Puck jak Portofino
Nie wiem do dziś czy mogła być z tego miłość
nie było to w żadnej mierze oczywiste
choć scena jak z marzeń zaiste
gdy raz mnie do Pucka zabrałeś jak do Portofino
malowniczego boczną drogą pośród zielonych łąk
gdy mi wcale miłośnie nie płonął wzrok,
może coś się plątało w gestach rąk
bezradnie, może tylko serce
ulegało tajemniczej podniecie
że jak mdlejącą Rebekę w ramiona mnie weźmiesz
tu w szpalerze wysokich topoli
Spokojna śpiewających traw zatoka
o świcie ze Słońcem, nocą z gwiazdami
zaglądała nam w okna
by podglądać jak się nadzy do siebie przytulamy,
Trzymając nas za ręce środek lata
gwarnym i wonnym środkiem dnia
spacerował z nami po wszystkich promenadach
wylegiwał na gorących piaskach plaż,
zimne piwo sączyliśmy w kafejce na palach
jak zwyczajna turystyczna para
na dwudniowych od codzienności wagarach
morska fala coś tam szumiała o panów kochających panach
jakby trochę nami zażenowana
a noc podawała wśród gwiazd szampana
i chociaż tak pięknie to wszystko było
jednak nie przyszła by zostać na dłużej miłość.
Może nie było jej do nas po drodze,
a może wcale nie o nią w tym wszystkim chodziło
dziś tym wspomnieniem sprzed lat kawę słodzę,

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz