sobota, 25 marca 2023

Przyjazd do obcego miasta

 Przyjazd do obcego miasta


Przyjechałeś bo cię prowadziła
jedna z najjaśniejszych gwiazd,
może któraś z planet wymyśliła,
że swe szczęście znajdziesz tam.

Oto jedno z małych miast
na trasie ekspresu Piast,
dziwne, że miał tu postój,
bo zazwyczaj zatrzymuje się tu
na chwil kilka tylko święty spokój;
że wysiadło  wiele osób
ale tu nikt na nikogo nie czeka
i tłum się szybko rozbiega,
taka stacja jakby zbyt mała
na wielkie powitania
i na wylewne pożegnania...
szybko cichną odgłosy kroków
a ty skręcasz w uliczkę tę drugą z boku,
jedynie ona wybiega ci na przeciw
aby samotność twą trochę ośmielić.

Jesteś tu pierwszy raz
nie po to by oglądać swoją twarz
odbijaną w szybach wystaw
jakby portret twój robił lokalny artysta,
ale ciebie to bawi
przekręcasz głowę, robisz miny, jak znak
by portrecista to i tamto poprawił 
w swym dziele, bo coś w nim jest nie tak.

Hotelowy pokój, apartament narożny
bierzesz bez targu chociaż  najdroższy
ale okno ma ogromne które wpuszcza dużo światła
w dodatku serwuje widok na bar Przydrożny,
pójdziesz więc i sprawdzisz jak tu prowincja przysiadła.
Zauważasz starannie pościelone małżeńskie łoże,
wnętrze pachnie jabłkami w malinowym kolorze
zebranymi w sadzie przy pobliskiej szkole,
gdzie się wije leniwe rzeki zakole.
Owoce błyszczą jeszcze od rosy
jakby świt na nie łzy słońca położył
a może kroplami porannego deszczu
to teraz mało ważne gdy stoją w paterze na stole
ustawione w dwa symetryczne stosy,
wszystko prawie jak z twego snu.
Bagaż postawiłeś za progiem przy szafie tuż,
w zamku drzwi odruchowo przekręciłeś klucz.

Jesteś tu ostatni może raz
bo nie lubisz wracać w strony które już znasz,
z reguły nigdzie nie bywasz dwa razy
jakbyś gubił, zacierał za sobą ślady
alboś świata taki ciekawy,
w miejsca  nieznane imperatyw
wewnętrzny cię gna, porywa
tak sobie świat po kawałku zdobywasz,
stąd takie są twoje zasady.

A tym czasem możesz tylko czekać
na jadącego na spotkanie z tobą człowieka
obcego jeszcze choć już o tym myślisz
jakby to mogło być gdy będziecie sobie bliscy,
mimo wszystko sens w tym jakiś widzisz.
Trzy godziny cierpliwie odliczysz.

Jeszcze peselu się prawie nie wstydzisz
ale nie dałeś prawdziwego bo tak robią wszyscy
roku urodzin twoich w portalu randkowym,
liczysz, że on nie będzie zbyt drobiazgowy,
szelmowsko się uśmiechasz do tej myśli 
puszczasz z papierosa dym, wzrok ci błyszczy.

Pokażesz mu siebie tak jak chcesz,
aby on zobaczył ciebie, w tym rzecz
ujmiesz go nieco jakby pod włos
przepowiesz mu z tobą dobry los
oraz miłym gestem 
podarujesz mu na własność nową przestrzeń,
przekonasz obietnicą otwartości
oczarujesz grą słów i czułości,
tu się owiniesz materią subtelniści
tu błyśniesz akcentami zdrowej rubaszniści,
osobistego wdzięku użyjesz i uroku
wplatając tu i ówdzie poczucie humoru.
wszak już trochę wiesz co go w tobie kręci,
oddasz mu siebie, nie będziecie święci,
pójdziesz z nim w miłość jak w taniec na linie,
usta w ustach zatopisz jak w półsłodkim winie,
próżność jego podnietą połechcesz
zrobisz prawie wszystko co zechce
full przyjemność, niech prześcieradła spłoną,
szafa gra, pełen luz ale pod kontrolą,
niech wsytd wzruszenia spłynie łzą spod powieki,
i całą resztę unieważni machnięciem ręki ...
A jeśli to nie wypali, sczeźnie na panewce
masz jeszcze awaryjny plan be, a nawet ce.

Tylko on jeszcze o tym nie wie
i wiedzieć nie potrzebuje i nie chce
jadąc do ciebie spis marzeń przekartkuje
w wyobraźni powitalną scenę przetrenuje,
choćby czas podróży miał mu się  dłużyć
nie będzie wróżyć: kocha,lubi, szanuje.
Z przedostatniej stacji wyśle krótki tekst,
że już coraz bliżej ciebie jest.
Gdy wjeżdzając na stację pociąg zacznie zwalniać bieg,
przez otwarte okno we włosy złapie wiatru wiew
i wśród ludzi ciebie będzie wyglądać 
z nadzieją, że łatwo  dostrzeże , rozpozna.

Ty przyjdziesz na stację oczywiście za wcześnie,
że tak wolno czekania czas biegnie zauważysz i przeklniesz,
że już jesteś, że czekasz uprzedzisz via esemes,
ze wzruszeniem i ulgą odetchniesz
gdy go zobaczysz, że do ciebie idzie, że jest
i z uśmiechem zaraz wpadnie w twoje ramiona
o chwilo pierwsza w wierszach sławiona!
Obejmiesz, przytulisz, poprowadzisz w miasto,
już nie takie obce, obłaskawione obecnością własną.

W tym hotelu , w pokoju pachnącym jabłkami
w tym małżeńskim łożu gdy zostaniecie sami
żaden obcy odgłos was wcale nie spłoszy
weźmiesz go z sobą  w siódme niebo rozkoszy
Delikatnie i czule calutkiego  wycałujesz
on  wypieści każde twoje wrażliwe miejsce,
nieoczekiwanie dostajesz więcej niż potrzebujesz,
a przecież to ty zawsze innym dajesz z siebie więcej...
Gdy wrócisz z miłosnych uniesień i odlotów 
lekko  obok niego się położysz jak feniks znów gotów
i będziesz patrzył urzeczony, wzruszony
jak on słodko zasnął przy tobie i w ciebie wtulony
i tak się rozpocznie wasza historia miłosna.
Nie ważne, że to późna jesień, nie wiosna...


 [ 20-25/26.03.2023 ]



 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz