Czarny kot
Wcale nie wierzę jeśli idzie o kwestię czarnego kota,
w ten niecny przesąd, że pech to jego cała robota
Przecina mi drogę nieskazitelnie czarne kocisko
że nie zdziwiło by mnie gdyby i ślepia miał jak węgiel czarne
ale dystans trzyma , nie podchodzi zbyt blisko pochłonięty swym kocim jestestwem i poczuciem, że ma ważną sprawę
tam gdzieś za którymś zakrętem czy rogiem
i zmierza w tamtą stronę stanowczym a miękkim krokiem
z gracją jakby stąpał po linie
więc wodzę za nim nieco zaspanym wzrokiem
zanim mi z widoku nie zginie
tam gdzie Wenus mu się z wysokości kłania,
nie pójdę dalej za nim bo śledzić go nie wypada
a jeszcze ta myśl , że może nie on w moją
nieopatrznie wszedł w drogę
tylko ja jemu przecinam szlak bez pretekstu
i może on uważa że przynoszę mu szansę na niefart
nieco mnie peszy i z pantałyku zbija choć to bez sensu
więc gdy ginie z mych oczu i nie zostaje po nim na wilgotnej ulicy ślad
jeszcze tylko spoglądam w niebo rozgwieżdżone
jeszcze słyszę jak liściami szeleści wiatr,
i strąca żołędzi za gradem grad
i wracam spokojnie w swoją stronę
gdzie w domu poduszka czeka by przytulić myśli zmęczeniem zmierzwione .
I taki to był okoliczności tajemniczy splot
mój nocny spacer, wiatr , gwiazdy i czarny kot.
[ 12.10.2024 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz