czwartek, 30 maja 2024

Życie jak upiorny legat

 Życie jak upiorny legat 


Ani tam, ani gdzieś indziej tylko tu,
ani jutro, ani później tylko właśnie dziś
w twoich ramionach po męczącym dniu
brać oddech, łapać dystans i normalnie żyć
chcę przecież bardzo, ale mogę nie zdążyć
uwierzyć i ciebie przekonać, że to my
możemy spełnić swoje sny 
i serca mojego drzwi tobie szeroko otworzyć .

Wszystko wydaje się tak banalnie proste 
w przemijaniu lat, jesieni, zim i wiosen
a nie możemy się spotkać na powitań rostań moście,
tylko samotności nasze za sobą nie tęskniące jeszcze 
 bo ich nikt kochania szeptem otulić nie chce
beznamiętnie czczą słońca albo deszcze
beznadziejnie na kawę umawiają się na mieście
albo na spacer bez trzymania się za ręce.

Słodki jak poziomki zapach kwitnącej akacji 
dogania slońce pełne przed wieczornego blasku
wiatr całuje nieba chmury w geście adoracji 
ptaków śpiew jest pełen jazgotu i wrzasku
i drze zatroskane zmęczone zamyślenie moje
na strzępy, gdy idę przez wiosny zielone pokoje
upiorny legat to życie w nim się dwoję i troję
i że to wszystko na nic, na koniec się dowiem.

I w gwiezdnym pyle stanę się jakby popiołem
na istnienie diamentów niezbitym dowodem.

[ 27-30.05.2024 ]

czwartek, 23 maja 2024

Nie zauważona

 Nie zauważona 


Miłość tak nie zauważona
przyszła do nas już wczoraj
by odmienić nasz los,
by być z nami
i śmiać się naszym rozterkom w nos,
żeby przy nas wiernie trwać.
Przyszła jak różowy poranek,
jak ta muza natchniona
gdy budziła jutrzenką świt,
jak kochanek
w swoje ramiona 
zagarnąć ciebie i mnie
tu i teraz , właśnie dziś.
Miłość najpiękniejsza ze wszystkich 
jakie zdołasz wymyślić 
dziś podała ci dłoń 
na dłoni serce 
i kruche szczęście 
jak szkło
i nadzieję na cichy port.
Miłość taka pełna czułości 
i zmysłowej piękności
ma dziś dla nas  swój dar
to jest szansa i losu uśmiech nad świat
więc ją bierzmy nim nasz strach
zgasi jej blask.
Ale że przyszła nie zauważona
i nikt nie wziął jej w ramiona,
poszła dalej, smutna i rozdrażniona,
na świat cały i pół obrażona.


[ 09.05.2024 ]

środa, 22 maja 2024

Plagiat

 Plagiat 


Twój każdy nowy plan to z poprzedniego plagiat
coś porzucasz to zaś po to wracasz jak wariat
robisz między marzeniami efektowny szpagat
a z westchnień do gwiazd rozwieszasz plakat
pod chmurami obojętnego coraz bardziej miasta
chociaż wiesz, że nie bardzo to wypada
tak emocjami na lewo i prawo szastać,
że ta gra tej świeczki nie jest wcale warta.

Żyjesz na pograniczu fantasmagorii i blagi
i nie wiesz sam dokąd cię to zaprowadzi
otaczasz się barwnymi wspomnieniami
i nie przejmujesz źle wyciągniętymi wnioskami
absolutnie, tylko przecinek w trzy czternaście stuknie czasami
w kole twojej fortuny jak niefart podkutymi obcasami
i zostajesz jak Waszyngton za zamkniętymi drzwiami
zmiennymi przewiewany wiatrami .

Przyszywasz guzik do koszuli,
którą najbardziej lubisz
w czasie każdej podróży,
przy nawlekaniu nitki oczy mrużysz,
z ukłucia igłą palca pomyślność wróżysz,
znaną pieśń ku pokrzepieniu pod nosem nucisz
jej ważkie słowa raz po raz w niepamięci gubisz
lecz oto taksówka czeka wychodzić już musisz.

Pociągiem jak życiem pospiesznym 
całkowitą rezerwacją miejsc objętym
od wszędzie do nigdzie nieco w sobie zamknięty 
determinacją swoją wstrząśnięty i przejęty
pędzisz, gnasz przez drogi proste i zakręty
w kawałku czasoprzestrzeni na chwilę wynajętym
w starym nowym krajobrazie za oknem rozpiętym
póki głosem zmysłowej podniety poprosi ktoś do kontroli bilety.

Po drodze ktoś wysiada, ktoś się dosiada,
tu świeci słońce tam zaś deszcz rzęsisty pada,
uśmiechasz się nieśmiało do tamtego pana
ale nie następuje wstępnych rewerencji wymiana,
spłoszona nadzieja jakby dostała linijką po łapach,
może źle wybrałeś adresata, a może to nie ta trasa,
dalej jakaś rzeka, jakiś most, za nim mała stacja,
dyżurny przez megafon coś niewyraźnie ogłasza.

Ogarnia cię wrażenie jakbyś tu kiedyś był,
noc cię w tym miejscu zatrzymała aż po sam świt,
w dworcowym barze kawa miała podły smak,
ktoś nieznajomy zapytał czy może, powiedziałeś tak,
coś nie kleiła się między wami rozmowa,
jakby do żadnej myśli nie pasowały słowa 
ale ukradkowy dłoni dotyk spojrzenie waszych oczu
i pragnienie by jego język w ustach poczuć.

A obok baru była ciemna pusta całkiem poczekalnia
za chwilę pełna waszych czułości i całowania 
fruwały do okoła wasze ubrania
i niewypowiedziane pragnienia kochania
drżały wasze nagie ciała pełne pożądania 
oddawaliście się sobie wzajemnie namiętnie bez zahamowania
w upojną noc pełną rozkoszy bez rozczarowania
a na dworze nie świeciła żadna gwiazda ani latarnia.

Świt was rozdzielił bezimiennie na zawsze
lecz to wspomnienie nie daje się zatrzeć 
a pociąg lekkim szarpnięciem opuszcza stację
po stalowych szynach, pantografem wpięty w trakcję,
radosnym gwizdem mijając semafory otwarte.
Przed tobą drogi mniej niż trzy czwarte,
ruchomy bufet serwuje kawę, herbatę
inkasuje należności gotówką i przez kartę.

Wiatr pędem powietrza do okna przykleił zielony liść,
patrzysz na umykający świat przez ten filtr,
gdzieś w oddali snują się jak zaczarowane mgły,
myślisz sobie, że ta podróż ma coś z de javu,
jak powracające nieprześnione uparte sny,
z refleksji wytrąca cię mijanego pociągu świst,
odkleił się od szyby ten zielony liść i znikł,
ty i tak będziesz na czas tam gdzie masz być.




[ 12- 22/23.05.2024 ]

niedziela, 19 maja 2024

Gdy zasnąć trudno : notturno

 Gdy zasnąć trudno: notturno


Podczas kolejnej
niemożliwie bezsennej
wiosennej nocy
pozbawionej polarnej zorzy
z rachunku godzin
przesypywanych
 z dłoni do dłoni 
gdy czas tak goni
niewyspanych
nie wychodzi
żaden prawdopodobieństwa wzór...
...w korowodzie pawich piór 
zwodzonych myśli chór
uderza pięścią w stół 
i spada jak kamieni lawina z gór
i uskutecznia z nożycami niemy spór
a czasu upiór
szczerzy kły
do ćmy
która nie spuszcza ze mnie oka
przyklejona do okna
bezsen uparty
rozdaje karty
układa w wachlarze
niezupełne witraże
źle dobrane wspomnień migawki
niepamięci pułapki
egzotyczne ptaki
wypuszczone z klatki...
a tym czasem 
bez księżyca nad lasem
...nazbyt dobrze się ma
bezsenności stan ...

[ 15-19..05.2024 ]


piątek, 10 maja 2024

Rozrachunek

 Rozrachunek 


Wszystko wskazywało na premedytację 
i skrupulatnie zaplanowaną akcję,
od początku zdawał sobie z tego sprawę,
ale zanim pod odpowiedzialności ciężarem
rozniecił zadość uczynienia pożar,
nim łza za ukochaną znad morza,
nim sumienie wyszeptało do duszy ucha
enigmatyczne dla niego słowo: skrucha,
jak każdy prawie przewiny swej sprawca
zaprzeczył stanowczo bezczelnie wszystkiemu,
powieka nie drgnęła, nie jęknęło we wnętrzu,
i oparł się na sprzecznych i fałszywych faktach.

Jeżeli jest wina, powinna też być kara,
porządek rzeczy tego świata 
i teoria o równowadze w przyrodzie wymaga
żeby rozrachunek się zgadzał.
Oko za oko
cześć i chwała bogom i prorokom.
Jest jednak taka wina
karta losu jak z niemego kina
z arcyludzkiego dramatu
bo słowo ludzkie tego tematu
nawet choćby zaocznie
nie podejmie, nie wyjaśni 
miarą jest zbyt małą widocznie
gdy ktoś nagle wszystkie gwiazdy zgasił
i słońca i księżyce
odebrawszy bezbronne życie.
Cisza niema jak postać fatum 
wydobyta z dna rozpaczy lustra 
dziś ma szare usta
pełne niewypowiedzianego żalu
i szare oczy bolesnego wyrazu
bezbrzeżnie pełne 
bo ktoś 
nie tak obcy na wskroś
wobec niej 
w zimowej na przykład bieli 
niewysłowiony rodzaj zła popełnił
niesłychanie
nieodwracalnie
Potem jej życie potoczyło się wolniej
i już nigdy nie nadeszło zwyczajne jutro...
Odważył się tak podle głupio 
czy stchórzył niedorzecznie ?
Upust dał swojej frustracji?
Poniosło go śladami wewnętrznych aberracji?
Choć to straszne
lecz nie ważne
w obliczu, że zmienił
czerwienią na bieli
jej życie nie do poznania
zbyt trudne do pokochania
jakby nagle to życie przeszło obok
jak zwiewny dym, jak obłok
po niebie nienaturalnie jasnym
i przestało być dla niej czymś własnym
jak bez sensu odebrany jasiek 
bez którego już nigdy spokojnie nie zaśnie
powstała tylko dla niej widoczna rana
dla wszystkich pozostała taka sama
i przyjaciele
w niedziele
nie przestali się kłaniać, pozdrawiać.
Tylko ona musi dobrą miną nadrabiać
tę złą grę którą w zły czas
przyszło jej grać
bo każdy zawsze pozostaje z sobą sam
w sytuacji upiornej jak właśnie ta.
Świat poleciał dalej
po swojemu zuchwale
win rozrachunkami
między człowiekami
nie przejmując się wcale
wytrwale
wszczynać wojny, ogłaszać rozejmy,
dawać bogatym, odbierać biednym
siać wiatry , zbierać burze
i cokolwiek przyjdzie mu do głowy w chmurze.
A wina pozostaje winą
ktoś zbada relację między skutkiem i przyczyną.
Biegli znawcy skrzydła rozwiną
złożą tysiące opinii z poważną miną
z nonszalancką rutyną
oszacują , wycenią , przypieczętują.
I pójdą na wódkę do baru ,,Pod ślepą cholerą"
uczcić , że w swym bilansie wyszli na zero.

[ 06 - 10.05.2024 ]

niedziela, 5 maja 2024

O tobie raz jeszcze

 O tobie raz jeszcze 


Wymyśliłem sobie ciebie,
a ty sobie wymyśliłeś mnie.
Gdzie spotkały się te myśli nikt nie wie,
może w jakimś siódmym niebie,
było to może w środę albo w niedzielę,
ważne, że podarowaliśmy sobie siebie.
Uwierzyłem, że to z tobą w końcu będzie 
moje nie tak całkiem ślepe szczęście
i ty uwierzyłeś w dany dobry znak
przez w letnią porą roje spadających gwiazd.
Obłaskawiliśmy sobą jesienie złote 
białe zimy , wiosny zielone
i lata lip aromatem przepełnione
radość przeplatając i tęsknotę,
od uniesienia do uniesienia
od oczarowania sobą po zdumienia 
napełniając sobą wzajemnie zachłanne ręce,
wzruszeni szeptaliśmy : jak dobrze że jesteś,
marzenia z codzienności światłocienia
wyławiając jak wróżebny plaster wosku
aż po rozstanie nasze i powrót do obowiązków.
Bez wprawy żegnając się :do widzenia
będziemy razem - innej opcji nie ma,
kwestia czasu i spraw do załatwienia,
do następnego Bożego Narodzenia.
I wyjechałeś, poleciałeś na zieloną wyspę,
a ja odwiedzałem miejsca nasze wszystkie
odnajdując wspomnienia wiatrem owiane
i późno jesiennymi deszczami skąpane,
a kiedy mroźna i biała nastała zima
wspólnych chwil pejzaż w ramy oprawiła,
kłam zadając zwątpieniu, że ciebie nie ma
rysując na szybie profil twojego cienia.
Radością się moja tęsknota do ciebie syciła,
śladami kroków naszych mnie wodziła,
echo wyznania,że kochasz wiatrem przynosiła,
i w ten sposób nie karą a nagrodą była.




[ 04-05.05.2024 ]


sobota, 4 maja 2024

Stara fotografia

 Stara fotografia 


Stara fotografia 
kadr czarno-biały 
bez zaklęć nasza magia
ty beztrosko roześmiany
czułości chwila 
zatrzymana
by ją wspominać
nie spłoszył jej
rozbłysk flesza
migawki spust
z sekundy zabicia 
rozgrzesza
dotyk twoich ust
twojego pocałunku tajemnica.
Fotografia stara
czarno-biały kadr
nieznacznie wypłowiała
zachowała twych oczu blask
i ciepło którego dziś brak
gdy rozdzielił nas czas
i każdy z nas
jeszcze raz
dobija się 
do nowego szczęścia bram
gdzie kapryśnych bogów gwar 
gdzie w tych stronach nieznany mag
zgrane karty losów rozdaje nam.

[ 04.05.2024 ]

Przyjdź do mnie

 Przyjdź do mnie 


Przyjdź do mnie dziś chcę cię całować
nie ważne to jaka jest pogoda
a ciągle mi za daleko do ciebie
i czarny kot drogę znów przebiegł.
Przyjdź do mnie przyjdź będziemy się kochać 
zmysłowo i we wszystkich miłości pokojach
gdy po nocy nastanie świt zaczniemy od nowa
za razem raz tonąć w swych nagich ramionach.
Przyjdź do mnie przyjdź do tańca poprowadź
jak w ciszy dzwon od szeptu do słowa 
od stanu pragnę do stanu kocham
zrób ten pierwszy krok, nie będziesz żałować.
Przyjdź do mnie przyjdź myślami cię wołam
jak stara pieśń i nowa przygoda
jak szansy cień co w końcu nas schowa
jak prosty szlak na życia krętych drogach.

[ 01- 04.05.2024 ]

środa, 1 maja 2024

Było, jest, będzie...

 Było,  jest, będzie...


Nie wiesz nic
albo tylko grasz
snujesz nić 
która by złączyła nas.
Niby nic
przypadkowo jesteś tu
piszesz list
najpiękniejszych szukasz słów.
Tyle słów
pięknych tak jak kwiat 
który już 
zakwitł ten jedyny raz.
Zatem pisz
o marzeniach twych 
że od dziś 
tylko ja jestem w nich.
Poznać chcę ciebie człowieku
o pięknym uśmiechu
w jego blasku oglądać świat
Poznać chcę pełnego sekretów
i czułego szeptu
twoich warg
smakować chcę.
Poznać chcę ciebie człowieku 
o pięknym spojrzeniu 
oczu twych co zapiera dech
Zatrzymaj na chwilę życie w biegu
i dla nas zatrzymaj czas
spełnij sny twoje i moje
zgaś niepokoje
oddal strach.
Życia dwa weźmy w swoje ręce,
czego jeszcze można chcieć więcej?
Niech miłość tu przyjdzie raz jeszcze
jak światło dnia, świtu rześkie powietrze.
Niech łzy rozterek i zwątpień obetrze,
niech tu z nami pozostać na dłużej zechce.


[ 29.04.2024 ]