niedziela, 29 grudnia 2019

ZWYCZJANY POŚWIĄTECZNY DZIEŃ

ZWYCZJANY POŚWIĄTECZNY DZIEŃ



W  dzień zwyczajny poświąteczny pierwszy z brzegu zaraz

jak spóźniony czasu znak  śnieg drobny zaczął na świat najbliższy padać
spadł tu wraz z wiatrem niby chąc o czymś nagle  pogadać
albo żeby plotki ze świata jakieś szalone niezwłocznie przekazać,
słońce się bez powodu niemożliwie w ten dzień guzdrało, 
jakby tematu do rozmowy na to spotkanie nie miało, szukało
a gdy się światu na strunie srebrnej widnokręgu pokazało
śnieg do ciepłej przytulony ziemi 
sobą być przestał,stracił rysopis  i  rozmowny już taki nie był
i tylko tęczowymi kroplami w słońcu się mieni
a kawał świata , mając go wciąż za plecami tyle co przed sobą. przebył...
I nagle mój telefon na półkę w nadstawkę biurka schowany
przemówił drżąco-brzęcząco o taki przypływ wiadomości nie podejrzewany
a moje jestestwo struchlało, oniemiało bo to chyba w końcu -  ty?
to przecież ty jak nikt inny wysyłasz tak wiele esemsów naraz
ale jestem w pracy, podekscytowany , ale jeszcze ich nie otwieram teraz
więc jednak do końca kto mnie tak wiadomościami zasypał z rana
pewności poza pewnymi przeczuciami jeszcze nie mam
tylko nadzieja potwierdza nieśmiało głosem serca w duchu zapytana 
chociaż zawiedziona zdradzona ale jakby ciągle w tobie częscią siebie zakochana.
dzień  jak to w piątek zwykle bywa wlecze się i  dłuży
szybkim biciem serce krew we mnie burzy i burzy
oczekiwanie niecierpliwe spokojowi absolutnie nie służy
ignoruję zatem służby regulamin i obsługi standard
zasady dobrych manier odkładam na chwilę na bok
odbywszy sam ze sobą kilka szybkich narad
sprawdzam i już wiem bez wątpliwości żadnych, że to ty,
otwieram ale to o czym mi raczysz dzisiaj pisać to szok co krok
Sms mógłby być praktycznie  jeden 
ale po twojemu jest ich chyba siedem
ja ci na to odpowiadając wyślę co najwyżej - trzy.
ale przecież cała rzecz nie w tym.
W pierwszych słowach mi zarzucasz
że się po mnie tego nie spodziewasz
a tu proszę, a tu jednak
bardzo gruby twoim zdaniem nietakt
że życzyłem świąt wesołych
i spełnienia dedykacji opłatkowych
tobie i miłości twego życia nowej
ale w czym ta potwarz trochę się motasz choć to nie grzech
i w brew sobie nie obracasz tego w serdeczny twój śmiech
no trudno , ty czasem nie lubisz rozmowy zbyt rzeczowej
nie ubierasz swych racji w konkrety
więc tylko przewijam wiadomość, myśląc - niestety
nic mi nie tłumaczysz , więcej o tym pisać nie chesz
jakieś sedno swych pretensji do mnie skrywasz
temat szybko - jak to ty, w podobych sytuacjach - zmieniasz,
nie chcesz abym cię zrozumiał i się teatralnie dąsasz oraz gniewasz.
I w ton zniechęcenia , że to ja cię zawsze nie rozumiem, uderzasz
(jak w płacz ta  fontanna na  samym środku skweru 
gdzieśmy razem herbatę pili podczas pięknego spaceru)
ciągle nie wiesz czy grasz kapryśną księżniczkę czy dzielnego rycerza
i taki  popis  sprzecznych emocji i egzaltacji  twoich
wrażenia na mnie chwilowo żadnego nie robi
siejesz mak chociaż nie wiesz jak, 
negujesz mój zastosowany do ciebie żart
a ja się denerwuję, że w rozgrywanej ze mną partyjce kart
podstępnie używasz tych pozbawionych rysunków figur
i ciągle zmieniasz znaczenie prostych słów i  ustalochych reguł .
Ale jeszcze są szanse, tak mi się wydaje, 
że przebrniemy przez to wstępne przekomarzanie
w sumie tak wyglądają niektóre nasze rozmowy
ale dochodzimy do jakiegoś sensu sprawnie
dziś jednak dostrzegam zmianę, jakiś obcy odcień, koloryt nowy. 
Robisz mi w ten sposób  z mózgu pianę z przewagą bąbelkowej wody
i się dziwisz, że znowu cię źle albo wcale nie zrozumiałem.
zawracarz patykiem rzekę ,odwracasz kota ogonem na wznak
jak zwykle się niepotrzebnie czepiasz, tam gdzie powodów do tego brak
że się nie dogadamy wymowny to znak
a jeszcze to jedno twoje do bólu arcyoczywistości dobitne ostatnie zdanie
że mój numer telefonu z twoich kontaktów jest od miesiąca wykasowany -realnie.
Zastanawiam się, skąd zatem wiesz, że to było na pewno moje do ciebie pisanie?
Po co zatem ta cała bezdźwięcznie rozdźwięczna rozmowa?
Tylko tyle wart byłem twojej uwagi,by mnie tak łatwo wykasować? 
Zrobię chyba to samo, aby dać ci tego samego posmakować
nim słońca droga w odcieniach purpury, złota i fioletu zdąży się schować
po drugiej stronie lasu za morzem pełnym moich win by do jutra przenocować
zgiełki ulic wielkich oraz średnich miast 
obrót spraw na dobry odmienić szast-prast
przytulić szepty i niewypłakane łzy, 
rozbudzić i porozdawać sny
chociaż przecież słońce nigdy nie przestaje wędrować i nie chodzi spać
nawet za te gęste drzewa, gdzie przeważnie sosna,świerk, brzoza i topola
w których czasem echo, czasem sowa z ukrycia zawoła
wśród wieczornego hałasu oszalałego wiatru,
który tak uparcie mieli kruszce cennych chwil na żarnach czasu
by im życie mogło nadawać nowy kształt z nutą smaku i blasku
a czasami smutku i cienia.
I ani żegnaj ani do widzenia  i nic więcej do powiedzenia.


[29-30.12.2019]








czwartek, 26 grudnia 2019

ZAPOMNIAŁA JEMIOŁA KTO SIĘ POD NIĄ CAŁOWAŁ

ZAPOMNIAŁA JEMIOŁA  KTO SIĘ POD NIĄ CAŁOWAŁ



Chyba tylko jeden raz były takie zimowe  święta

że cię skromne moje domowe pokoje i progi
z radością i wzruszeniem gościły, pamiętasz?
Czym dom bogaty , czym ubogi
pragnął stać się  domem twoim
choć się ani specjalnie krygował ani stroił
bardzo liczył na to że swą prostotą
i oczywistością swojej zwyczajności
przytuli , przygarnie
jak ramionami ciepłej bliskości
na ziemi pokój i chwała na wysokości
że rozkocha cię w sobie bezgranicznie i na zawsze
czarną kawą a po niej śniadaniem.
Zawsze cię rozczulał mój wewnętrzny spokój
i życiowy minimalizm
szeroko i rzeczowo objaśniasz i tłumaczysz
że ci tego potrzeba choćby raz w roku
i tak miło, że masz to przy moim boku
Bóg się rodzi
maleńka miłość odważnie przychodzi
a szampan się chłodzi,
promienista łaska
bezbrzeżnie bezpańska
za pysk zbłąkane nadzieje
wodzi na ustawiczne pokuszenie
ogień krzepnie moc truchleje
Święta Matka chociaż płacze to się śmieje.
Podczas spaceru pod nogami skrzypi śnieg
do okoła skrzy się w słońcu jego biel
i las cały rozbrzmiewa radosnym dzieci śmiechem
co w naszych sercach i oczach odbija się refleksem i  echem
Dziś kiedy przy świątecznym stole
chleb bielusieńki na wieczerzę kroję
w kręgu ciepłego światła lampy stoję
że to są  pierwsze bez ciebie święta
już się tego absolutnie nie boję
jemioła zielona już ciebie  nie pamięta
ani naszej pod nią skrępowanej namiętnej czułości,
nawet wyślę tobie i nowej twej miłości
świąteczną serdeczną dedykację
cokolwiek robisz napewno masz rację
więc niech się spełnią twe marzenia nowe
i życzenia wasze wzajemne opłatkowe.
Podczas spaceru nie ma śniegu
i nie słychać niczyjego śmiechu
odzywają się wiatr i ptaki w lesie
które starciły orientację czy to wiosna czy jesień.

[ 25-26.12.2019]


czwartek, 19 grudnia 2019

ZDARZENIA NIEPODOBNE

ZDARZENIA NIEPODOBNE



Kiedy księżyc srebrnolicy 

kładzie się spać w błękitnych płatkach nieba
i pozdrawia słońce, które się tego nie spodziewa
odległe wspomnienie przysiada na kościelnej dzwonnicy
a długorzęsa poranna zorza
powabne powieki podnosi na świat znad spokojnego morza
które jest jak Szecherezada
nigdy nie przestaje opowiadać
wiatr  po nieprzespanej nocy
o korony drzew rozczesuje poczochrane, splątane włosy
zmęczone zaś oczy
obmywa w kroplach rosy 
ale już nie ziewa w niebogłosy
a nim się ptak radośnie rozśpiewa
zdaje mi z podrzuconych mu przez ciebie słów
na które ja tak czekam wciąż niecierpliwie tu
relację z pewnego  z twojego życia zdarzenia,
że oto jedziesz odebrać korespondencję 
do domu, w którym nie mieszkasz przecież ponad rok,
wspomnieniami myślom dajesz zajęcie
nie przeczuwasz losu niespodzianki,
patrzysz na drogę  przez rzęs firanki
spojrzeniem czujnym jak ptaki
które całe życie kombinują, pilnują by nie dać się złapać do klatki
przybywasz  do  tego znajomego miejsca
i niech ja zgadnę kto ci otworzył drzwi
bo dla ciebie to był potężny szok
bliski prawie zawałowi serca
nie, nie zgadnę kto to mógł być
bo ja tam będąc z tobą, znałem tylko ciebie,
a przecież nie była to Tina Turner,
a ty mi z przejęciem mówisz, że to byłem całkiem drugi ja.
Chętnie wierzę gdyż podobną sytuację przeżyłem sam.
To był środek letniego dnia.
Jeszcze donośnie gwarzył się gwar
w przystankowej wiaty  się skryłem  sień
a może mniejszy był tam powietrza skwar
jaskółki i mewy z wronami 
w przelotach pomiędzy drzew katedrami 
skrzydłami raz po raz cięły powietrze
wróble nie wychylały się przezornie, nienaturalnie grzeczne
chociaż kusił je bardzo lipowym aromatem nasycony skweru cień
w atmosferze coś intrygującego było
w ramiona mnie to wzięło i przytuliło
jakaś nieokreślona radość z życia ale wraz z nią cichy żal
że stoję tu tak beznadziejnie sam, bo ty gdzieś daleko tam..
dzielnie walczysz o swój byt, swoje miejsce i świat, 
że tak wielu pięknych chwil nie mogę ci dać
błyskawicznym telegramem na poste restante
a nawet z kontem na isntagramie nie jest to łatwe.
W czyimś aucie zbyt głośno radio gra
nadmiar decybeli w rozgrzanym powietrzu robi dziury,
jakaś para całując się czule niespiesznie sobie szła
a pod nogi ich sfrunęła kawiarniana papierowa serwetka
Aż nagle mój wzrok przyciąga znajoma sylwetka.
Ma ten  sam wzrost, tę samą ma  fryzurę 
i jak ty wdzięcznie seksowną figurę
Takie same gesty i podobny kroków rytm, 
tak samo patrzy w górę, jak spoglądać lubisz ty gdzieś poza chmury
ten sam ubioru styl, no daję słowo, wypisz - wymaluj- ty
i przecież wcale mi się to nie śni,
niczego co zmienia świadomości stan jeszcze nie piłem,
zjawisko znam ale  nie całkiem rozumiem
i dziwnie mi z tym
to zdumiewające
a na swój  sposób wzruszające
patrzę na kogoś, kto jest tak z tobą identyczny 
że podobieństw nie sposób wyliczyć
a jednocześnie wiem, że to nie ty.
Dzwonię do Ciebie
a ty stąd dwa tysiące beszczelnych mil 
odrzucasz połączenie jakby nigdy nic
bo masz na dziś przekroczony limit
w abonamencie wolnych dla mnie chwil
i tę pewność, że ten moment wybaczę ci...


[ 19.12.2019]






sobota, 7 grudnia 2019

ZIELONE ŻÓŁTE CZERWONE

ZIELONE  ŻÓŁTE  CZERWONE



Czerwone to tylko sugestia

więc dociskasz gaz,
uśmiechasz się jak piękna bestia
z poczuciem tryumfu bujnego jak las
z posmakiem zwycięstwa
niesie cię  w świat radość twa.

Zielone znaczy - przyjdź,
czerwone - nie ma na to zgdody
a żółte - jeszcze nie , ale będę gotowy.
tak chce się żyć, być, śnić a taka wątła nić.

Tęskniłem za tobą z ochotą
tak dobrze mi było
mieć tęsknić do kogo.
Lecz w jedno popołudnie
zwinnie precyzyjnie po twojemu cudnie
zbierasz z mojego wyobrażenia
że jest jakieś uzgodnione wspólnie
"my" bez jednej gwiazdki zastrzeżnia
tylko wszystko  co twoje.
Słownie pięć minut ci wystarczyło
i już cię poprostu zdumiewająco tu nie było.

Czerwone to była sugestia
weź oddech i przestań
uderzać pięściami w stół
lecz w rozpędzonym potoku słów
kropki nie potrafisz zrobić
a ja nie mogę nic tu wtrącić
jeszcze nas z tego wybronić.

Czerwone - proszę, zdecydowanie nie,
żółte- tak bardzo pragniesz mieć z głowy mnie 
zielone? a jakie to teraz ma znaczenie ...
a reszta ma w herbie bezbronną łzę i milczenie

Znów się czuję bez sensu
jakieś słowa wyrywam z kontekstu
bez podtekstu i bez pretekstu
W pięć minut skończyła się nasza miłość
już nawet cienia tu twego nie było.
Zostały wspomnienia ,
w popielniczce dym z papierosa
i w perspektywie przyszłość osamotniona.

[07.12.2019]



ZDJĘCIOWY REPORTAŻ ZWANY WIZJĄ LOKALNĄ Z MIEJSC DOTKNIĘTYCH WYOBRAŹNIĄ

ZDJĘCIOWY REPORTAŻ  ZWANY WIZJĄ LOKALNĄ 
Z MIEJSC DOTKNIĘTYCH WYOBRAŹNIĄ



Rozglądam się po piętrach kamienicy
w znanej i nieznanej okolicy
którą budowali w licznych trudach
przeciwnicy i zwolennicy
od piwnicy poprzez strych aż po dach
a to mojej wyobraźni niewinny gmach
mogę tam , nie wiem czy bezkarnie
grasować na jawie i we snach
i czuć się albo dobrze albo marnie.
Gdy spoglądam poprzez lewe ramię
widzę schody, które wiodą w górę
gdy się nimi wspinam idę do nikąd albo do wszędzie,
paranoja tkwi w pozorach i  obłędzie
najpierw strzela w głowę a dopiero potem, ostrzegawczo w chmurę,
król pik z rękawa króla karo asa trefl wydobędzie
nieważne co obaj bardziej mają na względzie
więc z ich przygody już nic więcej nie będzie
intuicja lekceważy wszelką wiedzę
wiedza pragnie mieć konkertny dla siebie oparcia punkt
niż przeczuć najbarwniejszych zbiór
perspektywa chce się wesprzeć na panoramie
ale nie chce się całować podczas deszczu w bramie
ani serdecznie mierzwić czupryn na powitanie/pożegnanie
po drugiej stronie schody do zbiegania w dół
zgodnie z sobą samym albo sobie na przekór
żeby jak najszybciej od czegoś uciekać
albo jak najprędzej do kogoś przybiegać
a na ich końcu jest zazwyczaj nigdzie
a czasem tam jest wszędzie
lecz niekiedy dochodzi się nimi gdzieindziej
gdzie dama karo z waletem kier
w przebogatym reprtuarze swoich gier
wypadają blado w każdej z ról
chcą zachłannie wszytkiego nie dzieląc niczego na pół
cóż, że oboje uwielbiają chodzić nago po ogrodzie
i się upojnie całować o słońca wschodzie i zachodzie
bez względu czy to ciągle w modzie
czy wychodzi poza dobry ton
ani ona dla niego ani dla niej on
ale nagle zatrzymuję się przy windzie
legendarna, kultowa i wciąż na niezłym chodzie
tylko czasem trybami sobie pozgrzyta
a to niby zła albo niewyżyta
albo się zacina i staje pomiędzy piętrami do nieba
oczy chytrze na to  przymyka 
eklektyczna metafizyka.
Gdzieś za węgłem jest drabina,
po której można do marzeń się powspinać
choć żadnego szczebla w niej nie ma.
Są pokoje przestronne strzeliste
myśli w nich jasne przejrzyste.
A tam  dalej na drzwiach sali przed zakrętem 
zamiast treści : zaraz wracam
napisana niezbyt sympatycznym atramentem
jest kartka z informacją ,,właśnie z sobą się nie zgadzam,
trwa narada, nie przeszkadzać".
A w kąciku tym bliżej od ulicy, niewygodne spanie
ma uszykowane nadużyte zbyt wielokrotnie zaufanie
na półpiętrze, kwiatem rumianku z liściem mięty
reperuje reputacja wizerunek swój nadszarpnięty.
Nie widzę nigdzie komórek do wynajęcia
a wszędzie znajduję z pamięci powyrzucane zdjęcia
Teraz w strzępy je drą czystą euforią podchmieleni lunatycy.
Potem będą składać, pasować,sklejać-tacy fotografii fanatycy.
Gdzieś odkrywam nagle ślad dawno zatartych prawd
jak zapomniany czarno-biały kadr
Zahaczam głową o wysoki pułap całego świata wad,
straciwszy równowagę chwytam się wąskiego marginesu tolerancji.
Och, jak ja nienawidzę tych przymusowych akrobacji.
W niezłym myśli rozgardiaszu na poddaszu
na kanapach zwątpień w ich pluszowo miękkim zamszu
rozgościły się marzenia niecałkiem nowe
i zachodzą sobie w moją starą siwą głowę
co z tym ewentualnie zrobią
a to nie jest ich najmocniejszą stroną
bo znalazły przewiązane wstążką czułych westchnień 
stare receptury na udane zaklęcia miłosne
i sekerty jak odnaleźć zaginioną uczuć przestrzeń
i teraz coś tam do siebie chichoczą radosne
jak biedronki na zawilcach na wiosnę.
Pójdę w ten labirynt dalej jeszcze
gdzie ciekawość,oczy, nogi niosą
odnajdę coś co mnie uwzniośli względnie moralnie podeprze,
jakie mnie jeszcze widoki i emocje zaskoczą?
zagniewają ? zniesmaczą? zauroczą?
Gdy wychodzę  z wyobraźni mojej gmachu
ze zdjęciami jak z wycieczki do egzotycznego kraju
nie ma  na nich ręką czasu machniętego autografu




[6-7.12.2019]

środa, 4 grudnia 2019

ZOBACZYĆ W KTÓRĄ STRONĘ


ZOBACZYĆ W KTÓRĄ STRONĘ 



wstałem dziś wcześniej
aby dłużej pochodzić po lesie
sprawdzić dokąd licho mgły poniesie
i podsłuchać jakie pieśni
między drzewa niesie wiatr
i zobaczyć w którą stronę
przez słoneczną pozłotę
i rozcapierzoną drzewa koronę
uchyla się okno nieba na mój świat
bo się trochę boję tego dnia
co przyniesie mi sam
jaki wobec tego okażę się ja
czego się o sobie dowiem
czego mi nikt nie powie
a dziś są właśnie imieniy twoje
i od samego rana
solenizantko kochana
wielkie czarowanie robi wiatr na chmurze
by ci podarować najpiękniejsze róże
jak te z ogrodu na planecie Małego Księcia
choć to trudne do pojęcia,
więc nadstaw ucha
i posłuchaj
bo za chwilę w okno twe zapuka
tak naprawdę, nie na niby
by się wszystkie twoje marzenia spełniły

[04.12.2019]

wtorek, 3 grudnia 2019

ZŁUDZENIA

 ZŁUDZENIA



Tak ładnie choć niemądrze łączyła nas dal.

Im więcej czasu mija
w którym się do mnie nie odzywasz
tym mniej mnie ciekawi
jak się toczą twoje sprawy
jakie wyniki
dała gra w piki
po lustra drugiej stronie 
jaką igłę w stogu siana
znajdujesz szukając od wczesnego rana
na przyrody szczodrym łonie 
i czy ta mgła znad rzeki była tobą pijana
oszołomiona, oczarowana
jaki wiatr czterolistną koniczynę wplatał 
w wianek szczęścia na twoje skronie
komu uśmiech posyłając przez powoje
rysujesz w powietrzu serce i piszesz love
a może wyśpiewujesz strofy kujawiaka
w którego refrenie tak wiele jest o buziakach...
mnie  już nie w głowie  lody malinowe
bo nie patrzysz  już w oczy moje bławatkowe,
a czasem mi tego brak,  może trochę , że to tak - żal
Tak ładnie choć niemądrze łączyła nas dal
a kiedy zaczęła machać do nas bliskość
to między nami skończyło się nagle i nieodwracalnie wsztstko.
Choć więc od dawna nie masz mi nic do powiedzenia
waham się zastosować wobec ciebie łaskę - niełaskę zapomnienia
ciebie nawet nie obchodzi,
że już choćby w snach do mnie nie przychodzisz.
Ale od czasu do czasu  widuję słońce
znad zatoki i lasu wychodzące
tak się sobie przyglądające 
rozpromienionym coraz mocniej wzrokiem
w coraz wyżej rozświetlanych lustrach okien
rozsypujące refleksów rozbłyski po trawie
przyłapujące mnie raz po raz przy porannej kawie
kiedy się zamyślam albo marzę
o tobie o nas choć już jest po sprawie.





[02.12.2019]




sobota, 30 listopada 2019

ZAGŁASKANIA NA ŚMIERĆ- NIE POTRAFIĘ TEGO CHCIEĆ

ZAGŁASKANIA  NA ŚMIERĆ- 
NIE POTRAFIĘ TEGO CHCIEĆ



Często pojawia się na tak zwanych pierwszych randkach

albo w internetowych czatach - pogadankach
na bliższe tematy w rozpoznawczej rozmowie zajawka
coś jak  pytanie , albo zagadka
,,ale mi powiedz co lubisz tak najbardziej, najmocniej?"
i dla mnie jest to, chociaż z pozoru kwestia niewinna, a oczywista 
na swój sposób i logiczna w pewnym sensie
a jednak coś jaby klatka -  pułapka.
Chcąc odpowiedzieć najjaśniej i najprościej
nie wynajdując słowa - figowego listka
dam ci do ręki do arcydoskonałej zbrodni wyborne narzędzie
Gdy ci zgodnie z prawą szczerą, szczerze powiem
że lubię najbardziej dajmy na to by mnie głaskać
ale wstaw tu sobie dosłownie cokolwiek
to ty  w myśl tego ujawnionego pragnienia
zagłaszczesz mnie najwspanialej a jednak   na śmierć
w piekło męki się zmieni spełnianie marzenia
i nawet o to pretensji nie będę mógł mieć.
Od zawartego w pytaniu kluczyka - haczyka
 nieco zatem w bok umykam
lecz odpowiedzi  nie unikam
już mi alternatywna trochę przewrotna riposta świta
,, moja droga/mój drogi - jestem życia swojego artystą
i rajcuje mnie w nim nieomal prawie wszystko
to nie jestem typu sado/masochistą
chociaż czasem karkołomnie ochoczo rzucam się w to moje życie
choć ono samo często mocno bije
prosto w serce, to znów w skroń
ale zawsze potem poda swą przyjazną pomocną dłoń
i tak mnie oto  zawsze ma w garsci
że już przestało mnie to martwić;
czasem pragnę czegoś jawnie albo skrycie
czasem powiem, ale nie wierzycie
więc spoglądam w herbaciane fusy do szklanki
albo podziwiam gwiazdy bezchmurną nocą
przyglądam się rysunkom chmur w biały dzień
romantycznej dali otwierającej  całą przestrzeń
dla wszystkich marzeń oraz chceń
a także niekoniecznie pobożnych życzeń
skrobnę czasem piórem coś na połaci biełej kartki
co jest moim  w życiu ulubionym fetyszem 
popielcowe środy i tłuste czwartki,
patrzenie w oczy, dotyk dłoni, przytulenia, pocałunki,
intymny szept , szaleńswto nocy, łagodne poranki
uśmiech podany do kawy filiżanki.

[30.11.2019 ] 



wtorek, 26 listopada 2019

Z LANEGO NA WODĘ WOSKU WSZYSTKIEGO PO TROSZKU

Z LANEGO NA WODĘ WOSKU 
WSZYSTKIEGO PO TROSZKU




Gdy się wróży z wosku

niektóre znaczenia widać tak po prostu
prawie realnie i dokładnie
jak rzekę z niewysokiego mostu
i jak kamienie na tej rzeki dnie
inne szczególy lampka wina wyłania 
choć innemu komuś potrzebna będzie latarnia
gdy cicho drzwi logiki zamyka wyimaginowana klamka...
Gdy się z wosku wróży
to jakby się  bylo   w niezwykłej podróży
po świata siedmiu zakamarkach;
zagubieni i odnalezieni w rozlicznych przesiadkach
na rozdrożach i bezdrożach tak jak w perskich bajkach ...
Nie wiem jak ten los to wykombinował
które gwiazdy w uszko szeptem bajerował
a którym przez chwilę oczęta całował,
z której Apolla komnaty 
pozbierał mgławic brokaty
czy u wyroczni pilnie terminował?
czy ostatecznie dobrze to wycyzelował ?
Księżyc  też we mgle niekiedy chodzi
i po nie swoich sprawach palcami wodzi
Z pierwszego  spojrzenia mi wychodzi,
kształt jakby łodzi, i co?  jesteś z Łodzi?
Cóż, trudno, ale  nie szkodzi, 
niech to nadziei naszych nie chłodzi
Nie jesteś z Łodzi? 
a to też nie szkodzi, nie ma czego żałować
może to znak, że będziemy do siebie wiosłować, żeglować
a jeśli w dobrym, ku sobie kierunku, to może nawet dryfować
aby wszystko dobrze było losu w tym głowa
i przeznaczenia robota koronkowa
Ja jestem z Podhalańskiego Makowa...
będziemy rzeczywistość po swojemu kształtować.
Na spotkanie w połowie drogi chętnie się zgodzisz
i natychmiast oczywiście zechcemy sobie samym coś ogłosić
że my  głowy w chmurach będziemy nosić
po południu włoską kawę niebieskimi marzeniami słodzić
bo pozostaniemy wiecznie młodzi,
mimo siwiejących wdzięcznie skroni,
czas nas może  dogoni ale nie przegoni
i niczego nie zabroni,
bo my razem z dłonią w dłoni
urody życia, miłości, seksu będziemy bezkarnie nadużywać
damy sobie radę gorzkie prawdy po imieniu ponazywać,
bez żenady na ulicy albo w kinie do utraty tchu się całować
a na jutro w żadnym razie niczego nie planować
i przed deszczem nie będziemy się po bramach chować.
Nie damy się wpędzać w poczucie winy
zignorujemy wiedzę spod znaku skutku i przyczyny.
Ominiemy łukiem szerokim (nie)bezpieczne brzegi wyspy rutyny.
Co nie wyjdzie - nie będziemy tego żałować
tylko znajdziemy na to  sposób by to w przyszłości ulokować
ty mi powiesz, ja ci powiem : prowadź.
Prozę życia zmienimy w poezję
mamy do tego humor, fantazję, finezję
śmiechem rozproszymy wszelkie cienie
pstrym myśleniem w szary dzień
ja zainspiruję ciebie a ty mnie.
najbliżej nam zawsze będzie
niewątpliwie do siebie
gdzie nas wzrok poniesie.
Obyczaje wymyślimy nasze własne 
i reguły proste, jasne.
Będziesz zasypiać bezpiecznie przy moim boku
a ja się wzruszę obserwując snu twojego spokój.
Przytulę policzek do twego pępuszka
i zasnę przy tobie wiedząc, że jesteś jak dobra wróżka,
obudzimy się mocno w siebie wtuleni
jakby na nasz sens zabraknąć miało przestrzeni,
nie potrzebne będzie śniadanie do łóżka
i nie w tym rzecz - nie myślę o okruszkach,
lecz o tym, że trzeba by się na chwilkę rozstać
a ja tak pragnę jeszcze w tej pozie na dłużej z tobą przy tobie pozostać.



[25-26.11..2019]

środa, 20 listopada 2019

ZAGONIONY JEST CZŁOWIEK BEZ WZGLĘDU NA PŁEĆ I WIEK

ZAGONIONY JEST CZŁOWIEK 
BEZ WZGLĘDU NA PŁEĆ I WIEK




Gdy ci źle to nad  smutkiem twym Krystyna

z uśmiechem parasol pogody ducha rozpina
więc nawet polubisz preludium deszczowe Choipna
i poprzeglądasz zaproszenia na aktualne wydarzenia
porzucając chwilowe zwątpienia.
Umawiasz się na różne cuda - wianki
do poprawnie rozmarzonej Janki.
Na paluszkowych przekąsek szał
szarmancki Wojtek  zaprosić cię miał
ale zapomniał i plamę dał
i przez tydzień twych telefonów się bał,
choć ty nie pamiętałaś już tego.
Zastanawiam się co ty masz do Antoniego,
że tak często chodzisz do niego,
a nie mówisz mu cześć kolego?
Jakbyś szukała dnia zgubionego.
Albo jakież są twe interesy
do nie bezinteresownej Teresy?
Tak na serio, czy dla checy?
Czy nie wyprowadza cię na jakieś mroczne marginesy?
Bo jej się tak często niechcący pomylą konteksty.
A stale się mnożą ku temu preteksty.
Białe kłamstwo myli z białą prawdą
i ma reputację raczej marną
ale się przyjaźni z Martą
a ty z jego mamą i oraz tatą.
Wyśmienicie zna się na komputrze
ot ten cały oryginalny Leonardo.
Tomek się przegląda w lustrze
ćwiczy przysięgę, czy groźbę ,,nigdy już cię nie opuszczę"
a ty nie chcesz oplątywać się człowiekiem- bluszczem
a że ze Szwecji no to cóż że.
Czasami tęsknisz za Alicją
a ona się uśmiecha w oknie
z firanką gęstą jak mleko
i czego darować nie umiesz sobie.
że nie za jej tajemnicą,
do niej ci zawsze za daleko 
jej zgłębianie nie jest twoją ambicją.
Zżyłaś się z Barbarą
jak z prawie wyleczoną nerwicą,
odmierzasz  świat źle wyskalowaną miarą
i zmęczoną źrenicą
i w krzywym zwierciadle odbijasz
kiedy poprawiasz makijaż
czasem sprawdzasz lakmusem 
gdy się mijasz na zebrze z Mariuszem.
On niesforną czuprynę rudą chowa pod stylowym kapeluszem.
A co z Marią?
Szalony, spontaniczy szlachetny subtelny  Idzi
nie krytykuje, nie ocenia i z nikogo nie szydzi
ale nikt nie wie dlaczego się wstydzi
a może tak właśnie się boi , że go ktoś skrzywdzi?
Ciekawe, jak tę kwestię rozstrzygnie
co rusz czymś innym rozgniewany Zbigniew?
Masz jakieś sprawy do załatwienia u Beaty
ale nie masz czasu by się napić z nią herbaty.
U Krzysztofa rozbolała cię głowa
a nie pomaga pastylka miętowa
i się nie klei ta od dawna zaplanowana rozmowa.
A tu wpada jeszcze nieumówiona Iwona
zachwycająco pachnąca czymś nowym od Diora,
pogodna ale jakby czymś zmartwiona
a ciebie ciągle boli głowa.
U Grażyny przez skutki i przyczyny
rozpatrujesz nowe osoby i stare przypadki
w torebce nie możesz znaleźć pomadki
wyrzucasz do popielniczki plasterek cytryny.
Możliwe, że przez roztargnienie
ale tego to nikt nie wie.
U Wandy znowu przy dzbanuszku kawy
przełykasz kęs starej prawdy
dowód na istnienie maskarady
u Małgorzaty, która upina w kok włos
bo rozwiany ma zawsze głos
i tak zaraźliwie bezczelnie śmieje się każdemu w nos.
Nie pogadasz z Zenonem
nawet podwórkowym żargonem
odkąd odwiedził go z naprzeciwka Lech
brzęczy w nim tylko pusty śmiech.
Imitacje i frustracje
na śniadania i kolacje
zapodaje Śnieżka z Mikołajem.
Szerokim omijasz przełajem
i jak po ognień wpadasz do Karoliny
bo u niej każde pięć minut trwa najmarniej pół godziny
a tobie w unikach brakuje rutyny.
Tracisz szans i możliwości zasięg
gdy dodzwania się co ciebie Maciek.
Nie wyczytasz z intonacji 
dróg kluczowych kombinacji
gdy się z Jolką spotkasz na przesiadkowej stacji.
Ale wprost do czego zmierza
dowiesz się od rezolutnego Kazimierza,
Od Grzegorza znad morza
oczekiwać też by można,
Ale od Elżbiety - 
no niestety.
W autobusie, po drodze czytasz wnikliwie list od Agatki
ona ma takie skomplikowane anse względem własnej matki,
i ciągle narzeka, że nic jej nie dają do pensji przyznawane niewielkie dodatki
gdyż te kwoty w całości pochłaniają potrącenia na składki i podatki.
Ale teraz cię dopoinformowała,
że się ostatnio zakochała lecz ostatecznie i tak została sama
lecz nie płacze, nie rwie włosów
nie wypala więcej papierosów
i przekonuje że nie jest załamana
tylko trochę jeszcze rozsypana i niepozbierana.
Zamyślasz się i patrzysz za okno
na jesień zamokłą i zamgloną
i myślisz o spacerze nad zatoką
i że pewnie ta mgła
na kawałek świata apetyt dziś ma
zniknęły z widzenia pola 
Chałupy, Kuźnica, Jurata,Jastarnia i Hel
a po horyzont tylko szarość, tylko biel
i niewyznaczony jeszcze do nikąd cel.
Z zamyślenia wyrywa cię nagle biletów kontrola.
Na szczęście na gapę przecież nie jedziesz i za chwilę
kiedyś w końcu znajdziesz ten cholerny bilet, 
który gdzieś się zapodział tak  złośliwie,
Koślawy los choć solidnie podkuty
wciąż grzebie kluczem w zamku drzwi kochliwej Ziuty.
Kto kogo niecnie porzuci - zawsze są jakieś wyrzuty
bo nikt nie jest z godności własnej i czci do cna wyzuty.
Filiżanki jak płatki z cieniutkiej z Ćmielowa porcelanki  
a obrus z malowanej ceratki 
u różańcowej Renatki
i ciągle niedogadane rozliczne  tematy.
Bo się nieustannie spieszy na gorzkie żale, nieszpory lub roraty.
A Celina na wyżyny inteligencji w intrygach się wspina
wciąż tylko łatki hojnie w pstrych rękawiczkach przypina
i wmawia dookoła wszystkim, że to nie jej wina,
gdyż niedawno dopiero co wróciła, kto nie wie
z wycieczki statkiem po Renie
-już taka z niej madame sans-gene.
Irena natomiast chciałaby ciebie we wszystkim wyręczyć
a to ciebie tylko stresuje i męczy.
Bo może także w sypialni, tu podstępu zarzewie śmiesz węszyć.
Kontaktu nie masz z Jerzykiem
bo on tropi wszystkie podkreślenia wężykiem.
Hankę prosisz niech zaczeka
ty tylko chwilkę poudajesz Greka.
Bardzo spragniony jest niespodzianek
ten, który się zawsze wszystkiego spodziewa
czyli najbardziej markowy - Marek.
No  a ten przecudny Janek?
zwodził cię przez wieczór i zahaczył o poranek
lecz go kusił całkiem inny układ ciał
a czy osiągnął czego chciał
się nie dowiesz bo ci z widnokręgu zwiał.
Dawnej pieśni echo przywiał wiatr
co ją rzewnie śpiewał Żuławianek żeński chór
a ty chlipiąc i łzy ocierając nuciłaś z nim pod wtór
o miłości i rozstaniu dwojga serc
i poniesie się to echo aż po Kasprowy Wierch
i okrąży w rytmie tanga, wlaca lub fokstrota cały świat
i powróci świstem - twistem w zaokienny kadr,
z piosenkami i wiatrami tak po prostu jest.
Tak tę sprawę prosto rozstrzyga
przewrażliwiona  nieco Nina,
która nie przyjęła zaproszenia do kina
cóż jej po filmie bez Valentina , Di Caprio albo Chaplina,
I nie wybierze się także do teatru
bo się boi skutków tego jesiennego wiatru.
Za to Andrzej
nie ulega chandrze 
i chętnie linie swych dróg z twoimi splata, przecina.
A wszędzie biegiem, 
by się spotkać z drugim lub trzecim zagonionym człowiekiem.
Podziwiam, niezmiennie, że nie pomylą się tobie
te wszystkie kontakty, adresy
poupychane w kajety, notesy
bo tak cudownie nie znasz się na laptopie.
Ale uważasz wdzięcznie, że to nie istotne.
Cenisz i  kochasz wszystko co ulotne
Nie biorąc wcale tego przekornie.



[20-24.11.2019]