Amerykanin w Europie
Pan Truman Capote
był raz zwiedzał Europę
do niedawna tłamszoną wojennym pogromem
w której chleb jeszcze smakował pożogi popiołem
chociaż czasem zdarzył się raut z szampanem i kawiorem.
Londyńskie przedwiośnie niezmiennie zamglone,
lato paryskie już beztrosko złote
starą gubiąc, nową znajdując tęsknotę
ale nie zagrzewał nigdzie dłużej miejsca
póki nie zauroczyła go zuchwale Wenecja
i dyskretne Sirmione nad jeziorem Garda położone
jak jeszcze nieodkryte marzenie spełnione.
Pisał do przyjaciół listy barwne , kolorowe
kładąc w nie prawdziwą albo zmyśloną przygodę.
Niezbyt interesowały go wiekopomne zabytki,
nie w głowie mu były skarby w Tower
nie kusił blichtr Luwru , nie pragnął zachwycić się Wersalem
ani innymi świetnościami bo był trochę ignorantem,
poszukiwał miejsc intrygujących obficie serwujących zbytki
kulinarno towarzyskie, pociągały koterie, elitki,
kto co z kim, dlaczego i gdzie
w tym widział i czuł prawdziwy sens i cel,
a że wyprzedziło go sławy jego intensywne światło,
stary świat mimo wszystko w ramiona brał go
jak powiew świeżości, który tam niespodzianie wtargną,
dzień i noc hołubił i brał go do łóżka jak nową gwiazdę zaranną,
z wigorem , dziarsko, jak w płomienne tango,
obwieszczony kuluarów i salonów złotym aniołem
on w to szedł, jak kometa roziskrzonym lotem, jak po swoje.
Brylował, celebrował, degustował, flirtował
naturalnym wdziękiem towarzystwa czarował,
wysłuchiwał śpiewów muz, zbierał koloryty
zapełniał notatkami roboczymi puste zeszyty,
pamiątki kupował dla przyjaciół na targach pchlich,
nim w powrotny ruszył rejs na pokładzie Mary Queen.
[ 29.09-01.10.2022 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz