niedziela, 13 grudnia 2020

ZWARZYŁY SIĘ PRAWDY

ZWARZYŁY SIĘ PRAWDY



Dziś  jest taki dzień, że pogody w pogodzie brak
i nawet kawa z rana też ma zaskakująco niepogodny smak.
Za oknami szaro i buro i pochmurno a nad morzem znów mgła
na termometr zerkam ukradkiem  bo na skali słupka rtęci
bezlitosne zero, nie wiadomo czy to "tylko"  czy   "aż"
więc natychmiast spoglądam na kalendarz
z widokiem ze słonecznej Grecji,
przy kawce próbuję nabrać jakby większych chęci,
bo mnie tylko jedno  kusi, jedno tylko nęci,
by wszem i wobec  nic nie robienia dzień obwieścić.
Jest 13 grudnia i niedziela tak jak tamtego pamiętnego poranka
kiedy poraz pierwszy o zwykłej porze nie było Teleranka.
A w poprzedzającą ten dzień sobotę 
późnym popołudniem gdy wszyscy skończyli wszelką robotę
ojca były żołnierzyk ze służby czynnej
Remek przybył i złożył coś w rodzaju wizyty kurtuazyjnej.
Nic nie było w tym dziwnego, niezwykłego - bo bywało też tak wcześniej,
wpadali do nas cywilni już wówczas - byli żołnierze bo ojca podobno cenili i lubili.
Ja na ten zaszczyt i splendor patrzyłem znacznie krytyczniej
no bo niewinna z początku impreza
 w libację z przytupem często się przeistaczała- 
wszyscy wspomnieniami się rozrzewniali, 
opowieściami co u kogo jak i z kim rozczulali ,
za każdą pomyślność - albo jej brak oczywiście toast, 
bo tradycja choć świecka to musowo rzecz święta , 
każdy biesiadnik to zna, każdy pamięta,
lecą toasty i chwile raz-dwa, szast-prast
szybko więc każde szkło
pokazuje suche dno;
niekiedy  z czasu wspólnej prehistorii jakiś bolący konflikt 
przez którego wspomnienie biesiadnicy chcieliby się pobić,
w tę sielankę, z nietykalnego na trzeźwo obszaru orbit
wyrwanym kamieniem niechcąco wyskoczy
czasem robi się gorąco 
bo każdy ma rację najswojszą
i jej do upadłego gotów jest bronić
i już nie samą serdecznością błyszczą oczy
Tak mniej więcej każda tego typu okazja się kończy.
Może to prawda, że wtedy konkretnie nie był to czystej wody przypadek
bo to całe ostro skacowane towarzystwo w ten grudniowy poranek
pod obcas mobilizacyjnego rozkazu zostało wdeptane
przez gońca wręczonym telegramem-szyfrogramem,
może to komuś było bardzo na rękę aby byli jak Orfeusze pijani a lojalki podpisane.
To był zdecydowanie jeszcze taki czas, że łatwo dzieliłem świat
na czerń i biel, na dobro i zło bo miałem niewiele jeszcze lat,
więc wysłuchawszy nie do pojęcia dla mnie i dziwnego przemówienia generała
poszedłem na sanki uważnie w zachodnią część nieba się wpatrując
czy aby wrogie nie nadlatują samoloty które nas zbombardują
no bo też taka definicja wojny we mnie istnieniem w świadomości pokutowała.
Oczywiście nic takiego z popularnych  filmów znanego nie nastąpiło,
trudno mi było ocenić sens sytuacji i zrozumieć co to wszystko tak na prawdę znaczyło.
Świat bowiem nagdle przemówił językiem, który złamał wszystko co było
na swój sposób jednoznacznie względnie bezpiecznie uporządkowane,  
zwarzyły się prawdy z matczynym mlekiem przekazywane.
Nowej historii otworzył się rodział na naszych oczach i nikt nie wiedział co będzie dalej.
A dalej to były prawie jak partyzanckie wyprawy
pani Stasi ,,Lopkowej" i mojej mamy
z wałówką i papierosami dla bliskich choć nieznajomych po Tamtej stronie stoczniowej bramy.
Do dziś z emocji na twarzach wypiekami
wysłuchujemy tych wspomnień o tańcach ze  szablami.
Nie jest istotne że jako żony żołnierskie
w ten sposób w pewnym sensie 
prowadziły swoją grę w dywersję
tylko czy wszelkie nasze władze odrobiły z tej historii zadane lekcje.

 

[ 13.12.2020 ]






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz