ZMĘCZONĄ DUSZĘ CZYMŚ POKRZEPIĆ MUSZĘ
i czuję się tak jaby musnęła moją zmęczoną duszę
właśnie nowa do życia i przygody podnieta
szkicuję program wycieczki i ostatnie mury oporu kruszę
chwila wydaje się być marzeniom moim chętna
i przychylna, pogoda oko puszcza, nie ma co wyruszyć muszę.
Zatem nie ma odwrotu decyzja podjęta konkretna.
Jeszcze namówię na współudział najwspanialszą na świecie moją siostrę Jagienkę
której radość mnie koi jakbym do ucha przyłożył morzem szumiącą muszelkę
i podążymy razem odkrywać urodę pobliskiego kurortu
z sławną aleją gwiazd polskiego sportu opodal rybackiego portu
jednocześnie leżącego nad Bałtyckim morzem i nad zatoką Pucką
co dla mnie zawsze stanowi okoliczność niewypowiedzianie piękną
i wzruszenie ogarnia i wyciska z oczu łzę po ludzku ludzką
jak wtedy gdy się dłonie w dotyku a usta w pocałunku zetkną
gdzie nowe wrażenia i wspomnienia wdzięcznie w całość się plotą
jakby ktoś prawdziwą historię z błyskotliwą złożył anegdotą
a wieczorem, choć będzie dość daleko do zmroku
zasiądziemy w ogródku gospody pod parasolami , zaraz na rogu
przekąsić z karty specjał szefa kuchni i wina chłodnego białego się napić
by ogarnęła nas pięknie zagrana muzyka marynarska, żeglarska
która, nie ma co tego ukrywać, nas tu skutecznie zwabiła by nią dusze podkarmić
by w nią się zasłuchać, nią czas odmierzać nieużywając zegarka
chociaż prawdę mówiąc czasu musimy dobrze pilnować
bo w rachubę przygody nie wchodzi by tu w przystani pod gwiazdami nocować
rytmowi muzyki i nastrojowi się poddać i w kolorowy obraz miasteczka zagapić
to się udało nam bardzo łatwo tak czarowały skrzypce, flet i gitara
i piosenka każda ochoczo przez wszystkich biesiadników podchwycana.
Sporą atrakcją dodatkową stał się pewien młody człowiek w zielonym dresie
gdy się zjawił w jednym ręku trzyma piwo w drugiej zawiniątko jakieś niesie
też widać, że do zabawy przyłączyć szczerze chce się
każdą melodię doskonale zna i pieśni popularnych słowa
chociaż przerwę ogłosiła ta pięknie grająca kapela szantowa
to wykonaniem a capella "Kiedy szliśmy przez ocean taki był cholerny sztorm "
podziw wzbudził i uznanie a aplauz zebrał ze wszystkich tawerny stron.
Potem do nas się przysiadł lecz nie skleiła się dłuższa rozmowa.
Podał rękę na powitanie nie zdradzając imienia swego
to dlatego, że chyba Jagienka wpadła mu w oko, nie dowiem się już tego
Przyznam się szczerze - dlaczego nie wiem, ale on mnie trochę krępował.
Zastanawialem się czy jest wakacyjnie przyjezdny czy całorocznie miejscowy,
miał obrączkę więc i nad tym się zadumałem czemu jest tu sam bez żony.
Posiedział chwilkę przy naszym stoliku, o psie swoim wspomniał
potem wstał się pożegnał i niespiesznie przed siebie pożeglował
odruchowo wzrokiem go odprowadziłem póki nie zniknął w spacerowiczów grupie.
"Głodnemu chleb na myśli?" Dla mnie za młody.
Takie pofrunęły za nim moje skojarzenia głupie.
Wieczór od zatoki wiatrem przynosić zaczął nieśmiałe chłody.
Muzycy podjęli swe artystyczne i profesjonalne bardzo dzieło
i wiele jeszcze pieśni pięknych od nich do ludzi popłynęło.
Z całego serca słuchający podchwytywali coraz śmielej melodie do wtóru
"Dziki włóczęga" pytał "Gdzie ta keja?" "Dziewczynę hiszpańską"
coraz klimatyczniejsza stawała się atmosfera wśród tego przypadkowego chóru.
Kopciuszkowa północ o dziesiątej zakończyła tę naszą zabawę szampańską.
Wracać nam było trzeba
do swego gniazda, do swego codzienego nieba
na swój łagodny brzeg
aby od jutra raźniej ruszać w codziennie nowy rejs.
[ 26.07.2020 ]