ZAMIAST RACHUNKU SPRAW NA KONIEC DNIA
wciągam pod pierwiastek entego stopnia
wszystkich mijającego dnia chwil sumę
nie myślę o porannych dziwnych snach
nie otwieram okna przez które wejdą nowe sny
chociaż noc obsiadła już każdy dach
i kołysze do snu deszczową chmurę
i jak pająk pracowicie rozsnuwa mgłę od pnia do pnia.
Wspominam codziennie mijane przejazdem pole
na którym jeszcze kwitną i owocują kaszubskie truskawki
że mnie rzewnie rozczuliły wplątane w nie maki i rumianki
po drugiej stronie od deszczu pulchna ziemia
odpoczywa od owoców rodzenia niewinnie niema
korzysta z tego wiatr zasiewając obficie chabry i kąkole
upstrzył tę kompozycję milionem stokrotek i dziką miętą
i jeszcze zagon zapuszcza koniczyną różową i białą
do której przytula lancetowatą babkę w trawy owiniętą
jakby mu tego szaleństwa siewnego ciągle było mało.
A jaskółki nisko w tę zieleń latają, pewnie znowu będzie lało.
Ot tak mi się o tym wszystkim - niczym wdzięcznie myślało
gdy do pracy jechałem jak zwykle w zbyt wczesne rano.
A w pracy było jak codzień inaczej choć przecież tak samo.
Pomiędzy zdarzeniami wspomnienie rumianków się przewijało
chociaż ani na sukces ani na porażkę wpływu nie miało.
Może trochę wewnętrznie mnie rozjaśniało
równowagę i spokój przywracało.
Ale teraz jest dwudziesta trzecia dwadzieścia trzy
i już nie robię sumarycznego podsumwania dnia spamiętanych chwil.
[ 09/10.07.2020 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz