ZAMIAST NOTATKI DO DZIENNIKA
Jeszcze nie świt, dokoła cicho,
żadne się jeszcze ptaszę obłoku snu
ze swego gniazdka nie pozbyło,
tylko sowa wołała brzask swoim : hu, hu
i na to zawołanie wstał poniedziałek
by zainicjować tygodniowy życia kabaret
a mnie przydałaby się dodatkowa niedziela,
może po to, by się nie bać.
Trzeba wyjść w pozornie spokojną przestrzeń
przepełnioną szumnym szelestem
która za moment rzuci gradem
jakby kto sypał z nieba białym pieprzem.
Odetchnąć pełną piersią rześkim powietrzem
przekonać się i uwierzyć , że oto jestem
trybikiem w systemie
który jakby co, to i tak łatwo obejdzie się
beze mnie.
Opodal na czubku sosny
krzyk wrony : dramatyczny, czy radosny?
Często śni mi się niemiecka wojna,
a od tego moja dusza niespokojna,
potem werblem o parapet budzi mnie deszcz
który śpiewa przemokniętą do nitki pieśń
o słońcu co niemrawo się wspina
a wiatr je chmurami przykrywa.
Człowiek jest jak książka
tylko nie wiadomo czyjego autorstwa.
A spontaniczne myśli są nie zawsze
poprawne gramatycznie.
[20.10. i 22.11. 2021 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz