Kazikowi
spragniony mnie byłeś
jak źródła na pustyni derwisz
nim posiadłeś nieomal czciłeś
a teraz zadumany świątek siedzisz
bo spędziliśmy noc średnio udaną
i chyba już gdy zbudziło nas wczesne rano
i otworzyłeś okno na świat który był Warszawą
której rozgwar wypełnił twe maleńkie mieszkanko
sam to wiedziałeś nim woda w czajniku
że nie chcesz choćby dotyku
ani przepadać w ramionach
przytulać do łona
ust całować
z rozkoszy nie móc wydobyć krzyku
tego nie chcesz ze mną
ale bym kapcie podał, czy na stoliku
postawił szklankę z herbatą
kiedyś na stare twoje lata
chęci wyrażasz z aprobatą
ale nie dałeś i tej roli
pretendenta na brata
o co mnie jakoś serce nie boli
ani o to że nie jestem skarbem twoim
jeszcze zjemy u przyjaciół twoich
z Gdańska śniadanie świąteczne,
co z decyzjami co do nas nie będzie sprzeczne ,
na Grabówku spijemy herbatę nieśpiesznie,
spędzimy pół nocy w gejowskiej dyskotece,
powiesz mi tam właśnie dlaczego mnie nie chcesz,
spotkamy się ostatni raz na bulwarze
w Gdyni, przejdziesz na rowerze
a razu pewnego Sylwia wiadomość
smutną przyniesie
że już ciebie nie ma i nie będzie
a ja nawet nie byłem na twoim pogrzebie.
[ 03-08/18.06.2025 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz