Sam na progu drogi
Znów jestem sam na drogi mojej progu,
w oddali mgły wśród wieczornego mroku,
księżyca blask i echo moich kroków,
w tle gwiazda z gwiazdą szeptem gada
a na szczyty drzew wiatr szorstki siada.
Wokół świat przeraża i zachwyca
gdy tak idę patrząc w twarz księżyca,
który na przeciwko Wenus przysiadł
zapatrzony w jasne jej źrenice
w tym półmroku jakaś tajemnica.
Jak pytanie czego chcę od życia,
jaki cel przed sobą do zdobycia
na za rok, na jutro i na dzisiaj?
Wyzwanie: żyć! jak rzucona rękawica
niby oczywiste a smutek nie znika.
Ja już nie chcę przygód wielkich ani szczęść,
nie żałuję niespełnionych życia szans
ale szukam miłości żebym nie szedł sam
i wolności i pokoju pragnę w ten trudny czas
aby wreszcie noc przyniosła spokojny sen.
Nie, nie ten co ostatecznie i na zawsze
pod opiekę dębów brzóz lub sosen
w ciasny grób do mogiły kładzie
ale ten co się kojarzy z matki głosem
gdy mnie pieśnią tkliwą z dobrym losem wiązała jak nadziei nicią
by mnie troski nie złamały kiedy przyjdą
aby dom bezpieczną był i cichą
przystanią, pośród życia burz
poprzez noce do porannych zórz.
[ 27-28.01.2024 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz