sobota, 31 grudnia 2022

Połączenia nieodebrane

 Połączenia nieodebrane


Wydłuża się wirtualna lista
połączeń realnie nieodebranych
bo dzwonisz a mnie brakuje rąk
by odebrać akurat właśnie w tej chwili
i nie mogę potwierdzić, że nadal jesteś mi bliska
wśród wszystkich zapomnianych
w codzienności jak dawnej róży pąk,
dzwonisz ale o czym będziemy gawędzili?
O tym czego nie będzie bo nie było?
Przecież nas nie łączyła miłość ,
wiedzieć chcesz nagle jak jest?
Dziękuję, zainteresowanie miła rzecz
ale to wszystko szum i szelest, przecież wiesz,
nie bierzmy tych chwil pod lupę, na widelec.
Owszem, mógłbym oddzwonić
gdy skończę przez ulicę przechodzić
po jej  nierównym bruku,
która w dodatku prowadzi po łuku,
zza którego prostej nie widać,
albo gdy wysiądę z autobusu
wyciśnięty jak sok z cytrusów
z myśli wszelkich jak herbata z fusów
gdy ją trafiło kolejne parzenie
ale nie wiem co ci powiedzieć
a nie jest mi to obojętne.
A może wystarczy wysłuchać cierpliwie
jak się toczy twoje życie osobliwie,
które sprawy masz dopięte
ostatecznie, definitywnie
a które są dopiero co rozpoczęte
jak paczka papierosów, które palisz namiętnie,
a może rzuciłaś palenie
bo tak postanowiłaś w ostatnie Boże Narodzenie?
Nie dzwonisz,
przez kosmos się nie łączysz
aby ze mną myśli, słowa trwonić
a mnie niezręcznie prosić
o słowa twego w słuchawce choć pół,
które  jak okruch opadnie na stół.
Nie dzwonię
by nie zakłócać tobie
porządku, bo może
porozmawiać na stronie
w tym czasie akurat nie możesz,
ale wiadomość napiszę
by burzyć między nami ciszę,
serdecznych słów bukiecik wyślę,
dam znać, że o tobie myślę,
za chwil wspólnych z tobą
barwnym freskiem
po prostu tęsknię
jak w bury dzień, za ładną pogodą.

[25-31.12.2022]


niedziela, 18 grudnia 2022

Afrodyzjak

 Afrodyzjak


Tak nagle spadł znowu śnieg
i srebrny szron ściął ostatnie liście z drzew,
otulił świat biały puch
zwolnił krok epoki zmęczonej duch.

Na szybie mróz odcisnął kadr
jak portret twój sprzed bardzo wielu lat
i wrócił obraz tych chwil
gdy szczęście do drzwi
pukało jak w snach.

Znów tak by chciało się żyć
z półcienia w blask wyjść
swą drogą w nieznane iść
bo wciąż gdzieś tam czekasz ty
jeszcze raz w pełni być
słońcem nadziei swych dni.
Co zrobić mam?

Chcę byś zapragnął mnie tak
jak słońca wiatr
gdy włosy mu zmoczy deszcz
lecz znów zapadasz jak świat
w zimowy sen
w zbyt krótki o tej porze dzień.
Chcę byś zaprosił mnie znów
w czułości krąg
do ciepła rąk
muśnięcia ust.

Znów tak by chciało się żyć
z półcienia w blask wyjść
swą drogą w nieznane iść
bo gdzieś tam czekasz ty
a ja chcę abyś był 
słońcem nadziei mych dni.
Co zrobić mam?
 
Znów słońce skąpy swój blask rozdaje nam
lecz nie ogrzewa nas,
chcę byś był jeszcze raz
słońcem, nadzieją mych dni.
co zrobić mam ?
Co robię nie tak?

[ 06, 18.12.2022 ]

Siła marzeń w skali Zabrze

Siła marzeń w skali Zabrze



Chociaż twój oddech na szybie zamarzał
jak obraz który w twej duszy przymiarkę brał
i wyszedł ze swych ram i nietrwały zostawił ślad
niepowtarzalny w żadnym innym wydaniu kadr
patrząc na obcy krajobraz cały w mroźnej bieli
jakby się zmęczony położył do snu w chłód pościeli
nim się ludzie do kościołów wybiorą przy niedzieli,
kształt nowego marzenia , przygody kół rytmem zadrżał
za jego, jej głosem i nie sam przyjechałeś do Zabrza
bo się tak złożyło że los zechciał to czego chciałeś sam
i mogłeś na chwil kilka szczęśliwych zostawić kram
w który czas życia ci zapakował smak trosk i strach
choć z zapałem notujesz słońca i tęcze pośród kart
codzienności wiernej jak wierny jest twój własny świat.
W pierwszym dniu drugiej dekady grudnia
jakieś sto pięćdziesiąt kroków do południa
nim z mariackiej wieży popłynął krakowski hejnał
zauważyłeś zjazd gwiazd jak znak, że się będzie spełniał
do joty jak z katalogu jeden z piękniejszych snów
że aby to potem opisać po prostu zabraknie słów.
Gdy zostawiałeś palto w szatni nie byłeś pierwszy ani ostatni,
foyer było gwarne, jasne skąpane świateł kaskadami,
widzisz ludzi, którzy przybywają do kultowej zacnej sali
pojedynczo, grupami, parami, poważni to zaś roześmiani
a wszyscy niezmiernie ogarnięci emocjami
i oczekiwaniem na to co się ma za chwil kilka wydarzyć.
Ze swojego wysokiego miejsca patrzysz
jakbyś kogoś szukał w tym tłumie obcych twarzy,
albo spodziewał się spotkać dawnych znajomych ze Śląska
a tym czasem jedyną znajomą jest twoja własna siostra.
Nim pogasną światła i zapadnie teatralna cisza
oko nęci raz po raz słabo oświetlona kulisa
pełna podskórnego przedspektaklowego życia.
Ktoś w niej przemyka, kostiumem błyska.
Jeszcze spóźniony widz  się na swoje miejsce przeciska
a już rytm nabija perkusista, ton podaje gitarzysta
i śpiew płynie czysty harmoniczny wielogłosowy
Accantus Studio Live 4
musicalowe, filmowe i inne numery 
a po każdym programu punkcie owacje, aplauz zawrót głowy.
I jeszcze bis
bo tego domaga się widz
a potem drugi, artyści są na to przygotowani
publiczność wyprosiła to feerycznymi brawami.
A potem koniec bajki, szturm szatni,
Obserwujesz nerwowo bieg wydarzeń
chociaż wszystko przebiega sprawnie
odliczasz czas spoglądając na zegarek 
i już wiesz że nie zdążysz dotrzeć na przystanek,
to nic, znajdzie się inne rozwiązanie.
Będzie dobrze prawem serii szczęść, możesz liczyć na nie,
bo cię tu przywiodła siła marzeń
dziś mierzona w skali Zabrze.


[ 11,17-18.12.2022 ]




środa, 14 grudnia 2022

Bez pretensji

Bez pretensji



Czasem kotku masz ten niewątpliwy gest,
i przyznajesz mi  jakąś małą nieistotną rację
w taki sposób, że już wiem, to kończy flirt, adorację,
jednym ruchem ręki wykreślasz ze sztambucha wiersz,
niegdyś zgrabnie wymyśloną dedykację,
dni szarych jaskrawo barwną dekorację
i zanosi się na mym dworze na detronizację.

Bo czy to Łowicz,  Ustroń czy Pacanów
taki gest ma niekiedy każdy z panów.
I już nie ma wspólnych planów,
nocy naszych, naszych ranków
witań czułych potem rozstań na przystanku
w oczy spojrzeń zaszeptanych
z aromatem w tle czarnej kawy,
tylko się rysuje coraz bardziej oczywista
pewność, że się więcej nie spotkamy,
ta świadomość łzy wyciska,
zwłaszcza, że nie będę tak ci bliska
jak ta nowa flama z uzdrowiska,
twoja nowa cicha przystań.

Stanę się obca, przejrzysta.
No to żegnaj, no to pa
idę sobie stąd, na samotników bal,
a ty leć, taki niecierpliwy jak uczeń
do tych nowiuteńkich wzruszeń, złudzeń
nie wygniecionych, nie wymiętych
w podtrzymywania ognia próbach codziennych,
leć a nie spłoń zbyt nagle jak ćma,
w  światło nowej podniety,
no, leć już, ja tę potrzebę też dobrze znam,
i że to przeminie, straci blask doskonale wiem
choć zaproszenia zamówisz nowe i karnety
i w kalendarzu  świętem ogłosisz każdy dzień.

W delikatną nie otulaj, proszę, bawełnę  
słów ostrej prawdy 
piosenki, kolędy
że za chwilę już nie będę, nie będę,
nie chcę abyś słodził
powolutku dozowaną gorycz
że się w twym pejzażu zwiewnie rozwieję,
że zaplączą się zimowych drzew cienie z moim cieniem
gdy wśród nich będę chodzić bez ciebie
szukać końca i początku świata
gdzie historia wątki splata i rozplata,
upraszcza jedne a inne zaś gmatwa
a przecież to wszystko jest życie, nie matma.

Coś daje mi złudzenie, potem los odbiera okrutnie,
zatem wyruszam w długą podróż na południe,
po odrobinę ciepła, które po prostu lubię
i ocalić wiarę w siebie, nim całkiem ją zgubię.
Nonszalancko ukryję żal i rozczarowanie
choć to tak niedorzecznie brzmi i banalnie.
Gdy cię kiedyś zobaczę na ulicy przypadkowo
może cię nie poznam, nie obejrzę się za tobą
pomyślę sobie, że to chyba nie ty tak odruchowo,
na karb złudzenia podobieństwo złożę 
włączę na  przejściu zielone i dalej pójdę w swoją stronę.

[ 09-14.12.2022 ]








niedziela, 4 grudnia 2022

Joe O'connor

 Joe O'connor


Jest subtelnie filigranowy,
oczy mają odcień miodowy,
erotyczny usta budzą zawrót głowy
ogarniają mnie szałem zmysłowym,
coś w duszy buzuje,  iskrzy,
odblaskiem oczarowanie błyszczy,
nadaremnie go chcę,
nieosiągalny, tak wiem,
odrodzony Fenix z popiołów,
romantyczność w tle zielonego stołu.

[ 04.12.2022 ]

W płochym sercu

W płochym sercu



W skołatanym, płochym sercu ciągle noszę
twej czułości dla mnie ślad
ale wiem, że od dawna ja nie goszczę
pośród marzeń twoich gwiazd.

Świat otula śnieżna biel puchowa
a mnie boli siwa rozczochrana głowa
pełna zwątpień, rozczarowań
cienia szans na kawałek szczęścia spragniona
pośród spadających wciąż notowań
podarunkowych kart z akcjami miłości
i zaproszeń do łask nicości.

Świat się bielą śnieżną łagodnie okrywa
i  potoczną ciszą makiem zasianą  odzywa,
jakiś obcy przechodzień ślady zostawia
na drodze od powitania do rozstania,
wiatr go nieczuły pogania, przegania
gdzie tyle do zdobycia, do wygrania
bez spadających gwiazd wypatrywania.

[ 03-04.12.2022 ]