ZŁAPANY SZCZĘŚCIA SKRAWEK SKĄPY
i zagłębia się w chłodną ciemną choć dotkniętą smugą słońca stawu toń
twojego ciepła szuka coraz śmielej moja zimna dłoń
zabójczym tętnem pulsuje mi skroń
przysłowiowo a całkiem serio serce wali mi jak młot,
oddech wiatru ramiona przybrzeżnej trzciny z szelestem rozchyla
rozkoszą smakuje i pachnie w ciszy dla nas
trwająca ta pierwsza niepowtarzalna najbardziej wspólna chwila
chociaż daleko na kościelnej białej wieży czas
zegar bezlitośnie po cyferblacie rzymskim popycha
jakby w niczego trwałość z zasady nie wierzył
bo sam prawdopodobnie niczego nie przeżył
jak motyl nad różą ja nad tobą się schylam
wsączam swą radość i szczęście a twoje delikatnie spijam
z promieniem słońca tak ślicznie plącze się twój głos
a w mojej dłoni twojego boskiego ciała łagodna, miękka linia
w twych płatkach dłoni mój pierwszy wstyd już się nie boi
dotyk twój muśnięcie ust na baczność stawia nietylko mój włos
by w tobie być już pozwalasz już podświadomie nie bronisz
szczęścia szczęście spełnienia zaciskamy ja w twojej a ty w mojej dłoni,
nasze ciała splecione w jedno, nasze dusze ciasno objęte w pół,
jaśminu wonne kwiaty gdzieś tuż rozdają nam swoją słodycz
błękitnych chabrów ni maków czerwonych pośród zielonych traw i złotych zbóż
kołyszących się lekko pośród szerokich łąk i pól
nie widzą nasze miłością oślepione i rozkoszą oczy
wyruszymy jeszcze raz w podróż do tych drżacych słodkich drżeń
otuleni w złapany szczęścia skrawek, skąpy strzęp
rozpłyniemy się jak we mgle, podążając ufnie w białej bieli biel.
[13.07.1988 i 17.05.2020]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz