ZNAKI
Kiedy zwinnie przeskoczyłeś słońcem zalaną ruchliwą dublińską ulicę
zauważyłem zaniepokojony, że cię nagle nie widzę, że cię nagle nie słyszę
przy sobie, że tak zrobiło się pusto , obco jakby to ocean rozdzielił nas
na zawsze dla żartu na próbę bo czy ja wiem, dlaczego? I po co?
Tak każdy z nas do tej pory żył zbyt osobno by teraz i tu odpowiedzialność brać
za kogoś nowego ledwo co oswojonego, kandydata na drogiego osobistego
tak najbardziej na serio nieodwołalnie z powodu, że się tego bardzo nad życie pragnie
naturalnie jak oddech, odruchowo jak sięga się po kromkę powszedniego chleba lub po papierosa
i jak się odgarnia przyklejony wiatrem do okularów babiego lata przelatującego anioła kosmyk włosa.
Oto zatem tak się okazało, że jesteśmy dla siebie kupą ruchomego, siebie ciągle niepewnego piachu
i karykaturą , z kosmiczną prędkością zderzonych dwóch osobnych swoich włanych światów.
I czy coś nas jednak z tego o czym marzymy spotka w życiu, kto zgadnie?
Kiedy zawiadomiłeś, że grunt pod nogami zaczynasz tracić i oparcia swej egzystencji punkt
do wczoraj stabilny i mocny, w swą niezmienność i trwałość niebudzący żadnych wątpliwości,
że się jakiś przełomowy moment w twoim życiu zbliża a ty nie wiesz jaki zrobić ruch
poczułem, że to może nadchodzi w chaos przystrojony okruch przychylności
dla od tej chwili do końca na zawsze obiecywanego sobie nawzajem naszego razem,
że może to jest ten czas kiedy się zarysowują nieśmiałe szanse spełnienia marzeń,
ale nie mówisz o powrocie, tylko prosisz bym ci kupił rozmówki norweskie i przysłał z porcją gazet.
Spełniłem twą prośbę bo czmu by nie? Ciesząc się po cichu, że cię jeszcze nie stracę,
że przecież jeśli kiedyś tylko zechcesz to do Norwegii też do ciebie przylecę, przy twym boku stanę.
Ale ostatecznie w starym miejscu złapałeś stabilizującą cię tam, tak potrzebną równowagę.
Wystawiłeś podanie do losu o prolongowanie spełnienia marzeń niczym in blanko czek lub asygnatę.
Kiedy zabrałeś mnie tam gdzie z czasów dzieciństwa pobytu ślady chciałem sprawdzić
tam też się znajdowało twoje magiczne miejsce, którym się chciałeś przede mną pochwalić
i urodę tego piękna wraz ze mną przeżyć, i nim się jak opłatkiem podzielić
zdumiewająca więc i zaskakująca zbieżność różnych interesów czy osobnych pragnień
pachała nas niezależnie ale w tym samym radośnie obranym kierunku i ciągnęła na zmianę.
Wycieczkowe bagaże spakowane i możemy się nie przejmować, że słońce w ten dzień leżało na wznak
nad najbliższym naszym światem, najważniejsze że już na miejscu powiedziałeś do mnie tak:
tu będzie nad rzeką nasz dom, ty jeszcze będziesz smacznie sobie spać ja w ten czas
kupię nam - o tu niedaleko jest sklepik - świeże pieczywko na śniadanie w sam raz
a ty potem wstaniesz i uśmiechem przywitasz mnie czyli swoje kochanie
a potem wpatrzeni i w siebie i w tę za oknem widoczną rzekę będziemy pić kawę, tak się stanie.
Przepowiednię tę w ciemno wziąłem jakbyś na najpiękniejszych strunach marzeń zagrał.
Za jakiś czas w tym magicznym twoim miejscu dom rzeczywiście realnego kształtu nabrał
i z zachwytem i satysfakcją oprowadzałeś mnie po surowym bardzo jego jeszcze stanie
ale zanim to nastąpiło przez dłuższą chwilę podziwialiśmy tę wspaniałą willę stojąc w bramie.
Doskonale wiesz, gdzie będzie łazienka, kuchnia ,salon z wyjściem do ogrodu,
z przeciwnej zaś strony prowadzisz do w zamyśle wykreowanego zarysu gościnnego pokoju,
tu obok, powiadasz , będzie sypialnia Tomków , tam Niuni, czyli Nicol, tam moja, pośrodku.
Wiem o kim mowa, Tomki to znajomi z którymi mieszkałeś na obczyźnie przez chwilę
Teraz mieszkacie osobno ale spędzacie razem wszstkie święta a przede wszystkim wigilię,
Nicol to ich córka, ale nie sądziłem, że takie są twe najważniejsze ewentualnie powrotne plany
że to wy tu razem bedziecie żyć, ale nie my obaj ze sobą docelowo zamieszkamy.
Więc gdzie tu miejsce na wspólne życie, te śniadania, picie kawy? Nie byłem drobiazgowy
wówczas ani dociekliwy ale w przeczuciach coś mi niemiło zagrało, no ale ty jesteś światowy,
ja się nagle przy tobie w tym domu poczułem jak wówczas ulicą jak oceanem od ciebie oddzielony,
zresztą mieliśmy dla siebie tak mało znów czasu, a ty mi może prezentujesz skrót jakiś myślowy,
co ja się będę więc czepiał pokoju, że twój a nie nasz - dom przecież jeszcze nie jest gotowy.
Nie komplikowałem ani sobie ani tobie tej chwili w której tak wyraźnie dumny byłeś i zadowolony.
Był to jednak trzeci znak, że między nami coś idzie nie tak, że jestem jeszcze nie zdradzony a odstawiony?
[ 7/8.11.2020 ]