZALEŻNIE CZY JE ZAUWAŻAMY



Miewam niekiedy sny ciepłe, jasne, piękne i stylowe
jakby wątki wzięte z powieści Dąbrowskiej czy Orzeszkowej.

Gdy obmyśliła swe dzieło Dąbrowska,    
przystępowała do znoju twórczej pracy
i ogarniała ją przeogromna troska
o detal, o barwę, o fakturę
wiedziała ile to dla sprawy dzieła znaczy,
cyzelowała słowa aby miały
odpowiedni kolor, dźwięk, temperaturę,
tak wiele na przemian płodnych i jałowych
dni i nocy
ten człowiek na wskroś czujący i myślący
poświęcił by osiągnąć efekt wspaniały
a zawsze co do tego wątpliwości
drobnym makiem jej sny i jawy
obsiewały...
Otrzymaliśmy przebogate, wymuskane literackie fikcje delicje
a to za zwyczaj było jej prawdziwe życie:
jak sama wyznała - wypisała całą siebie,
czy miała potem o czym rozmawiać z aniołami w niebie?
Gdy otwieram jej dzieła jakiegokolwiek księgę
jakbym rzeki rwącej rozpostarł wstęgę
i wciągnięty w jej nurt pierwszym słowem
przepadam z kretesem, tracę serce i głowę
aż po ostatnią kropkę za napisem koniec.

Zostają te dzieła w pamięci i w czytelnika wrażliwości łonie
pomimo, że nie ma ich w aktualnym szkolnych lektur kanonie.
Jakby były do czyśćca wtrącone zakazane i zabronione
a to wygnanie ciągle jest nieprzedawnione.

[ 11.11.2020 ]


niedziela, 8 listopada 2020

ZNAKI

 ZNAKI


Kiedy  zwinnie przeskoczyłeś słońcem zalaną ruchliwą dublińską ulicę
zauważyłem zaniepokojony, że cię nagle nie widzę, że cię nagle nie słyszę
przy sobie, że tak zrobiło się pusto , obco jakby to ocean rozdzielił nas 
na zawsze dla żartu na próbę bo czy ja wiem, dlaczego? I po co?
Tak każdy z nas do tej pory żył zbyt osobno by teraz i tu odpowiedzialność brać
za kogoś nowego ledwo co oswojonego, kandydata na drogiego osobistego
tak najbardziej na serio nieodwołalnie z powodu, że się tego bardzo nad życie pragnie
naturalnie jak oddech, odruchowo jak sięga się po kromkę powszedniego chleba lub po papierosa 
i jak się odgarnia przyklejony wiatrem do okularów babiego lata przelatującego anioła kosmyk włosa.
Oto zatem tak się okazało, że jesteśmy dla siebie kupą ruchomego, siebie ciągle niepewnego piachu
i karykaturą , z kosmiczną prędkością zderzonych dwóch osobnych swoich włanych światów.
I czy coś nas jednak z tego o czym marzymy spotka w życiu, kto zgadnie?
Kiedy zawiadomiłeś, że grunt pod nogami zaczynasz tracić i oparcia swej egzystencji punkt
do wczoraj stabilny i mocny, w swą niezmienność i trwałość niebudzący  żadnych wątpliwości,
że się jakiś przełomowy moment w twoim życiu zbliża a ty nie wiesz jaki zrobić ruch
poczułem, że to może nadchodzi w chaos przystrojony okruch przychylności
dla od tej chwili do końca na zawsze obiecywanego sobie nawzajem naszego razem,
że może to jest ten czas kiedy się zarysowują nieśmiałe szanse spełnienia marzeń,
ale nie mówisz o powrocie, tylko prosisz bym ci kupił rozmówki norweskie i przysłał z porcją gazet.
Spełniłem twą prośbę bo czmu by nie? Ciesząc się po cichu, że cię jeszcze nie stracę,
że przecież jeśli kiedyś tylko zechcesz to do Norwegii też do ciebie  przylecę, przy twym boku stanę.
Ale ostatecznie w starym miejscu złapałeś stabilizującą cię tam, tak potrzebną równowagę.
Wystawiłeś  podanie do losu o prolongowanie spełnienia marzeń niczym in blanko czek lub asygnatę.
Kiedy zabrałeś mnie tam gdzie z czasów dzieciństwa pobytu ślady chciałem sprawdzić
tam też się znajdowało twoje magiczne miejsce, którym się chciałeś przede mną pochwalić
i urodę tego piękna wraz ze mną przeżyć, i nim się jak opłatkiem podzielić 
zdumiewająca więc i zaskakująca zbieżność różnych interesów czy osobnych pragnień
pachała nas niezależnie ale w tym samym radośnie obranym kierunku i ciągnęła na zmianę.
Wycieczkowe bagaże spakowane i możemy się nie przejmować, że słońce w ten dzień leżało na wznak
nad najbliższym naszym światem, najważniejsze że już na miejscu  powiedziałeś do mnie tak:
tu będzie nad rzeką nasz dom, ty jeszcze będziesz smacznie sobie spać ja w ten czas
kupię nam - o tu niedaleko jest sklepik -  świeże pieczywko na śniadanie w sam raz
a ty potem wstaniesz i uśmiechem przywitasz mnie czyli swoje kochanie
a potem wpatrzeni i w siebie i w tę za oknem widoczną rzekę będziemy pić kawę,  tak się stanie.
Przepowiednię tę w ciemno wziąłem jakbyś na najpiękniejszych strunach marzeń zagrał.
Za jakiś czas w tym magicznym twoim miejscu dom rzeczywiście  realnego kształtu nabrał
i z zachwytem i satysfakcją oprowadzałeś mnie po surowym bardzo jego jeszcze stanie
ale zanim to nastąpiło przez dłuższą chwilę podziwialiśmy tę wspaniałą willę stojąc w bramie.
Doskonale wiesz, gdzie będzie łazienka, kuchnia ,salon z wyjściem do ogrodu,  
z przeciwnej zaś strony prowadzisz do w zamyśle wykreowanego zarysu gościnnego pokoju,
tu obok, powiadasz , będzie sypialnia Tomków , tam Niuni, czyli Nicol, tam moja, pośrodku.
Wiem o kim mowa, Tomki to znajomi z którymi mieszkałeś na obczyźnie przez chwilę
Teraz mieszkacie osobno ale spędzacie razem wszstkie święta a przede wszystkim wigilię,
Nicol to ich córka, ale nie sądziłem, że takie są twe najważniejsze ewentualnie powrotne plany
że to wy tu razem bedziecie żyć,  ale nie my obaj ze sobą docelowo zamieszkamy.
Więc gdzie tu miejsce na wspólne życie, te śniadania, picie kawy? Nie byłem drobiazgowy
wówczas ani dociekliwy ale w przeczuciach coś mi niemiło zagrało, no ale ty jesteś światowy,
ja się nagle przy tobie w tym domu poczułem  jak wówczas ulicą jak oceanem od ciebie oddzielony,
zresztą mieliśmy dla siebie tak mało znów czasu, a ty mi może prezentujesz skrót jakiś myślowy,
co ja się będę więc czepiał pokoju, że twój a nie nasz  - dom przecież jeszcze nie jest gotowy.
Nie komplikowałem ani sobie ani tobie tej chwili w której tak wyraźnie dumny byłeś i zadowolony.
Był to jednak trzeci znak, że między nami coś idzie nie tak, że jestem jeszcze nie zdradzony a odstawiony?


[ 7/8.11.2020 ]








czwartek, 5 listopada 2020

ZAWSZE PATRZ W JASNĄ STRONĘ DNIA.

ZAWSZE PATRZ W JASNĄ STRONĘ DNIA




Kiedy deszcz gada
a za oknami snuje się mgła
która bez celu tu sobie szła
przy kawie siadam
drugiego dna
w  swoich wspomnieniach 
szukam choć wątpię, czy sens to ma.
To nie do końca moja gra
nie w mym rękawie skryty as
którym zagrałeś już nie raz
i tylko mój stracony czas.
Zabawną minę robisz znów
tak grasz najlepszą ze swych ról
nie przekonuje stroju krój
bo prawdą jest żeś nagi król.
Zdartą gram płytę
z grecką muzyką
do Pireusu
płynę wraz z nią
z nową nadzieją
żeby coś zmienić
więcej nie tęsknić
i już nie wróżyć z fusów i ksiąg.
Bez zbędnych gestów , zbędnych słów
na szlaku ośmiu szklanych gór
w tygodnia nagłym ósmym dniu
odchodzisz w dal za żalu próg.
Wiem, że nie zagrasz mi już nic
na czterech strunach skrzypiec twych
i żadna pieśń nie wskrzesi już
miłości której wykopałeś grób.
Choć przecież to nie żaden blef,
miłość silniejsza jest niż śmierć
przestało się już tobie chcieć
wszystko co dobre ze mną mieć.
Tylko ci taką radę dam
że gdy zostaniesz kiedyś sam
patrz zawsze w jasną stronę dnia
i nową miłość sobie znajdź.

[ 05.11.2020  inspirowane piosenką ,, Nie chcę narzekać na swój los"]