Odcienie bieli
Pozamykały wróżki swe horoskopy,
szamanki unieważniły przepowiednie,
przeznaczenie też już nie ma nic do roboty
biały kot jak los ucieknie,
blademu słońcu drogę przetnie.
Posiwiały włosy,
pobladły usta,
ucichły głosy
stary wiatr w obchód świata wyrusza.
Wzrok jeszcze spokojny, jasny,
myśl przejrzysta, strzelista,
drugi brzeg jeszcze nie straszny
póki życie to biwak , człowiek w nim wieczny turysta.
W starej knajpie gra nowy pianista
i całkiem przystojny, kontrabasista
a z nimi wirtuoz klarnecista
i gdy trzeba - saksofonista,
jakaś myśl przy barze rozbłyska,
wspomnienie z dworca albo lotniska
wita, żegna ktoś kogoś, ludzie w uściskach,
podręczne bagaże w wielkich walizkach
i ktoś do kogoś przez tłum się przeciska,
kiwa ręką, na dłoni biała rękawiczka,
niech zaczeka, przecież to ty, rzecz oczywista,
macie sobie tyle do powiedzenia, zwierzeń lista
długa, ale z dobrą spleciona zła chwila,
temu przeznaczeniu się sprzeciwiła
on już inną konwaliami wita,
znów się pomyliłaś.
Biała bluzka
i maleńka stacja mazurska
we wsi cicha przystań
z wodą co w sitowiach pluska
niemądrych wyznań
pełne kochanków usta,
słowa wpadają w toń lustra
krąg na wodzie zatacza historia ludzka,
domu drzwi zapraszają żeby zapukać,
w oknie pajęczynę pająk utkał,
na której kropla rosy drży jak srebrna nutka.
Jarzębiny koral,
zwyczajnych chwil bieg
zatrzymany przy nieczynnych semaforach
nim spadnie biały śnieg.
Skrywa spojrzenie rzęs gęsty woal,
czemu nie kochasz, choć jestem cała twoja?
I twej nieczułości brama spiżowa
nagle wyrosła jak góra lodowa.
Taki z ciebie swego losu kowal,
zbyt szybko żeś się spakował
trudno uwierzyć, żebyś żałował,
nie, nie chcę byś na odchodnym całował
skoro ma to być zamknięty życia rozdział.
Biały Dunajec
niespełnień latawiec,
bez uśmiechu czasu krawiec,
w białych rękawiczkach kraje
jak materii staje
zręczne dłonie, przymiarki, poprawki,
wstępne fastrygi, agrafki,
wiatr rozwiewa porzucone skrawki,
wstęp do zapomnianej rozprawki,
w białych frakach jak w mgłach
dróg rozstaje
kto wie co dalej?
Białym wierszem mówi strach
już nie tylko w snach
w białą nieskończoność,
w białych zeszytów wieczną gotowość.
Gorący od słońca biały piach na plaży
a w oddali twój mały teatrzyk,
nie z marzeń, ale się zdarzył,
nim wypełniasz obowiązków biały kalendarzyk.
W skwar się z nieba lejący skrawek cienia
ze śmiechem przynosi biała mewa
na morskiej fali zmarszczkę wiatru dostrzegasz
pójdziesz na pocztę poste restante odebrać,
granatowy atrament, biała koperta,
na ciąg dalszy biały temat
może proza albo poemat.
miły sercu i myślom dylemat.
Choć do nowej przygody
w kieszeni palta masz bilet wczoraj kupiony
i na drogę koleją solone pistacje
już jednak nie zdążysz na stację
zostawisz list przy niedopitej białej herbatce
i wiadomość na automatycznej sekretarce.
Zamiast domu tylko szpitalne sale, korytarze,
I ostatnia funkcja życia - umieranie,
gdzie rzędna, gdzie odcięta
nieważne, nie pamiętasz,
już zbędna tam jakaś współrzędna
z ram swego losu nagle wyjęta
obchodzi cię tylko, że dusza taka pomięta
jak wiatrem na sznurze suszona sukienka.
Nieodwołalnie wyruszasz w ostatni biały taniec
chociaż jeszcze nie proszono, nie ogłoszono,
tylko jakieś przelotne zabrzmiało tremolo,
choć pieśń jeszcze wiedzie na szaniec
gdzie spod cienia śladu stóp
wzbija się puchaty dmuchawiec
i wszystko jasne, że nie trzeba słów.
Na życia szachownicy
czarne i białe jednocześnie wykonują ruch,
i skąd odległe wspomnienie z piaskownicy?
Już ostatnia jasna droga
idziesz niespiesznie i spokojna,
nie biegnie wraz z tobą trwoga
chociaż nie wiesz nic o tamtych stronach
ale nikt ci nie powie, że znów jesteś spóźniona,
różowa stokrotka, biały mak,
już wszystko będzie proste tak,
nie porzuci ten kto trzymał w ramionach,
ktoś coś zapomni, ktoś inny w pamięci zachowa,
może złudzenie albo fakt
czy będzie z Łodzi czy z Radomia
nikogo nie zdumiewa łza ..
[ 11.06.2023 i 24.02.2024 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz