Pięćdziesiąt pięć
Ledwo w małym lasku
w porze różowego brzasku
widać smukłą samotną brzozę
pełną białych o tej porze snów
co spokojnie , dumnie rośnie
pośród dębów, grabów, buków ,sosen,
klonów ,kasztanów i czarnych bzów
bo ją w krajobrazie sprytnie schował
śnieg co nocą cicho spadł i nie stopniał.
Wnet się ranek słońca wyzłoci promieniem ,
wiatr wyda swe ostatnie ciche tchnienie
i zaśnie pośród łagodności fal kamieniem,
nowe rozczarowanie ze starym marzeniem
a może nowe pragnienie ze starym zwątpieniem
siądą przy stole i zagrają w nieotwarte karty
jak źle dobrani partnerzy do brydża
opowiedzą zbyt znane przedawnione żarty
jakby zagrała dawno nie słuchania płyta.
[ 08.02.2024 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz