ZA ZIELONĄ BRAMĄ
gdzie Długie Ogrody niewiele wspólnego ze swą nazwą mają,
na piętrze dziesiątym, pod niebem banalnie modrym
albo pochmurnym przy dniu mniej pogodnym,
jak w wieży prząśniczki, trzy wschodniozagraniczne księżniczki
z polskim księciem mieszkają. Tym księciem oczywiście jesteś ty.
Gdy cię tak nazywam stajesz się drażliwy, przekornie zły.
Kiedy do ciebie przylatuję niczym motyl na betobowo-szklaną górę
witasz mnie wówczas tak jakoś niezwykle bardziej niż czule,
one niedyskretnie podglądają nasze miłosne zaloty
za pierwszym razem peszyło mnie to bardzo, ale koty za płoty
potem się bałem, że zgubi je ta ciekawskość
i z balkonu jedna przez drugą pospadają,
a łatwo za wygraną nie dają
i nie widać aby im się znudziło i miały dość,
tak więc wielu naocznych świadków miał nasz każdy ku sobie śmielszy krok,
ale naszym sprzymierzeńcem był coraz prędzej na szczęście zapdający zmrok.
Z jedną z księżniczek postanowiłeś wziąć fikcyjny ślub
żeby dostała polskie obywatelstwo.
Lojalnie mnie o tym uprzedziłeś,
w twoich oczach widziałem jak niezbicie wierzyłeś
w racji oczywistość każdego punktu scenariusza, w który się wkręciłeś,
mogłem ci na to tylko powiedzieć : tak postanowiłeś, to tak zrób.
Nie oczekiwałeś ode mnie w tej kwestii rad,
ani ja nie zaliczę tego w ciężar konta zdrad.
Szlachetne koleżeństwo - ty mówiłeś : przyjaźń- zmieniłeś w białe małżeństwo.
Teraz przypominam sobie,
że to wówczas było bardzo w modzie.
Ale żeby wszystko miało znamiona jakiegoś porządku, ładu
zaprzestano udzielać benefity z automatu.
W tej przyczynie osadziła się mojej zgryzoty oś.
Może dlatego wkradły się zwątpienia czy ma sens nasz wspólny los.
Czy bardziej będziesz chciał być mój, czy bardziej będziesz musiał być księżniczki mąż?
Ten jeden pozór świadomie stworzony
wymagać będzie konsekwentnych kolejnych pozorów, sytuacja jakby ktoś puszkę Pandory otworzył.
Milion komplikacji dla nas zaczęło do mej zalęknionej wyobraźni lgnąć,
same złe przeczucia podszeptywał mój wewnętrzny głos.
Coraz cięższą wydaje mi się ta życia próba
gdy się tak nagle odemknęła lęków tuba.
Czasem na samą myśl, że się cokolwiek z tego spełni jeżył mi się włos.
I nie spałem długo w każdą noc.
Zakochany bardzo byłem w tobie
i przecież niemałą szansę dla nas widziałem w twojej osobie,
więc starałem się gasić wewnętrzne pożary, miną dobrą nadrabiać z rozsądkiem,
który zaglądał do mnie czasem jakżesz zazwyczaj przelotnie,
pocieszałem się sam, że to przeszkadza mi tylko trochę.
Mam nadzieję, że w nadchodzącym zdarzeń korowodzie
nie zapomniałeś o z góry przewidzianym rozwodzie?
Zaraz jakoś krótko po tym były moje urodziny,
dzień był szaro -bury, jak to bywa na ogół w środku zimy.
Na stacjonarny do pracy zadzwoniłeś rano
z nieoczywistą bardzo sprawą
by nieuroczyście oznajmić, że nie jestem dla ciebie ten jedyny,
że w związku z tym masz dylemat kogo wybrać, z kim się związać.
Nie wiem jak ci pomóc tę sprawę rozwiązać
zwłaszcza będąc w pracy na służbowych łączach.
Nie ujawiniłem się tutaj, że jestem z tobą parą.
Wszystkie nasze chwile stanęły mi w oczach.
Powstał w tej krótkiej chwili tych wspomnień niezwykly obraz.
jak podczas obracania kalejdoskopem tworzy się zadziwiający kolaż.
Tak mnie zaskoczyłeś, że sensownego nic ci powiedzieć nie byłem w stanie.
No tak, ktoś się w twym życiu zjawił, objawił i wydał się tobie
potencjalnie ode mnie lepszym, więc zagrałeś tym asem w rękawie.
Ale oczywiście bądź spokojny, nic nie zrobię ani tobie ani sobie.
Wybierz go, byś nie żałował, żeś nie spróbował
a może on cię właśnie będzie lepiej niż ja kochał, całował.
A może tylko tak to rozegrałeś by mnie ostatecznie wypróbować?
Albo, żeby łatwiej się ze mną rozstać?
A przy tym zdjąłeś ze mnie poczucie winy.
A potem wróciłeś na łono koszalińskiej rodziny.
Często bywam dla kogoś w życiu jego miłą ale tylko chwilką,
krótkim wstępem, preludium, uwerturą, przygrywką.
I tylko ja coś o tym wiem
Czy tego chcę czy nie.
[ 09.09.2020 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz