Z ODROBINĄ TREMY
PREZENTUJĘ TEN OBRAZEK NIEMY
skrytą pod barwnych myśli postrzępionym pióropuszem
ale spróbuj być dla niej prywatnym dyżurnym sanitariuszem
z zawsze gotowym plastrem jak fotoszop z retuszem.
Nie zaglądaj proszę, pod podszewkę mojej duszy
choć cię jej szelest jak podszept intryguje, wabi, kusi
nie ma tam nic dla ciebie ciekawego,
nie znajdziesz niczego zobaczenia koniecznego
nie znajdziesz niczego zobaczenia koniecznego
od zaglądania tam nie wyniknie nic dobrego.
Moja dusza jest jak przestronna szafa
to tylko pozór celowo zamierzony, że wygląda jak atrapa
w niej są myśli jak kreacje
na niemożliwe wszelkie okazje
tę tylko oglądam, tamtą nawet przymierzam
ale w żadnej z nich pokazywać się nikomu nie zamierzam.
Moja dusza jest jak ogromna komnata
prawie jak legendarna bursztynowa, tak bogata
jest ciemność i mgła, która czasem wszystko gmatwa
i pełno w niej luster i jasnego swiatła,
i pełno w niej luster i jasnego swiatła,
zaś odgadnąć, w którym z nich jest prawda
to nie jest sprawa wcale łatwa,
prawd jest zresztą zawsze wszędzie bez liku
jak bezcennych sentencji w dziecięcym, szkolnym pamiętniku
jak przytulności w miękkim frotte ręczniku
jak nadziei i niepokojów w podarowanym bukieciku
i w załączonym do niego niepodpisanym bileciku,
Nie zaglądaj, proszę pod podszewkę duszy mojej
bo tego wnikania nie lubię, ale nie, że się tego boję
przecież tak często w nagość odziany
przed tobą stoję śmiały,wyprostowany
bez najmniejszego cienia lęku czy obawy
i w otwartej dłoni dla ciebie serce moje.
Ale ty ciągle coś , gdzieś drążysz ,
i się denerwujesz przy tym jak podchorąży,
który przeczuwa, że nie zdąży,
i mobilizujesz siły jak saper, który wie,
że pomylić się może tylko raz
tak sobie ryzykownie grasz,
konsekwencje i konwenanse za nic masz
ty to wkalkulowanym w przygodę kosztem zwiesz
poszukujesz śladów tajemnic,
z gorączką rozpalonych źrenic
tropisz sedno bo gdzieś tu być może leży
by dociec istoty prawdy, w którą i tak nie uwierzysz
nawet gdybyś którąś z szafy duszy mojej
kreację mógł przymierzyć na sobie
przejrzawszy się tak w jej lustrach musiałbyś sam sobie zaprzeczyć,
nie wyobrażam sobie, byś mógł potem spokojnie z tym żyć.
Ale ty ciągle coś , gdzieś drążysz ,
i się denerwujesz przy tym jak podchorąży,
który przeczuwa, że nie zdąży,
i mobilizujesz siły jak saper, który wie,
że pomylić się może tylko raz
tak sobie ryzykownie grasz,
konsekwencje i konwenanse za nic masz
ty to wkalkulowanym w przygodę kosztem zwiesz
poszukujesz śladów tajemnic,
z gorączką rozpalonych źrenic
tropisz sedno bo gdzieś tu być może leży
by dociec istoty prawdy, w którą i tak nie uwierzysz
nawet gdybyś którąś z szafy duszy mojej
kreację mógł przymierzyć na sobie
przejrzawszy się tak w jej lustrach musiałbyś sam sobie zaprzeczyć,
nie wyobrażam sobie, byś mógł potem spokojnie z tym żyć.
[24-25.06.2020]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz