sobota, 30 listopada 2019

ZAGŁASKANIA NA ŚMIERĆ- NIE POTRAFIĘ TEGO CHCIEĆ

ZAGŁASKANIA  NA ŚMIERĆ- 
NIE POTRAFIĘ TEGO CHCIEĆ



Często pojawia się na tak zwanych pierwszych randkach

albo w internetowych czatach - pogadankach
na bliższe tematy w rozpoznawczej rozmowie zajawka
coś jak  pytanie , albo zagadka
,,ale mi powiedz co lubisz tak najbardziej, najmocniej?"
i dla mnie jest to, chociaż z pozoru kwestia niewinna, a oczywista 
na swój sposób i logiczna w pewnym sensie
a jednak coś jaby klatka -  pułapka.
Chcąc odpowiedzieć najjaśniej i najprościej
nie wynajdując słowa - figowego listka
dam ci do ręki do arcydoskonałej zbrodni wyborne narzędzie
Gdy ci zgodnie z prawą szczerą, szczerze powiem
że lubię najbardziej dajmy na to by mnie głaskać
ale wstaw tu sobie dosłownie cokolwiek
to ty  w myśl tego ujawnionego pragnienia
zagłaszczesz mnie najwspanialej a jednak   na śmierć
w piekło męki się zmieni spełnianie marzenia
i nawet o to pretensji nie będę mógł mieć.
Od zawartego w pytaniu kluczyka - haczyka
 nieco zatem w bok umykam
lecz odpowiedzi  nie unikam
już mi alternatywna trochę przewrotna riposta świta
,, moja droga/mój drogi - jestem życia swojego artystą
i rajcuje mnie w nim nieomal prawie wszystko
to nie jestem typu sado/masochistą
chociaż czasem karkołomnie ochoczo rzucam się w to moje życie
choć ono samo często mocno bije
prosto w serce, to znów w skroń
ale zawsze potem poda swą przyjazną pomocną dłoń
i tak mnie oto  zawsze ma w garsci
że już przestało mnie to martwić;
czasem pragnę czegoś jawnie albo skrycie
czasem powiem, ale nie wierzycie
więc spoglądam w herbaciane fusy do szklanki
albo podziwiam gwiazdy bezchmurną nocą
przyglądam się rysunkom chmur w biały dzień
romantycznej dali otwierającej  całą przestrzeń
dla wszystkich marzeń oraz chceń
a także niekoniecznie pobożnych życzeń
skrobnę czasem piórem coś na połaci biełej kartki
co jest moim  w życiu ulubionym fetyszem 
popielcowe środy i tłuste czwartki,
patrzenie w oczy, dotyk dłoni, przytulenia, pocałunki,
intymny szept , szaleńswto nocy, łagodne poranki
uśmiech podany do kawy filiżanki.

[30.11.2019 ] 



wtorek, 26 listopada 2019

Z LANEGO NA WODĘ WOSKU WSZYSTKIEGO PO TROSZKU

Z LANEGO NA WODĘ WOSKU 
WSZYSTKIEGO PO TROSZKU




Gdy się wróży z wosku

niektóre znaczenia widać tak po prostu
prawie realnie i dokładnie
jak rzekę z niewysokiego mostu
i jak kamienie na tej rzeki dnie
inne szczególy lampka wina wyłania 
choć innemu komuś potrzebna będzie latarnia
gdy cicho drzwi logiki zamyka wyimaginowana klamka...
Gdy się z wosku wróży
to jakby się  bylo   w niezwykłej podróży
po świata siedmiu zakamarkach;
zagubieni i odnalezieni w rozlicznych przesiadkach
na rozdrożach i bezdrożach tak jak w perskich bajkach ...
Nie wiem jak ten los to wykombinował
które gwiazdy w uszko szeptem bajerował
a którym przez chwilę oczęta całował,
z której Apolla komnaty 
pozbierał mgławic brokaty
czy u wyroczni pilnie terminował?
czy ostatecznie dobrze to wycyzelował ?
Księżyc  też we mgle niekiedy chodzi
i po nie swoich sprawach palcami wodzi
Z pierwszego  spojrzenia mi wychodzi,
kształt jakby łodzi, i co?  jesteś z Łodzi?
Cóż, trudno, ale  nie szkodzi, 
niech to nadziei naszych nie chłodzi
Nie jesteś z Łodzi? 
a to też nie szkodzi, nie ma czego żałować
może to znak, że będziemy do siebie wiosłować, żeglować
a jeśli w dobrym, ku sobie kierunku, to może nawet dryfować
aby wszystko dobrze było losu w tym głowa
i przeznaczenia robota koronkowa
Ja jestem z Podhalańskiego Makowa...
będziemy rzeczywistość po swojemu kształtować.
Na spotkanie w połowie drogi chętnie się zgodzisz
i natychmiast oczywiście zechcemy sobie samym coś ogłosić
że my  głowy w chmurach będziemy nosić
po południu włoską kawę niebieskimi marzeniami słodzić
bo pozostaniemy wiecznie młodzi,
mimo siwiejących wdzięcznie skroni,
czas nas może  dogoni ale nie przegoni
i niczego nie zabroni,
bo my razem z dłonią w dłoni
urody życia, miłości, seksu będziemy bezkarnie nadużywać
damy sobie radę gorzkie prawdy po imieniu ponazywać,
bez żenady na ulicy albo w kinie do utraty tchu się całować
a na jutro w żadnym razie niczego nie planować
i przed deszczem nie będziemy się po bramach chować.
Nie damy się wpędzać w poczucie winy
zignorujemy wiedzę spod znaku skutku i przyczyny.
Ominiemy łukiem szerokim (nie)bezpieczne brzegi wyspy rutyny.
Co nie wyjdzie - nie będziemy tego żałować
tylko znajdziemy na to  sposób by to w przyszłości ulokować
ty mi powiesz, ja ci powiem : prowadź.
Prozę życia zmienimy w poezję
mamy do tego humor, fantazję, finezję
śmiechem rozproszymy wszelkie cienie
pstrym myśleniem w szary dzień
ja zainspiruję ciebie a ty mnie.
najbliżej nam zawsze będzie
niewątpliwie do siebie
gdzie nas wzrok poniesie.
Obyczaje wymyślimy nasze własne 
i reguły proste, jasne.
Będziesz zasypiać bezpiecznie przy moim boku
a ja się wzruszę obserwując snu twojego spokój.
Przytulę policzek do twego pępuszka
i zasnę przy tobie wiedząc, że jesteś jak dobra wróżka,
obudzimy się mocno w siebie wtuleni
jakby na nasz sens zabraknąć miało przestrzeni,
nie potrzebne będzie śniadanie do łóżka
i nie w tym rzecz - nie myślę o okruszkach,
lecz o tym, że trzeba by się na chwilkę rozstać
a ja tak pragnę jeszcze w tej pozie na dłużej z tobą przy tobie pozostać.



[25-26.11..2019]

środa, 20 listopada 2019

ZAGONIONY JEST CZŁOWIEK BEZ WZGLĘDU NA PŁEĆ I WIEK

ZAGONIONY JEST CZŁOWIEK 
BEZ WZGLĘDU NA PŁEĆ I WIEK




Gdy ci źle to nad  smutkiem twym Krystyna

z uśmiechem parasol pogody ducha rozpina
więc nawet polubisz preludium deszczowe Choipna
i poprzeglądasz zaproszenia na aktualne wydarzenia
porzucając chwilowe zwątpienia.
Umawiasz się na różne cuda - wianki
do poprawnie rozmarzonej Janki.
Na paluszkowych przekąsek szał
szarmancki Wojtek  zaprosić cię miał
ale zapomniał i plamę dał
i przez tydzień twych telefonów się bał,
choć ty nie pamiętałaś już tego.
Zastanawiam się co ty masz do Antoniego,
że tak często chodzisz do niego,
a nie mówisz mu cześć kolego?
Jakbyś szukała dnia zgubionego.
Albo jakież są twe interesy
do nie bezinteresownej Teresy?
Tak na serio, czy dla checy?
Czy nie wyprowadza cię na jakieś mroczne marginesy?
Bo jej się tak często niechcący pomylą konteksty.
A stale się mnożą ku temu preteksty.
Białe kłamstwo myli z białą prawdą
i ma reputację raczej marną
ale się przyjaźni z Martą
a ty z jego mamą i oraz tatą.
Wyśmienicie zna się na komputrze
ot ten cały oryginalny Leonardo.
Tomek się przegląda w lustrze
ćwiczy przysięgę, czy groźbę ,,nigdy już cię nie opuszczę"
a ty nie chcesz oplątywać się człowiekiem- bluszczem
a że ze Szwecji no to cóż że.
Czasami tęsknisz za Alicją
a ona się uśmiecha w oknie
z firanką gęstą jak mleko
i czego darować nie umiesz sobie.
że nie za jej tajemnicą,
do niej ci zawsze za daleko 
jej zgłębianie nie jest twoją ambicją.
Zżyłaś się z Barbarą
jak z prawie wyleczoną nerwicą,
odmierzasz  świat źle wyskalowaną miarą
i zmęczoną źrenicą
i w krzywym zwierciadle odbijasz
kiedy poprawiasz makijaż
czasem sprawdzasz lakmusem 
gdy się mijasz na zebrze z Mariuszem.
On niesforną czuprynę rudą chowa pod stylowym kapeluszem.
A co z Marią?
Szalony, spontaniczy szlachetny subtelny  Idzi
nie krytykuje, nie ocenia i z nikogo nie szydzi
ale nikt nie wie dlaczego się wstydzi
a może tak właśnie się boi , że go ktoś skrzywdzi?
Ciekawe, jak tę kwestię rozstrzygnie
co rusz czymś innym rozgniewany Zbigniew?
Masz jakieś sprawy do załatwienia u Beaty
ale nie masz czasu by się napić z nią herbaty.
U Krzysztofa rozbolała cię głowa
a nie pomaga pastylka miętowa
i się nie klei ta od dawna zaplanowana rozmowa.
A tu wpada jeszcze nieumówiona Iwona
zachwycająco pachnąca czymś nowym od Diora,
pogodna ale jakby czymś zmartwiona
a ciebie ciągle boli głowa.
U Grażyny przez skutki i przyczyny
rozpatrujesz nowe osoby i stare przypadki
w torebce nie możesz znaleźć pomadki
wyrzucasz do popielniczki plasterek cytryny.
Możliwe, że przez roztargnienie
ale tego to nikt nie wie.
U Wandy znowu przy dzbanuszku kawy
przełykasz kęs starej prawdy
dowód na istnienie maskarady
u Małgorzaty, która upina w kok włos
bo rozwiany ma zawsze głos
i tak zaraźliwie bezczelnie śmieje się każdemu w nos.
Nie pogadasz z Zenonem
nawet podwórkowym żargonem
odkąd odwiedził go z naprzeciwka Lech
brzęczy w nim tylko pusty śmiech.
Imitacje i frustracje
na śniadania i kolacje
zapodaje Śnieżka z Mikołajem.
Szerokim omijasz przełajem
i jak po ognień wpadasz do Karoliny
bo u niej każde pięć minut trwa najmarniej pół godziny
a tobie w unikach brakuje rutyny.
Tracisz szans i możliwości zasięg
gdy dodzwania się co ciebie Maciek.
Nie wyczytasz z intonacji 
dróg kluczowych kombinacji
gdy się z Jolką spotkasz na przesiadkowej stacji.
Ale wprost do czego zmierza
dowiesz się od rezolutnego Kazimierza,
Od Grzegorza znad morza
oczekiwać też by można,
Ale od Elżbiety - 
no niestety.
W autobusie, po drodze czytasz wnikliwie list od Agatki
ona ma takie skomplikowane anse względem własnej matki,
i ciągle narzeka, że nic jej nie dają do pensji przyznawane niewielkie dodatki
gdyż te kwoty w całości pochłaniają potrącenia na składki i podatki.
Ale teraz cię dopoinformowała,
że się ostatnio zakochała lecz ostatecznie i tak została sama
lecz nie płacze, nie rwie włosów
nie wypala więcej papierosów
i przekonuje że nie jest załamana
tylko trochę jeszcze rozsypana i niepozbierana.
Zamyślasz się i patrzysz za okno
na jesień zamokłą i zamgloną
i myślisz o spacerze nad zatoką
i że pewnie ta mgła
na kawałek świata apetyt dziś ma
zniknęły z widzenia pola 
Chałupy, Kuźnica, Jurata,Jastarnia i Hel
a po horyzont tylko szarość, tylko biel
i niewyznaczony jeszcze do nikąd cel.
Z zamyślenia wyrywa cię nagle biletów kontrola.
Na szczęście na gapę przecież nie jedziesz i za chwilę
kiedyś w końcu znajdziesz ten cholerny bilet, 
który gdzieś się zapodział tak  złośliwie,
Koślawy los choć solidnie podkuty
wciąż grzebie kluczem w zamku drzwi kochliwej Ziuty.
Kto kogo niecnie porzuci - zawsze są jakieś wyrzuty
bo nikt nie jest z godności własnej i czci do cna wyzuty.
Filiżanki jak płatki z cieniutkiej z Ćmielowa porcelanki  
a obrus z malowanej ceratki 
u różańcowej Renatki
i ciągle niedogadane rozliczne  tematy.
Bo się nieustannie spieszy na gorzkie żale, nieszpory lub roraty.
A Celina na wyżyny inteligencji w intrygach się wspina
wciąż tylko łatki hojnie w pstrych rękawiczkach przypina
i wmawia dookoła wszystkim, że to nie jej wina,
gdyż niedawno dopiero co wróciła, kto nie wie
z wycieczki statkiem po Renie
-już taka z niej madame sans-gene.
Irena natomiast chciałaby ciebie we wszystkim wyręczyć
a to ciebie tylko stresuje i męczy.
Bo może także w sypialni, tu podstępu zarzewie śmiesz węszyć.
Kontaktu nie masz z Jerzykiem
bo on tropi wszystkie podkreślenia wężykiem.
Hankę prosisz niech zaczeka
ty tylko chwilkę poudajesz Greka.
Bardzo spragniony jest niespodzianek
ten, który się zawsze wszystkiego spodziewa
czyli najbardziej markowy - Marek.
No  a ten przecudny Janek?
zwodził cię przez wieczór i zahaczył o poranek
lecz go kusił całkiem inny układ ciał
a czy osiągnął czego chciał
się nie dowiesz bo ci z widnokręgu zwiał.
Dawnej pieśni echo przywiał wiatr
co ją rzewnie śpiewał Żuławianek żeński chór
a ty chlipiąc i łzy ocierając nuciłaś z nim pod wtór
o miłości i rozstaniu dwojga serc
i poniesie się to echo aż po Kasprowy Wierch
i okrąży w rytmie tanga, wlaca lub fokstrota cały świat
i powróci świstem - twistem w zaokienny kadr,
z piosenkami i wiatrami tak po prostu jest.
Tak tę sprawę prosto rozstrzyga
przewrażliwiona  nieco Nina,
która nie przyjęła zaproszenia do kina
cóż jej po filmie bez Valentina , Di Caprio albo Chaplina,
I nie wybierze się także do teatru
bo się boi skutków tego jesiennego wiatru.
Za to Andrzej
nie ulega chandrze 
i chętnie linie swych dróg z twoimi splata, przecina.
A wszędzie biegiem, 
by się spotkać z drugim lub trzecim zagonionym człowiekiem.
Podziwiam, niezmiennie, że nie pomylą się tobie
te wszystkie kontakty, adresy
poupychane w kajety, notesy
bo tak cudownie nie znasz się na laptopie.
Ale uważasz wdzięcznie, że to nie istotne.
Cenisz i  kochasz wszystko co ulotne
Nie biorąc wcale tego przekornie.



[20-24.11.2019]


sobota, 16 listopada 2019

ZAPRZESTRZEŃ

ZAPRZESTRZEŃ



Mgła szara jak ja

wstała niewyspana i zła
zapomniała sama
po co, do kogo tu szła
ale wciąż uparcie się pcha
do zimnego okna szkła
by nie widać było świata ram.
Ja prawie tak samo jak mgła
snuję się to tu to tam
a każda bliskość to dal
jak w wędrówce poza 
zaprzestrzeń  przez czas
jak w podstępie obietnicy na 
szczęście gwarantowanych szans

[16.11.2019]

ZARAZ ZA MOMENT

ZARAZ ZA MOMENT



Świat jeszcze pełen  śladów snów

wygładzam myśli by świadomie być teraz tu
i pragnę i się waham zaczynać wszystko znów
topografię marzeń nanoszę na rysunek możliwych dróg.
Świt szybko przeszedł przedpokojem dnia w poranek
porzucił  wszystko co zna spontanicznie jak znudzony kochanek
w południe znalazł  zapomniany przesiadkowy przystanek
przypomniał tu sobie smak jazd bez trzymanek
wieczorem zrozumiał, że dziś ani jeszcze świeczka ani już ogarek.

[15.11.2019]

środa, 6 listopada 2019

ZASTRZEŻENIA.

ZASTRZEŻENIA



Mówisz, że między nami jest możliwe tylko koleżeństwo

bo poważniejsza i głębsza więź to zbyt duże niebezpieczeństwo
Dopuszczasz także między nami koleżeńsko przyjacielski seks 
ale wyśmiewasz wstępną grę a to dla mnie akurat ważne jest
i tym nieco powstrzymujesz żeby chciało nam się siebie chcieć
a co my możemy takiego z sobą do stracenia mieć?
Raz namawiasz mnie ty,  to znów zapytuję ciebie ja
trzeba się przecież przekoanć jak z tym będzie nam
czasem mam wrażenie że jesteśmy jakby umówieni
niby razem tego jesteśmy po ludzku spragnieni
ale nic konkertnego z tego nie wynika
nie potrafimy zaciągnąć siebie do łóżka
choć kusi podgłówek, zaprasza poduszka,
może brakuje jakiegoś  alchemicznego czynnika?
A może to taka gra
bo już wiesz, że nie dla mnie ty
nie dla ciebie ja
i wszystko rozwieje się jak dym?
Wszystko jeszcze takie nowe
a już bezapelacyjnie negatywnie przesądzone?
Jeszcze się nie zespuło
a już wiadomo, że nic się nie naprawi
mnie jest smutno
a ciebie to niezobowiązująco bawi.
 
      *  *  *

Ustalony porządek dnia i życia cenisz i celebrujesz
nienaruszalności tego bronisz  i oczekujesz
swój spokój bez zbędnych dramatów lubisz i budujesz
ale też kogoś znasz kto bardziej niż ja
pasowałby to twojego świata, twoich życia codziennego ram
i także w paradę zaczyna wchodzić nam
podkreślony leciutko nieposiadania stan
ale jeszcze precyzyjnie wyznaczasz granice
niczym place w mieście i jego ulice
wspólne przestrzenie obrysowujesz
pod słońce widoczną nieregularną kreską
przez wiatr rozdmuchiwaną tęczą
przez deszcz wtórowaną pieśnią,
gdzieś tam skrywam trochę żalu,
że się sprawy między nami mocniej nie zacieśnią
nie znam się na brydżu a moja dusza drze gębę dwa bez atu
a ja  z uśmiechem ,pogodzony nieco z losem przytakuję
że i ja niczego więcej od życia, od ciebie nie oczekuję
 że się wokół ciebie nie zazielenię bluszczem  chętnie obiecuję
że nie oplotę,  nie zdominuję jak to szalone zielsko
co chwilę to sobie przepowiadam,wszak to tylko koleżeństwo.

      *  *  *

Pojęcia nie mam jaki  kolor mają twoje oczy
i to me myśli zaprząta i nieco spokój płoszy
wcale nie ukradkiem usiłuję tego dociec
coś w krótkich spojrzeniach twoich dostrzec
i odgadnąć o czym wymowność twojego spojrzenia do mnie milczy
tylko okular niewymownie antyrefleksem błyszczy
ale ty proponujesz herbatę i ciasto 
i mówisz, że musisz gdzieś tam być na siedemnastą
zaczyasz się krzątać po swej zamieszkałej ściśle tobą
 nabytej na własność osobistej najbliższej topografii. 
Wyruszam więc jeszcze w krótką wędrówkę z tobą przez miasto
aby znaleźć choćby jedną szansę jasną
w końcu każda nadzieja tak ma, tak potrafi
chociaż może to już tylko gra 
pozorów twoich złudzeń moich
bo ani dla mnie ty, ani dla ciebie ja
bez znaczenia zdaje się być osamotnienia stanu strach.

[06.-07.11.2019]

ZAPOZNANIE

ZAPOZNANIE 



Znam twarz twoją z uśmiechem ze zdjęcia na fejsbuku

datę urodzin i zodiaku znak ale nie wiem co masz w ascendencie
zgaduję  ze strzępów przemyśleń i rozrachunków
w jakim  gwiazd warkoczy splocie i przychylności księżyca momencie
wypada  nam to spotkanie, na prostej, czy na zakręcie?
i czy się dziś czasoprzestrzeń przyjaźnie czy nie przychyla 
dobra zła ważna czy nie a może obojętna nadciąga chwila.
Zastanawiam się jak wyglądasz
Intryguje mnie jak brzmi twój głos 
i gdzie pójdziemy na umówioną kawę,
powykładać karty na ławę powściągając mowę-trawę?
Za chwię, za dwa mocno stremowane bicia   serca 
na powitanie rękę podasz
a twoje witaj i jak się masz
zabrzmi jak płonący w sercu duszy  stos
i pójdziemy na zaproponowany nagle spacer.
To już wiem, że wolisz plener i jesteś trochę traper.
Tak też jest dobrze, to mnie również jak kawa nakręca.
Rozmawiamy, schodzimy w głąb przybrzeżnego lasu
tam się wije udeptana ścieżka
tu zaprasza malownicze bezdroże
niewiele jeszcze wiem o tobie choć już mam z tobą strzęp wspólnego czasu
przez zielone jeszcze drzewa kokietuje zachodu słońca łezka
morze opodal oddycha spokojnie i kołysze niebo w przedwieczornym kolorze.
Z powodu spotkanego na szlaku dzika
korekta marszruty spacerowej po krótkiej naradzie wynika.
Opowiadasz zajmująco o swoich malarskich fascynacjach
gdy się ktoś na naszą przystankową skarpę wspina
aby w kadry fotografii piękno okna świata na klifie pozamykać
gdzieś opodal tuż nad samą skrajnią wzgórza ktoś rozłożył na noc biwak
jakieś młode towarzystwo na gigancie czy wakacjach.
Czemu się nad tym zastanawiam zamiast się skupić na nastrojowych pejzażach
Caspara Davida Friedricha twojego ulubionego malarza ?
I o podróżach - na własną rękę i własną kieszeń
zdobywanie świata ze smakiem przygody, bez zbędnych spieszeń.
Wczesny wieczór sprowadził nas w pobliże plaży
intymnie krzyżują nasze cienie światła latarni
wiatr nam usta lekko muska ciepłymi powiewami
słowami obraca, oddechy zaczepia pomiędzy drzewami
ale zaraz się rozstaniemy, nic więcej się nie wydarzy
żeby czegoś możliwego między nami  nie spłoszyć
wziął nas pod swe skrzydła jeszcze letni czas
część wspólna marzeń, oczekiwań i niepewności w rozpostartych drżeniach gwiazd
cisza się echem kroków naszych na słabo oświetlonej ulicy odbija
czuję, że jakieś małe tajemnice w tę ciszę postanowiliśmy włożyć
i tak nam to pierwsze zapoznawcze spotkanie mija
zmieniły nas te chwile chociaż pozostajemy sobą i tacy sami
ale powróciwszy do swoich pieleszszy pozasypiamy trochę mniej sobie nieznani.



[ 05.11.2019 ]



niedziela, 3 listopada 2019

ZACHŁANNIE

ZACHŁANNIE 



Szaro, buro, nieco mgliście

wiatr przegania kolorowe liście
z gzymsu do kałuży i  spowrotem
skośnym płynnym lotem
bystrooka 
pewna  sroka
przemknęła pod oknem
a pada drobny deszcz
krople którego w kałużach rysują koła
jakby się ten deszcz z kałużą całował
zachłannie, wzdłuż , wszerz 
sroka zdaje się być zachwycona, 
chociaż istoty nie rozumie 
jednak ochoczo wtóruje
tej srebrzystej namiętności 
i w skowronkach cała
skradła i rozdała
przemoknięte całusy
na gzymsie gdzie inne sroki gości.
Ot takie są niekiedy srocze psikusy.

[03.11.2019]