ZDARZENIA NIEPODOBNE
kładzie się spać w błękitnych płatkach nieba
i pozdrawia słońce, które się tego nie spodziewa
odległe wspomnienie przysiada na kościelnej dzwonnicy
a długorzęsa poranna zorza
powabne powieki podnosi na świat znad spokojnego morza
które jest jak Szecherezada
nigdy nie przestaje opowiadać
wiatr po nieprzespanej nocy
o korony drzew rozczesuje poczochrane, splątane włosy
zmęczone zaś oczy
obmywa w kroplach rosy
ale już nie ziewa w niebogłosy
a nim się ptak radośnie rozśpiewa
zdaje mi z podrzuconych mu przez ciebie słów
na które ja tak czekam wciąż niecierpliwie tu
relację z pewnego z twojego życia zdarzenia,
że oto jedziesz odebrać korespondencję
do domu, w którym nie mieszkasz przecież ponad rok,
wspomnieniami myślom dajesz zajęcie
nie przeczuwasz losu niespodzianki,
patrzysz na drogę przez rzęs firanki
spojrzeniem czujnym jak ptaki
które całe życie kombinują, pilnują by nie dać się złapać do klatki
przybywasz do tego znajomego miejsca
i niech ja zgadnę kto ci otworzył drzwi
bo dla ciebie to był potężny szok
bliski prawie zawałowi serca
nie, nie zgadnę kto to mógł być
bo ja tam będąc z tobą, znałem tylko ciebie,
a przecież nie była to Tina Turner,
a ty mi z przejęciem mówisz, że to byłem całkiem drugi ja.
Chętnie wierzę gdyż podobną sytuację przeżyłem sam.
To był środek letniego dnia.
Jeszcze donośnie gwarzył się gwar
w przystankowej wiaty się skryłem sień
a może mniejszy był tam powietrza skwar
jaskółki i mewy z wronami
w przelotach pomiędzy drzew katedrami
skrzydłami raz po raz cięły powietrze
wróble nie wychylały się przezornie, nienaturalnie grzeczne
chociaż kusił je bardzo lipowym aromatem nasycony skweru cień
w atmosferze coś intrygującego było
w ramiona mnie to wzięło i przytuliło
jakaś nieokreślona radość z życia ale wraz z nią cichy żal
że stoję tu tak beznadziejnie sam, bo ty gdzieś daleko tam..
dzielnie walczysz o swój byt, swoje miejsce i świat,
że tak wielu pięknych chwil nie mogę ci dać
błyskawicznym telegramem na poste restante
a nawet z kontem na isntagramie nie jest to łatwe.
W czyimś aucie zbyt głośno radio gra
nadmiar decybeli w rozgrzanym powietrzu robi dziury,
jakaś para całując się czule niespiesznie sobie szła
a pod nogi ich sfrunęła kawiarniana papierowa serwetka
Aż nagle mój wzrok przyciąga znajoma sylwetka.
Ma ten sam wzrost, tę samą ma fryzurę
i jak ty wdzięcznie seksowną figurę
Takie same gesty i podobny kroków rytm,
tak samo patrzy w górę, jak spoglądać lubisz ty gdzieś poza chmury
ten sam ubioru styl, no daję słowo, wypisz - wymaluj- ty
i przecież wcale mi się to nie śni,
niczego co zmienia świadomości stan jeszcze nie piłem,
zjawisko znam ale nie całkiem rozumiem
i dziwnie mi z tym
to zdumiewające
a na swój sposób wzruszające
patrzę na kogoś, kto jest tak z tobą identyczny
że podobieństw nie sposób wyliczyć
a jednocześnie wiem, że to nie ty.
Dzwonię do Ciebie
a ty stąd dwa tysiące beszczelnych mil
odrzucasz połączenie jakby nigdy nic
bo masz na dziś przekroczony limit
w abonamencie wolnych dla mnie chwil
i tę pewność, że ten moment wybaczę ci...
[ 19.12.2019]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz