poniedziałek, 12 sierpnia 2024

Siedem lat później

 Siedem lat później 

( Bratu Andrzejowi )

Lublin, tam brachu
na porodówce w wojskowym szpitalu
pierwszy raz dałeś czadu
dołączając do rodzinnego klanu.
Cała rodzina dostała radosnego szału 
choć styczniowy mróz w Ludowym Parku
łamał pnie sędziwych drzew srogim trzaskiem o poranku,
choć niejeden łeb jeszcze pękał w szwach 
po sylwestrowo noworocznym balu
ale nikt nie śmiał mieć do losu żalu
gdyś taki rodowy w każdym swoim calu
stanął w tego świata dla ciebie otwartych drzwiach.
Najdumniejszy chyba w tych dniach
zdaje się był Kazio - dziadziuś
że na chrzcie ci dano imiona Andrzej Janusz
tylko kochana babcia Regina
czemuś się temu dziwiła
Chrzestnym był brat mamy Arkadiusz,
chrzestną zaś chyba jego żona Hania
i tu się brak konkretnej wiedzy wyłania
gdzie Ci ten chrzest wyprawili.
Trudno, nie zgadnę
może kiedyś w ręce wpadnie zaświadczenie, papier.
Rodzina z Chełmna też raczej radości nie kryła
choć na codzień dziadek Wincenty i babcia Celina
do wszystkiego mieli inny stosunek i punkt odniesienia
było w tym coś z niepokojącego świadomość cienia.
Grunt, że całe prawie życie wiodleś w Gdyni
bo tak się drogi losów rodziców potoczyły,
choć może tylko wojskowe rozkazy dla taty 
przed bardzo wielu laty
zasadniczo kluczowe w tej kwestii miały znaczenie.
A na koniec wywędrowałeś z dobytkiem i kotem
do Łodzi 
za głosem, powiewem, zapachem, smakiem, dotykiem, kolorem miłości.
Miłość została zbyt szybko tylko wspomnieniem
tyś wracać nie chciał, dlaczego do dziś nie wiem.
Czy miałoby to jakieś znaczenie?
Został w pamięci i sercu wyjątkowy ślad
wspólnie i osobno przeżywanych chwil
Tobie w księdze życia już nie przybywa lat
i za Twą obecność pośród moich czasem prostych czasem pogmatwanych dni
dziękuję jakkolwiek może to dziś brzmi.

[ 11.08.2024 ]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz