niedziela, 31 stycznia 2021

Z WSZYSTKICH SIŁ NIE POKOCHAŁEM



Z WSZYSTKICH SIŁ NIE POKOCHAŁEM

Budzę się w każdy ranek - ciebie już nie ma tu
i tak trudno upewnić się, że znów byłeś tylko snem,
choć mówiłeś zawsze, że rozumiemy się bez słów
ciebie ja nie pokochałem z wszystkich serca sił.
Rozstaliśmy się więc bez zbędnych pożegnalnych scen
i nie musieliśmy leczyć ran swych połamanych serc
więc znów bez słów zrozumieliśmy, że to kochania kres
zatem fak, że cię kochałem został bladym tłem.
Znów żyć bez ciebie uczę się
by móc brać co los chce dać
i znów nadać sens swoim najnowszym dniom
mieć chęć od nowa zacząć jeszcze raz
naprawdę chcę.
Jeśli los dróg naszych bieg złączy kiedyś znów
strat nadrobić nie da się, będziesz chciał swą drogą iść
i  być może też  zrozumiemy się bez zbędnych słów
bo znów fakt, że mnie kochałeś pozostanie tłem.
Móc znów nadać sens swoim najnowszym dniom
mieć chęć od nowa zacząć jeszcze raz
naprawdę chcę.
Kiedy budzę się rano ciebie już nie ma tu
w świat nowych chwil wchodzę , w dłonie biorę ich kształt,
nie oglądam już też kadrów wspólnych marzeń i słów
bo ten fakt, że mnie kochałeś pozostanie snem.
tak ten fakt, że cię kochałem pozosteje tłem.
Choć mówiłeś zawsze, że rozumiemy się bez słów
ciebie ja nie pokochałem z serca wszystkich  sił
i ten fakt, że mnie kochałeś pozostaje snem.

[ 31.01.2021 inspirowane pieśnią "Someone that I used to love"]

sobota, 30 stycznia 2021

Z NAMIĘTNOŚCI DO SZAROŚCI

 Z NAMIĘTNOŚCI DO SZAROŚCI


Zwyczajny człowiek w szarym sweterku
szaro się widzi w swym szarym lusterku,
na co dzień żyje zbyt dosłownie z dnia na dzień
a każdej nocy liczy, że mu się przyśni barwny sen.
Szare rozterki przeżywa nadwyraz dogłębnie,
szczęście dostrzega  gdy odejdzie i w tle zblednie
albo nim określa bez wyraźnego pecha rzeczy stan
i z tego puntu widzenia, dużo go  na własność ma.
Jest jeszcze osobistego szczęścia 
niepozorna wersja trzecia
że jest powszednie jak mijany codzień
anonimowy skądś-go-znam przechodzień.
Do tkania swoich pejzaży szarości
zbiera przez słońce rzucany cień,
kradnie rosom lśniące przeźroczystości,
srebrne włosy wiatrom pełnym siwych tchnień .
Bez płomiennych nadziei i wielkich marzeń
na cieńkiej linie, ruchomych piaskach, po niepewnym lodzie
kocha i cierpi, dąży i zawraca, błądzi wśród nie swoich zdarzeń,
jak fotografie ogląda wspomnienia odbite w pomarszczonej czasu  wodzie.
Z tęsknotą w ramionach przelotnie się prześpi
potem z obłędem w oczach daremnie będzie jej szukać
przez co z niepowodzeniem więź mocniej zacieśni
bo znowu zapomniał zawczasu w niemalowane trzy razy odpukać.


[ 30.01.2021 ] 

piątek, 29 stycznia 2021

ZDJĘCIE SPRZED LAT

 ZDJĘCIE SPRZED LAT


Biało - czarna fotografia
na nim z dzieckiem intrygująca para.
Jakaś śliczna młoda pani
oraz młody piękny pan
uśmiechnięci choć upozowani
a pomiędzy nimi w beciku białym - ja.
Ona to Krysia Kowalik, on zaś to Sławek
- nie znam nazwiska i nie pamiętam
aby ktokolwiek je przy mnie wymówił,
nie wpadło mi zatem w najmniejszy pamięci skrawek.
Prostokątny kawałek starego papierka,
parafialne zaręczenie, że Bóg mnie już polubił
na jakby nie było,  firmowym druku
- świadectwo chrztu
zawiera daty, nazwę miejscowości
jest jak alibi : dokładnie wtedy byłem tu.
Ale dokument nazwisko ojca zgubił
dał natomiast glejt pieczy nade mną  ojczymowi
a mnie chyba stempel przynależności tożsamości
i może ktoś dobrze wiedział co w związku z tym robi.
No i chrzestnych imon, nazwisk brak,
ach co za błąd i niedopatrzenie, 
a jakiż by to był bezcenny ślad i znak
a tak ściętej głowy marzenie.
Urodziny w lutym,
kiedy świat był mrozem skuty,
a chrzest już w kwietniu
choć nie pierwszego to przecież w pletniu,
w około dziesięć jak przykazań tygodni
los i bieg zdarzeń o których nic nie wiem, przegonił
z Podhalańskiego Makowa
do odległego nadmorskiego Darłowa
ojca być może z wojskowym rozkazem
mamusię za nim, bo rodzina powinna być razem,
tak to sobie wyobrażam gdy patrzę
na ten stary kadr z fotografii obrazem
gdzie wszyscy trwają tacy osobni
choć przyłapał ich flesz, ustrzeliła migawka
gdy na chwilkę może pierwszą i ostatnią byli razem
ja i chrzestny ojciec i chrzestna matka
jednocześnie tyleż umowni jak i dosłowni
w gruncie rzeczy troje obcych sobie ludzi
i jeszcze fotograf, którego być może już to wszystko nudzi,
bo cóż, zdjęcie jak zdjęcie
tak wiele ich ma już na swoim koncie w tym właśnie momoencie.
Być może tak sobie pomyślał przy tym 
skądinąd sympatycznym
trzyosobowym portrecie.


[ 28.01.2021 ]

poniedziałek, 18 stycznia 2021

Z KTÓREGO ŹRÓDŁA PRAWD ...


Z KTÓREGO ŹRÓDŁA PRAWD ...


Twoja twarz rozjaśniona
to tylko wspomnienia kadr
za dużo spłynęło już wód
Wiślanych stróg,
nasze drogi do siebie to zatarty ślad
losu palcem po wodzie rysowanych map.
A ty pewnie w parku liść wiatrem gnany 
beztrosko gonisz albo łapiesz do kogoś roześmiany
może znowu kochasz i jesteś kochany
a my się nawet przez przypadek nie spotkamy.
Fatum poszło dawno bez nas w swoje tany.
Znowu mnie spotkałeś - to mógłby być jedynie sen.
W nim pogadać o czymś mógłbyś chcieć,
ale nie mamy przecież już wspólnych spraw
więc raczej nie wracajmy ani tu ani tam
i nic nie tłumacz mi
nic nie powiem i ja,
nie zechcesz mi uwierzyć
nie wezmę cię w ramiona
nie wiem czym byś przekonać mnie miał,
z którego źródła prawd
napić dziś bym się chciał...
Czemu ta historia jest nami tak zdumiona?
Wszak było, minęło, nie ma już nas ale będziemy dalej żyć.

[ 18.01.2021 ]

piątek, 15 stycznia 2021

ZAWSZE WAŻNY JEST CZŁOWIEK

 ZAWSZE WAŻNY JEST CZŁOWIEK

Kiedy dowiedziałeś się , że literackim Noblem
uhonorowano Wisławę Szymborską
miałeś minę nietęgą jakbyś stał nad tradycji jakiejś grobem
a skomentowałeś tę kwestię i ostro i szorstko
pomimo, że oczywiście, dumny byłeś swoją drogą
że tak wspaniale świat docenił poetkę Polską,
i powiedziałeś : "tego Nobla powinni dać Osieckiej !"
I trudno było się wówczas nie zgodzić z tobą.
A dziś ?  Jednakowo opowiada się rozum i serce,
dobrze, że dali nagrodę Wisławie i żal, że nie dali Agnieszce.
Jednak nie kwitłty pod wysokim oknem twoim jabłonie
a wpadł któregoś świtu jak ból co rozasadza skronie
kamień , ktoś nim cisnął w twój dom, rozbił szybę i spokój,
spłoszył naszych łask codziennych konie pstre i wokół
rozpostarł  nieuchwytny cień, nieruchomy przez chwilkę
pomiędzy nami i krótkie intensywne napięcie
jak niepewność czy coś nas tego ranka zaskoczy jeszcze
teraz zaraz? za chwilę? za moment? Wstałeś, postawiłeś na parapet roślnkę,
jakby się nic złego nie stało pozbierałeś rozbite szkło,
zrobiłeś kawę, zapaliłeś papierosa i wcale nie drżała ci dłoń.
Coś powiedziałeś nie a propos
porannemu zdarzeniu  śmiejąc się w nos.
I za tym uśmiechem schowałeś nie dla mej wiedzy przeznaczony twój problem
Ale trochę łamał ci się wyrobiony teatralny, radiowy głos
i choć za to nie dam głowy, posiwiał ci nagle jeszcze jeden włos.
I do dziś nie wiem dlaczego już nie chciałeś mnie widzieć nigdy potem.
A może to ja poczułem się zbyt zbędnym dla ciebie kłopotem?
Zrozumiałem, że tak symbolicznie stał się między nami koniec.
Sam poszedłem  przez park przy rzece, znałem drogę na dworzec.
Więcej nie było między nami szczęścia łez spod powiek.
I przyczyną tej nagłej między nami zmiany był obcy, kamień rzucający człowiek.
 
ps. i wcale mnie  nie stanowi mój wciąż we wspomnieniach drogi
jak zareagowałeś na Nobla dla Tokarczuk Olgi.

[ 14/15.01.2021 ]





środa, 13 stycznia 2021

ZERO WSPOMNIEŃ Z CZESKIEJ PRAGI ?

 ZERO WSPOMNIEŃ Z  CZESKIEJ PRAGI?


Nie dotykałem do tej pory w mych wspomnieniach słowem nawet najmniejszym Pragi,
może dlatego, że brakuje mi talentu, polotu a w pewnym sensie odwagi.
Kiedy w myśli przepowiadam słowa : zero wspomnień z Czech
ogarnia mnie zakłopotany, pusty , może nawet jednak autoironiczny śmiech,
bo z jednej strony wszystko to pamiętam niestety jak przez mgłę
a z drugiej strony to była przygoda, która się udała rozsądkowi nieco wbrew.
Plan jaki mieliśmy przed wyruszeniem był taki, żeby po prostu dojechać do Pragi,
a potem to się zobaczy, bo pewnie jak widziałem to nietylko w Krakowie
noclegów pełno na każdym kroku, za każdym nierozpoznanym jeszcze rogiem,
zatem żadnych rezerwacji, choćby przybliżonej orientacji,
ale pamiętam, że  był pod ręką jakiś polski przewodnik
i rozliczne notatki do czegoś mające się nam na miejscu przydać 
Adresy atrakcji, miejsc z twojego punktu wiedzy kultowych
a także jak to zawsze wszędzie, punktów zwiedzania obowiązkowych.
Czystej postaci realizowaliśmy spontan jak podczas każdych naszych wakacji.
Jakby słowa plan nie zawierał ani twój ani mój dni wspólnych słownik
jakby dzięki temu miało nam się zawsze udać wszystko co możliwe wygrać.
Opuściliśmy zdeszczowioną Porębę Szklarską przez Jakuszyce jadąc i dalej 
i tak coś mi się wydaje, że jak na nas to bardzo wczesnym ranem.
Gdy mijaliśmy  granicę, trzeba się było zatrzymać, by karty opłaty drogowej nabyć,
bo patrole policji czeskiej zwłaszcza turystów polskich lubią pod tym względem zgnębić.
Ale skąd by mieli wiedzieć, że polscy turyści jadą, skoro twe auto ma irlandzkie numery
to nam przez myśl nie przeszło ani razu przez najmniejszy chwili ułamek.
Nie było nam dane sprawdzić jakie są te legendarne policjantów czeskich maniery.
Prowadziła nas bezbłędnie w tamtą sronę dżipiesu mapa i  niebieska na niej trasy nić. 
Wiodła nas raczej droga prosta, tam piękny widok, tam zaś intrygujący zamek.
Mijaliśmy także po tej stronie piękne góry, lasy, jakąś rzekę, gdzieś tam most
i co jakiś czas pokazywał sie i towarzyszył nam to znów,gdzieś ginął nagle kolejowy tor
jakby całkiem jak i my też  gnający przed siebie  co tchu ku przygodzie na wprost.
Serce rosło , płonął wzrok , mózg się w endorfinach pluskał, pławił
i trudno nie powiedzieć, żeś to ty to wszystko tym pomysłem śmiałym sprawił.
Dotarliśmy w końcu,  a jakże bez problemu - było chyba wczesne popołudnie.
Już wjeżdżając w przedmiejskie rogatki
kierowaliśmy się na adresy noclegów wedle sporządzonej kartki
I sprawdziło się co do joty do trzech razy sztuka
Oraz że znajduje zawsze ten kto szuka.
Dzięki notatkom po kilku niefartach znaleźliśmy nocleg wcale nie byle jaki.
W dzielnicy siódmej, blisko była stacja metra, pętla z której autobusy wyruszały na swe szlaki.
Naszymi sąsiadami byli młodzi ludzie  chyba z Polski, każdy z nich jakiegoś fachu robotnik.
Tobie udało się mimochodem i przypadkiem jak dwa w jednym to ustalić
być może w recepcji, a może w palarni gdy wychodziłeś papierosa zapalić.
A może przez ścianę rozmowy było słychać choć nigdy nie była to ordynarna pyskówka.
Przedpokój nas łączył niewielki, łazienka całkiem zwyczajna i lodówka.
W drogę sobie raczej nie wchodziliśmy i  żadna integracja miejsca nie miała
My ich nie zaczepialiśmy i oni też nie wykazywali ku temu żadnej aktywności.
Może dlatego, że korzystaliśmy  z łaskawości wspaniałej pogody, która nas rozpieszczała.
Bez ograniczeń smakowaliśmy uroki nocy rozliczne i atrakcje dni
tracąc czasem głowę i rozeznanie co jest jawą a co się klorowo śni.
Gnało nas w to piękne miasto codziennie inne z listy twoich marzeń wyzwanie
a byliśmy wszędzie dokąd dało się dospacerować, dojechać metrem albo tramwajem.
Wiele miejsc odwiedzaliśmy wielokrotnie by się przekonać jak wyglądają w dzień a jak w nocy,
spędziliśmy jeden wieczór w klubie, w którym tańczyli piękni, młodzi nadzy chłopcy.
I niespodziewanie po tym wieczorze stałeś się dla mnie nieprzyjemnie obcy.
Nie dałeś się  przytulić, nie chciałeś się całować, nie pozwoliłeś potarmosić się za włosy.
Pokazałeś swoje drugie ja, takiego ciebie do tej pory nie znałem
i z takim twoim portretem własnym pod powiekami sam jak odarty z ciebie spałem.
Być może byłeś zły, że nie poszliśmy do dyskoteki na co miałeś ogromną ochotę
bo ty wręcz uwielbiasz taki zgiełk , taki tumult, w nim się czujesz jak ryba wpuszczona w bystrą wodę
a ja się trochę bałem, że ty mi w niej  zginiesz a ja cię nie znajdę i co ja zrobię potem?
Nie byliśmy też do końca pewni czy znaleźliśmy właściwe miejsce i bez przymusu wyraziłeś zgodę
abyśmy posprawdzali inne miejsca z twej sekretych pragnień listy,
tak właśnie do owego dyskretnego klubu trafiliśmy.
No ale w jakiś naturalny sposób przeszliśmy nad tym do utartego porządku między nami,
nie zajmowaliśmy się tymi raczej wówczas drobnymi rozdźwiękami.
Może szkoda było czasu wspólnego, którego bądź co bądź niezawiele dla siebie zawsze mamy,
pędzimy w miasto, zwiedzamy zabytki, urbanistyczne nowoczesności znaki podziwiamy.
Urokliwe zaułki, regionalne i markowe knajpki , stylowe przytulne kafejki, kuszą, zapraszają.
Z wiaduktu widać kolejowy dworzec, lubię spoglądać na pociągi które wracają lub wyruszają
w podróże do przygód, obowiązków, do pocałunków , do rozstań, do łez, do końca, do źródła...
Gwarne centra i główne ulice,  zdumiewająca ogromna poczta główna.
I wesołość w nas budząca ciekawostka - publiczne toalety niczym okrągła z gazetami budka.
I znowu po swojemu się uśmiechasz i mówisz jak lubię, że Praga jest nieludzko cudna.
Jeszcze jedna nas czeka wyobrażeń i utartego mitu konfrontacja z jego prawdziwym wymiarem.
Wybieramy się na obiad do lokalu spod znaku tęczy, który jest trochę knajpką bistrem, barem.
Lokal niewielki, za barem presonel męski, wśród gości także sami panowie, muzyka z głośnika
rozlega się bardzo dla ucha przyjemna, w światowych przebojach Helena Vondrackova ,
wybieramy stolik, mamy przy nim piękny widok na nadrzeczny bulwar i na wiatr który nas tu przwiał,
na temat lokaliku, położenia, wystoju, klimatu, nad kartą dań i napojów potoczyła się rozmowa..
Raptem się wyda tajemnica chociaż nikt przed nikim jej niczym nie skrywał
że nie kluska jak wielu myślało a specyficznie przygotowana biała bułka stanowi istotę knedlika.
A chociaż przed nami wiele jeszcze praskich atrakcji
już się czuje nadciągający powiew zmian zwiastujący koniec naszych wspólnych wakacji.
Wrócimy drogą już nie tak prostą
meandry serpentyn górskich nas powiodą,
 dżipies wywiedzie w pola i bezdroża
więc na wyczucie będziemy się kierować
aż dotrzemy do Wisły, przeskoczymy Ustroń, miniemy Skoczów.
I za niedługo znowu będziemy w punkcie wyjścia, czyli w domu.




[13.01.2021]







sobota, 9 stycznia 2021

Z POWODU ZNAKÓW NA ZIEMI I NIEBIE

 Z POWODU ZNAKÓW NA ZIEMI I NIEBIE


Wszystko co się mi z tobą w roli głównej przydarzyło
jak jeden wielki słoneczny uśmiech losu było,
przeżyte przy tobie, wraz z tobą szczęście na jawie
wracało snem, po którym zostawał w rękach zielony kamień
i spojrzenie  miodowych oczu ciepła pełnych  przy porannej kawie
i ochota na życie , jak zawołanie : broń na ramię!
i nadzieja wypisująca twe imię w każdej mijanej bramie
i wiara wspierająca miłość, której dusza wątpi czy się nie załamie.
Chociaż każdy mój sukces dedykowałem tobie,
wcale nie myśląc, że zawdzięczam go sobie,
pomimo, że przy tobie każda porażka 
była jak rychłego zwyciestwa zapowiedź
piękna,zmysłowa, wyjątkowa, jak z obrazka
w laur przystrojone mająca klasyczne skronie,
trzymająca za mnie kciuki zamknięte w alabastrowe dłonie,
czułem, że tej miłości na odległość nie obronię.
Z powodu znaków na ziemi i niebie
(a jeżeli zroumianych opatrznie, błędnie?)
bezwzględnie zrezygnowaliśmy z siebie 
bez złożenia
wypowiedzenia
można też powiedzieć, że zaocznie
zostawiając ślady odchodzenia niewidoczne.

[ 09.01.2021 ]





środa, 6 stycznia 2021

ZABIERZ MNIE GDZIEKOLWIEK MIAŁBYŚ IŚĆ

 ZABIERZ MNIE GDZIEKOLWIEK MIAŁBYŚ IŚĆ


Znowu milkniesz w mroku,
w ciemności boisz się
choć nic ci tu nie grozi,
dam ci jasność i ciszę.
Będę twą miłością,
zcałuję z oczu łzy.
Chcę być z tobą przy tobie
jak wiatr na twoim karku.

Bo kocham ciebie w nasz zimowy ranek,
w lato kiedy nasz przekracza próg,
powiedz tylko, że mnie potrzebujesz
przynieś mi tej prawdy pełen dzban:
to wszystko czego chcę.

Powiedz mi to szeptem,
w zaciszu czterech ścian,
a ja zapewniam ciebie
już będę w siódmym niebie.
Odnajdziemy miłość,
świat pełen ciepłych barw,
w nim my zawsze ze sobą
by zawsze siebie chronić.

Kocham ciebie, w ten niezwykły moment
wyrusz ze mną poza świata kres.
Powiedz,tylko, że mnie potrzebujesz
i gdziekolwiek pójdziesz pozwól z sobą iść:
to wszystko czego chcę.

Szepnij słowo że chcesz ze mną być,
zmień kaształt dni i nocy i poranków.
Mów, że  czujesz to co ja:
to wszystko czego chcę.
Zabierz mnie gdziekolwiek miałbyś iść,
kochaj-
o tyle proszę cię.

[06.01.2021 inspirowane pieśnią ,, All I ask of you"] 

sobota, 2 stycznia 2021

ZNÓW POMYŁKA

ZNÓW POMYŁKA



Miłość miała być lecz nie przyszła
bo ktoś na nią nakrzyczał,
że nie była jak sen,
zatroskana , zraniona odeszła za czasu krąg
aby wrócić kiedyś znów.
Północ, już nie trzeba się śpieszyć
mgłami weszła na księżyc,
który traci swą twarz.
Wciąż pamiętam pierwszy dzień i pierwszą noc,
kolor oczu , szepty ust,
w blasku wspomnień złudzeń moc
i zwątpień nieporadność
pierwszych spotkań jak skowronka radość,
słowika pieśni w nocy.
Znowu w przestrzeń dnia i jasności
tak nie chciało się wchodzić 
nocą bez ciebie śnić.
W przyszłość z tobą uwierzyć nie było mi łatwo też
tylko to co dziś miało sens.
Kiedy pytasz mnie o przyszłość
nie wiem co odpowiedzieć
pomiędzy nami coś się złego stało
fałszywie coś zabrzmiało.
Potem spacer z tobą po mieście
twego ciepła chcę jeszcze
nim nie będziesz mnie chciał
i zrozumiem, że ty dawno masz inny plan
znów pomyłka, szkoda słów.

[ 02.01.2021 ]