Megalos o kaimos
Chyba jestem niepełnosprawny emocjonalnie
nawet do domu czasem boję się wracać
jakby mnie w nim miała zastać
wiadomość zła nieodwracalnie.
A przecież jednocześnie dom to dom
bezpieczna przystań, oaza i schron.
Nie zasłaniam na noc całkiem okien
żeby mieć skrawek świata z ładnym widokiem o każdej zastanej po przebudzeniu porze.
Jak pomarańczowego księżyca blaskiem dotknięte morze
cichuteńko bezszmerowo kołyszące swe tonie,
udaję, że tam gdzie jestem to mnie nie ma
przez niespełnione nadzieje mnożąc zwątpienia
na przebitce pamięci, na której rysowałem marzenia.
Odrzucam miłość nim ktoś mi ją da
zanim ja zacznę się jej profilaktycznie bać.
Wpadam uparcie
w czarne frustracje
szare depresje i alienacje
i w pułapki teorii spiskowych
na każdą okazję gotowych
przegapiłam przesiadkowy przystanek
jakąś rację ma tylko czysty przypadek.
Myśli wzbierają jak fale na rzece
ich nurt mnie porywa i niesie
przez zamglone poranki gdy jeszcze
w kalendarzu lato choć wrzesień
coraz krótsza nitkę dnia snuje i plecie .
[ 16-21.09.2024 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz