ZACHODZĄ NIEUSTANNIE ZMIANY
NIEZALEŻNIE CZY JE ZAUWAŻAMY
Miewam niekiedy sny ciepłe, jasne, piękne i stylowe
jakby wątki wzięte z powieści Dąbrowskiej czy Orzeszkowej.
Gdy obmyśliła swe dzieło Dąbrowska,
przystępowała do znoju twórczej pracy
i ogarniała ją przeogromna troska
o detal, o barwę, o fakturę
wiedziała ile to dla sprawy dzieła znaczy,
cyzelowała słowa aby miały
odpowiedni kolor, dźwięk, temperaturę,
tak wiele na przemian płodnych i jałowych
dni i nocy
ten człowiek na wskroś czujący i myślący
poświęcił by osiągnąć efekt wspaniały
a zawsze co do tego wątpliwości
drobnym makiem jej sny i jawy
obsiewały...
Otrzymaliśmy przebogate, wymuskane literackie fikcje delicje
a to za zwyczaj było jej prawdziwe życie:
jak sama wyznała - wypisała całą siebie,
czy miała potem o czym rozmawiać z aniołami w niebie?
Gdy otwieram jej dzieła jakiegokolwiek księgę
jakbym rzeki rwącej rozpostarł wstęgę
i wciągnięty w jej nurt pierwszym słowem
przepadam z kretesem, tracę serce i głowę
aż po ostatnią kropkę za napisem koniec.
Zostają te dzieła w pamięci i w czytelnika wrażliwości łonie
pomimo, że nie ma ich w aktualnym szkolnych lektur kanonie.
Jakby były do czyśćca wtrącone zakazane i zabronione
a to wygnanie ciągle jest nieprzedawnione.
[ 11.11.2020 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz