poniedziałek, 27 lipca 2020

ZMĘCZONĄ DUSZĘ CZYMŚ POKRZEPIĆ MUSZĘ

ZMĘCZONĄ DUSZĘ CZYMŚ POKRZEPIĆ MUSZĘ



Decyzja spontanicznie na luzie podjęta 

i czuję się tak jaby musnęła moją zmęczoną duszę
właśnie nowa do życia i przygody podnieta
szkicuję program wycieczki i ostatnie mury oporu kruszę
chwila wydaje się być marzeniom moim chętna
i przychylna, pogoda oko puszcza, nie ma co wyruszyć muszę.
Zatem nie ma odwrotu decyzja podjęta konkretna.
Jeszcze namówię na współudział najwspanialszą na świecie moją siostrę Jagienkę
której radość mnie koi jakbym do ucha przyłożył morzem szumiącą muszelkę
i podążymy  razem odkrywać urodę pobliskiego kurortu 
z sławną aleją gwiazd polskiego sportu opodal rybackiego portu
jednocześnie leżącego nad Bałtyckim morzem i nad zatoką Pucką 
co dla mnie zawsze stanowi okoliczność niewypowiedzianie piękną 
i wzruszenie ogarnia i wyciska z oczu łzę po ludzku ludzką
jak wtedy gdy się dłonie w dotyku a usta w pocałunku zetkną
gdzie nowe wrażenia i wspomnienia wdzięcznie w całość się plotą
jakby ktoś prawdziwą historię z błyskotliwą złożył anegdotą
a wieczorem, choć będzie dość daleko do zmroku
zasiądziemy w ogródku gospody pod parasolami , zaraz na rogu
przekąsić z karty specjał szefa kuchni i wina chłodnego białego się napić
by ogarnęła nas pięknie zagrana  muzyka  marynarska, żeglarska
która, nie ma co tego ukrywać, nas tu skutecznie zwabiła by nią dusze podkarmić
by w nią się zasłuchać, nią czas odmierzać nieużywając zegarka
chociaż prawdę mówiąc czasu musimy dobrze pilnować
bo w rachubę przygody nie wchodzi by tu w  przystani pod gwiazdami nocować
rytmowi muzyki  i nastrojowi się poddać i w kolorowy obraz miasteczka zagapić
to się udało nam  bardzo łatwo tak czarowały skrzypce, flet i gitara
i piosenka każda ochoczo przez wszystkich biesiadników podchwycana.
Sporą atrakcją dodatkową  stał się pewien młody człowiek w zielonym dresie
gdy się zjawił w jednym ręku trzyma piwo w drugiej zawiniątko jakieś niesie
też widać, że do zabawy przyłączyć szczerze chce się
każdą melodię doskonale zna i pieśni popularnych słowa
chociaż przerwę ogłosiła ta pięknie grająca kapela szantowa
to wykonaniem a capella "Kiedy szliśmy przez ocean taki był cholerny sztorm " 
podziw wzbudził i uznanie a aplauz zebrał ze wszystkich tawerny stron.
Potem do nas się przysiadł lecz nie skleiła się dłuższa rozmowa.
Podał rękę na powitanie nie zdradzając imienia swego
to dlatego, że chyba  Jagienka wpadła mu w oko, nie dowiem się już tego
Przyznam się szczerze - dlaczego nie wiem, ale on mnie trochę krępował.
Zastanawialem się czy jest wakacyjnie przyjezdny czy całorocznie  miejscowy,
miał obrączkę więc i nad tym się zadumałem czemu jest tu sam bez żony.
Posiedział chwilkę przy naszym stoliku, o psie swoim wspomniał
potem wstał się pożegnał i niespiesznie przed siebie pożeglował
odruchowo wzrokiem go odprowadziłem póki nie zniknął w spacerowiczów grupie.
"Głodnemu chleb na myśli?" Dla mnie za młody. 
Takie pofrunęły za nim moje skojarzenia głupie.
Wieczór od zatoki wiatrem przynosić zaczął nieśmiałe chłody.
Muzycy podjęli swe artystyczne i profesjonalne bardzo dzieło
i wiele jeszcze pieśni pięknych od nich do ludzi popłynęło.
Z całego serca słuchający podchwytywali coraz śmielej melodie do wtóru
"Dziki włóczęga" pytał "Gdzie ta keja?" "Dziewczynę hiszpańską"
coraz klimatyczniejsza stawała się atmosfera wśród tego przypadkowego chóru.
Kopciuszkowa północ o dziesiątej zakończyła tę naszą zabawę szampańską.
Wracać nam było trzeba 
do swego gniazda, do swego codzienego nieba
na swój łagodny brzeg
aby od jutra raźniej ruszać w codziennie nowy rejs.


[ 26.07.2020 ]




poniedziałek, 20 lipca 2020

ZAPADA ZMROK

ZAPADA ZMROK 



Zmrok zapada znów

w krąg zalega cisza
słucham twoich słów
szept twych ust przez deszcz ...
Jak ci minął dzień?
Co robiłeś dzisiaj?
Zrzuć zmęczenia cień
zcałuję deszcz z twych rzęs.
   Tak pięknie mogło być
   pośród zwyczajnych dni
   pośród zwyczajnych trosk
   braliśmy los pod włos.
Zwykłch zdarzeń bieg
zbliżał nas do siebie
los zabrał karty w tas
jeszcze jeden raz.
Kalejdoskop szans 
wziął na plakat nas
widzę teraz to
przez zbite wspomnień szkło.
   Tęsknoty siostry dwie
   w rozstania długie dnie
   łączyły ciebie , mnie
   dodawały sił.
   Zdawałoby się że
   rozstań nadchodzi kres
   z zielonej wyspy snów
   już powracasz tu.
Za tydzień albo dwa
masz powrotny bilet
powitalne łzy
ktoś obetrze ci
Gdzieś na serca dnie
schowasz nasze chwile
ale co mam rzec
gdy już nie chcesz mnie.
   Zbyt wiele padło słów
   beze mnie co chcesz zrób
   bez pożegnalnych scen
   nie wspominaj źle
   co było a co nie
   jeśli nie kochasz mnie
   nowej miłość blask
   już w swych oczach masz.
Znów zapada zmrok
nie ma mnie przy tobie
mija trudny rok
życia w cieniu wspomnień
nie wyrzucam zdjęć
i nie spalę listów
czasem widzę gdzieś
z fotografii cień
ale cóż
   Przechodzę obok dróg
   gdzie został ślad twych stóp
   gdzie w parku pośród drzew
   został ust twych szept.
   gdzie brzmiał twój szczery śmiech...

    mnie nie kochasz
    nie żałuję
    nowa miłość
    jest jak wino
    jej blask w oczach
    twoich gości
    łzy radości
    powitania
    ktoś zcałuje
    ale nie ja
    choć beze mnie
    bądź szczęśliwy
   

[ 20.07.2020 inspirowany utworem zespołu ABBA "The winner takes it all"]

sobota, 18 lipca 2020

Z HISTORIĄ ZA PAN BRAT ?

Z HISTORIĄ ZA PAN BRAT ?



Uczono mnie historii rzetelnie lecz co po tym gdy 

prawda o historii była naciągana, przekłamywana
no bo takie były czasy i reguły każdej wielkiej gry
taki rygor narzuciła ówczesna jak to się mówi - władza
której wszakże podlegały także kultura i oświata
niosąca swój kaganek w meandry uwikłana.
I tak ta władza ustawiła się by jej nikt specjalnie nie przeszkadzał
Tak to było, tak się żyło , tak się los zaplatał.
Co prawda z czasem powstał dostępu do wiedzy drugi obieg
lecz i tu się musiał zdeklarować człowiek
po której chce prawdy stać stronie
a oficjalnie , choćby w szkole nauczyciele musieli uważać
na każde słowo, nikt się specjalnie nie chciał narażać
bo wytyczne odgórne były sformułowane w ten sposób,
że pomimo że prawda obiektywna jest taka a taka
to w politycznym interesie trzeba zmienić obiektywną w oficjalną
że niby przyodziać jakoś by nie była ciągle taką nagą
by nie drażnić z zagranicy czerwonego brata
co za pysk wszystkich krótko trzyma mocną łapą
i tak upiornie bezkarnie zbyt łatwo może przetrącić niejeden kręgosłup.
No a jak to wyglądało we własnym domu?
Nawet z zastrzeżeniem bym nie powtarzał nikomu
podkreślając poruszanej sprawy niezwykłą powagę
rodzicie musieli brać taką opcję pod uwagę
że mógłbym  coś chlapnąć w szkole czy na podwórku
a to poszło by dalej w eter jak po sznurku
i mogłoby to całą lawinę przykrych konsekwenci ruszyć
a w końcu w tamtych czasach się mówiło, że ściany mają uszy.
Dziś można historyczne kłamstwa o faktach sprostować
i historii nauczyć się we własnym zakresie od nowa
i nie trzeba przy tym schodzić do podziemia konspiracji
w poszukiwaniu światłem słońca lśniących racji
bez retuszów, bez korekty odkrytymi nowymi kolorami 
chociaż trudno jest nawigować pomiędzy przekłamywań nowych falami 
manewrować pomiędzy rafami prób manipulacji
i tak łatwo na mielizny nowych oszustw wpaść
aż zakląć by się szewsko chciało, o żesz ty kawa mać
gdyż historię zwłaszcza swego kraju i czasu warto znać
ma to zawsze głębszy sens
bo Historia Magistra Vitae Est.
I zapewne dlatego świat cały osobistych i osobliwych
historii pełen wciąż jest
i po swojemu oczywiście rzecz jasna prawdziwych.

[ 18.07.2020 ]





piątek, 17 lipca 2020

ZA NIE SWOJE

ZA NIE SWOJE



Wydawałoby się

że czyjeś życie
czyjeś w nim decyzje
są wyłącznie jego sprawą
tudzież małą sprawką
a jakże często
z autopsji wiem to
Jak senną marą
odbijają się upiorną czkawką
matkom, ojcom, siostrom, braciom
albo córkom albo synom
rzadziej kochankom
zwłaszcza te decyzje,
które nie przekuwają się w zwycięstwo,
ktoś powie : samo życie
że raz na wozie raz pod wozem
ale ja to między bajki szybko włożę
bo o to chodzi, że świecą w oczy obcą klęską
obarczają w dodatku  skutkami 
i niezasłużonymi porażkami 
na własnym koncie
nie na swoim jednak froncie
i próżno złotego szukać środka
by się nie znaleźć w nie swojego autorstwa
okoliczności przedziwnych splotach
bo nie przewidzisz
kto co kiedy wymyśli i wykona
a choćby nawet to nie przekonasz
by się jakoś zgrabnie z brnięcia w głupswo  wycofał
że złą drogą idzie i nietylko siebie skrzywdzi
i nie zgadniesz kiedy i jakim ten rykoszet przybędzie torem
bo zechce, postanowi się z tobą spotkać
pod byle jakim pozorem
udając, że pragnie cię szczerze pokachać
stanie się twoim idealnym  wrogiem
czyhającym za najbliższym rogiem.

[ 16-17.07.2020 ]

wtorek, 14 lipca 2020

ZAPROSIŁEŚ MNIE

ZAPROSIŁEŚ MNIE 



Zielona wyspa jak z legendy kart

Antycypacja zdarzeń
Przyrzeczenia dwa na tak
Rysowanie odęczne marzeń
    Zaprosiłeś mnie...
Odrębne światy
Symetrie i styczne
Z nami w nas się spotkały
Eleganckie i śliczne
   Zaprosiłeś mnie ...
Na północ kurs wzięty 
Istniejących wątpliwości bagaż napięty
Etapami podróży do ciebie się ich wyzbywam
Nadzieje nakarmione niedosytem
   Zaprosiłeś mnie ...
Alternatywy poukrywane
Plany b i c wycofane
Ostatni raz
Gotowości stan
   Zaprosiłeś mnie ...
Rien ne va plus
Zaklinanie naszego zawsze i ja i ty
Errata bez uwzględnionych poprawek
Być może tylko to mi pozostaje.
   Zaprosiłeś mnie ...
Tak mi się niekiedy śni
Wobec nagości mojej bezbronny ty
Ósmy cud w tygodnia ósmym dniu
Jakby brakowało słowom słów a oddechom tchu.
   Zaprosiłeś mnie ...
Zaprosiłeś mnie na swój pogrzeb
a co jeśli nad Styks ja przed tobą podążę?
Pośród uroków zielonej wyspy
pośród niezliczonych jej niespodzianek
pośród dni pięknych deszczowych prawie wszystkich
pośród rozkoszy nocnych jak z kochankiem kochanek.
Zaprosiłeś mnie i muszę tam być nawet gdyby nie było mi po drodze
moją obecność mam ci obiecać patrząc tobie prosto w oczy
więc parzę, przyrzekam, coś we mnie cichnie, coś się we mnie płoszy,
bo nie obchodzą ciebie inni wszyscy
jakby nie byliby tobie bliscy
nie będzie trzeba wybierać się nawet za pierwsze morze.
Więc istnieje szansa że jednak zdążę.
Już wskazałeś osobę, która mi o tym powie,
gdy nadejdzie pora, że cię będą mieli złożyć w grobie.
Tak mi to spokojnie, racjonalnie tłumaczysz jak dziecięciu liczenie w zakresie do dziesięciu,
pełnemu zdziwień roztargnionych
pośród pocałunków namiętnych, wzajemości spragnionych
więc już mam oczywistą w beczce miodu kroplę dziegciu.
   Zaprosiłeś mnie ...
Wspominam zieloną wyspę pełną słońca , ze szpalerem palm
i bijące o maleńką latarnię spienione grzywy fal
z brzegu wysokiego obserwana jak dzielnie trwa wśród groźnych skał.
We wspomnieniu tym myśl, że los mi i tę chwilę i ciebie w niej dał.
Lecz teraz już ja ci nie Kain i ty mi nie Abel,
nie kibicuje nam czarny anioł, nie plącze dróg biały diabeł
nie pali w noc nikt dla nas błędnych świateł
co roku jaśminy tak oszałamiająco zakwitają
jakoś tak mimochodem ciebie mi przypominają
wspominam chwile w których tak żeś się ze mną radośnie śmiał
i byłem tym który tę radość tobie dał.
Dziś nie jest już tak, nie wiem za czyją sprawą.
I przypomina mi o sobie ta osobliwa prośba twa
Czy dziś ona dla ciebie jak wówczas taki sam sens ma?
Skryła zieloną wyspę deszczowa młgła.

[ 13-14.07.2020 ]






sobota, 11 lipca 2020

Z PAMIĘTNIKA RANDKOWICZA

Z PAMIĘTNIKA  RANDKOWICZA



To być może psuje moją reputację i wizerunek

zwłaszcza, że to nasze spotkanie jeszcze nie jest 
naszą pierwszą randką z definicji
a można dołożyć do tego brak ambicji
bo mnie  tylko chodzi o pierwszy z tobą pocałunek,
zagościł we mnie drżącej niezakazanej podniety szelest
gdy tak ci się przyglądam mam ogromną ochotę na pełne zbliżenie
i z pełną zmysłów orgią z tobą stosunek,
wiem, że to brzmi może niezbyt przyzwoicie
ale ty wiesz przecież też
jak nieobliczalne, przewrotne a którkie jest życie.
Lecz ciebie w  tej chwili interesuje wiersz,
nie na moje podnietą nastrojone emocje
uwagę swoją zwracasz bo zagrał gdzieś blisko świerszcz
skąd się tu wziął przede wszystkim wiedzieć chcesz
i zachwyca cię jak płochliwie załamują się płomyki świec.
Ja ci wręcz pornograficzne rysuję marzenie
w przestrzeni pomiędzy twoją i moją filiżanką.
Kiedy mówisz, że dostrzegasz w przyrodzie zachwiane proporcje
podążam za charyzmatyczną barwą w twoim głosie.
a usta, ach  twe usta
naturalny odcień czekolady lub kakao
w takt twych słów myślę tylko rozpusta, rozpusta
po samiuteńkie rano,
że nie wspomnę co się ze mną robi
kiedy przyglądam się urodzie twoich dłoni.
Tak bym chciał przylgnąć  do nich.
Leci przez myśl ten bezczelny może erotyk
marzy mi się choćby przypadkowy dotyk
by cię choć kolanem o kolano musnąć
nie daje szansy na to nasz kawiarniany stolik
tylko trochę mnie krępuje, że me fluidy do ciebie tak bez kontroli fruną.
Bezgranicznie poruszony burzą twoich włosów
kształtem kości policzkowych
bo nadają twej twarzy kontur nadwyraz zmysłowy,
kontempluję profilu rysunek 
(nie mając głowy do rozmowy
może w ten sposób moja inteligencja traci bezpowrotnie u ciebie szacunek)
i ornament prześlicznego twojego uszka
ech, co by to była za miłość francuska
od czubka pięknej twojej głowy
do najmniejszego zgaduję, że również uroczej stopy małego paluszka.
A ty nagle przywołujesz obsługę i prosisz o rachunek.
Rozliczamy się każde za swoje
przez przypadek to wychodzi po połowie.
Jeszcze pożądam ciebie gdy przed wyjściem stoisz tak blisko w palcie...
Wiem, niestety, to już jest koniec
chociaż żegnasz mnie słowami, że jakby co będziemy w kontakcie
ale to widać boleśnie otwarcie
że w tobie nie zaiskrzyło do mnie na starcie
coś jeszcze zdawkowo acz kulturalnie miłego mi powiesz,
w stylu, że cię poznałem bardzo się cieszę.
ale pomimo mego do ciebie szału podniety
twe serce wysłało krótką depeszę
że mojego serca przytulić nie chce
że nie jestem tym z twych marzeń niestety.
Tak, oczywiście będziemy w kontakcie - odpowiadam
leć, leć, ja też na autobus ostatni się spieszę.
Uścisk dłoni na pożegnanie -
ten dotyk - spełnienie jak z uważaj o czym marzysz
i już nic prócz miłego wspomnienia nie zostanie.
Dobrze, że wieczór mglisty nieco, to nie zobaczysz
łzy szczerej wzruszenia i żalu
co się bezradnie w kąciku oka  ukryła skraju.

[10-11.07.2020]



piątek, 10 lipca 2020

ZAMIAST RACHUNKU SPRAW NA KONIEC DNIA

ZAMIAST RACHUNKU SPRAW NA KONIEC DNIA



Jest dwudziesta trzecia dwadzieścia trzy

wciągam pod pierwiastek entego stopnia 
wszystkich mijającego dnia chwil sumę
nie myślę o porannych dziwnych snach
nie otwieram okna przez które wejdą nowe sny
chociaż noc obsiadła już każdy dach
i kołysze do snu deszczową chmurę
i jak pająk pracowicie rozsnuwa mgłę od pnia do pnia.
Wspominam codziennie mijane przejazdem pole
na którym jeszcze kwitną i owocują kaszubskie truskawki
że mnie rzewnie rozczuliły wplątane w nie maki i rumianki
po drugiej stronie od deszczu pulchna ziemia 
odpoczywa od owoców rodzenia niewinnie niema
korzysta z tego wiatr  zasiewając obficie chabry i kąkole
upstrzył tę kompozycję milionem stokrotek i dziką miętą
i jeszcze zagon zapuszcza koniczyną różową i białą 
do której przytula lancetowatą babkę w trawy owiniętą
jakby mu tego szaleństwa siewnego ciągle było mało.
A jaskółki nisko w tę zieleń latają, pewnie znowu będzie lało.
Ot tak mi się o tym wszystkim - niczym wdzięcznie myślało
gdy do pracy jechałem jak zwykle w zbyt wczesne rano.
A w pracy było jak codzień inaczej choć przecież tak samo.
Pomiędzy zdarzeniami wspomnienie rumianków się przewijało
chociaż ani na sukces ani na porażkę wpływu nie miało.
Może trochę wewnętrznie mnie rozjaśniało
równowagę i spokój przywracało.
Ale teraz jest dwudziesta trzecia dwadzieścia trzy
i już nie robię sumarycznego podsumwania dnia spamiętanych chwil.

[ 09/10.07.2020 ]



czwartek, 9 lipca 2020

ZAGADKA Z GOMBROWICZEM W TLE

ZAGADKA Z GOMBROWICZEM W TLE



Szumi wiatr w pochmurny powszedni poranek 

spada z drzew na trawy, które całuje jak serdeczny kochanek
z młodzieńczego pierwszego wąsa
srebrne krople rosy strząsa
spoglądając w lustro  kałuży 
włosy poprawia i oczy mruży
słońce zagląda mu pod grzywkę złotym promieniem 
drążąc chmury jak studnie odnlazwszy dziurę w niebie
zaprasza na kawę po turecku po prostu do siebie.
Zaparzam sobie czarną kawę w czarnej filiżance
zachwycam się powstałym rysunkiem w aromatycznej piance
zamyślam się o niedawno zmarłej z pracy koleżance
zastanawiam nad pogodą, jak się ubrać
bo chociaż w tej chwili akurat nie pada 
to deszcz pod uwagę trzeba brać
że zechce i dziś o sobie dać znać
ale w przewidywaniu pogody nie obowiązuje żadna zasada.
A ja i tak nie wiem co z takim faktem zrobić,
że śnił mi się dziś Gombrowicz.
Przecież ani z bliska ani z daleka
nie znam tego  człowieka
a on do mnie we śnie przychodzi i na co liczy , na co czeka?

[ 08/09.07.2020 ]




niedziela, 5 lipca 2020

ZAMIESZKA W NAS JASNY DOBRY CZAS [ Z greckiego śpiewnika : Aspri Mera ]

ZAMIESZKA W NAS JASNY DOBRY CZAS
 [ Z greckiego śpiewnika : Aspri Mera ]


Tak po cichu zwolna znów zapada zmrok

bez zbędnych słów
odchodząc zabierasz miłe dla mnie ciepło twoich rąk
i twa orchidea
zamiera na czas nim wrócisz tutaj znów.

Gdy zrozumiesz, że twe szczęście przy mnie jest
i wrócisz tu
mój świat znów nabierze ciepła pocałunków twoich ust
i wróci wraz z tobą
także dla nas jasny dobry dzień
i wróci wraz z tobą
jasny dobry czas by mieszkać w nas

Tak po cichu zwolna znów zapada zmrok
bez zbędnych słów
odchodząc zabierasz miłe dla mnie ciepło twoich rąk
niech wróci wraz z tobą
także dla nas jasny dobry dzień
niech wróci wraz z tobą
jasny dobry czas by mieszkać w nas



[05.07.2020 Inspirowane grecką balladą "Aspri Mera"]

sobota, 4 lipca 2020

ZADZWONIŁEŚ W LIPCOWY WCZESNY RANEK

ZADZWONIŁEŚ W LIPCOWY WCZESNY RANEK



W lipcowy deszczowy wczesny ranek zadzwoniłeś

I opowiadasz jakbyś z egzotycznie dalekiej podróży
Teraz dopiero co pełen wspaniałych wrażeń wrócił
Katalog prawdopodobnych i możliwych zdarzeń otworzyłeś
Uprzedzasz pytania o znowu obcy telefonu numer
Zdajesz relację z fasady której sypie się blaga jak stary puder
Nie drgnie mi jednak nawet nieznacznie powieka
Ogarnia tylko żal i smutek gdy na dalszy ciąg czakam i nie czekam
Wiedząc, że prawdy w tym nawet za złamany grosz
Utkany tak bowiem jest twój skądinąd barwny choć skomplikowany los
Łatwo przechodzisz do istoty sedna,  łobuzie
Że  okradli cię w autobusie
Epicko zabrali telefon, portfel i klucze
Szkoda, a może dobrze, że nie widać
Zagojonych ran serca i duszy jak 
Zaczynają na nowo w szwach pękać
Szybko się chcesz rozłączać
Enigmatycznie coś nadmieniasz
Że musisz spadać bo praca
Łączysz całusy i pozdrowienia, nic więcej do powiedzenia
Ukrywam ulgę, że w ogóle żyjesz
Którędykolwiek się szlajasz i znowu pijesz
To twoje wybory, poczucie wartości i sumienie
I tak jeśli ty się nie zmienisz ja cię nie zmienię
Wiesz to zresztą sam, lecz ty masz inne o losie swoim wyobrażenie.
A swoim błędom niebywałe nadajesz znaczenie.

[ 03.07.2020 ]

piątek, 3 lipca 2020

ZNAWCY POGODY

ZNAWCY POGODY



Choć pogoda się wściekła

leje deszczem jak z cebra
autobusy tak zwane plażowe
wykonują regularnie swoje kursy rozkładowe
choć na plażę nikt nie jedzie w taką pogodę
nikt więc też z plaży nie wraca
może tylko ktoś jak ty albo ja 
jak ślepa kura fuksa ma
i może  podjechać kawałek
kursem poza normalnym planem,
więc przeważnie powietrze wożą w tę słotę
autobusy  plażowe deszczem zachlapane
w ten sposób kierowcy mają robotę
obserwując to zdarzenie
nie trudno odnieść wrażenie
że znawcy pogody   w ZetKaeMie
są jakby z planety całkiem  innej .

[03.07.2020]