Zanim usnę
Czy sen się staje czasu stratą
gdy się w nim popada w czeluść koszmarną,
gdy się morze groźnie piętrzy szmaragdową falą
a na brzegu ledwo co widać postać bardzo małą?
Czasem zanim po ciężkim dniu wreszcie usnę
zastanawiam się nad Proustem,
albo gdy spotykam się ze sobą
jak z obcą ale znaną sobie osobą
spoglądając co rano i wieczór w lustro
pytam : na co jest już w mym życiu za późno?
i czy da się skwitować wyświechtaną konkluzją,
że wcale nic nie jest stracone
póki wszystko jeszcze być może?
Czy jest to spotkanie z chwilą utraconą,
czy przypadkowo odnalezioną?
I jak refren powracająca konstatacja
jak frustrująca demotywacja,
jak Ameryka dawno odkryta
że na swej drodze się ciągle potykam
niemalże o ten sam błąd i gdyby nie to
wszystko jakoś lepiej by szło
lub przez okoliczności dziwny splot
szczęście chyłkiem się przemyka
przez mojego życia krąg
i prędziutko jakby go tu nie było - znika.
A przecież moje szczęście jest!
Jak codzienności fresk,
nie wyrafinowany , widowiskowy fajerwerek,
nie dla ślepego raz na wiek cukierek,
ma swój przecież ściśle osobliwy rys,
może dlatego wygląda jak potoczne nic.
Czy w utraconych chwil przepełnionym składzie
jest więcej wspomnień, które chętnie raz jeszcze zobaczę,
na które ze zdarzeń dziś inaczej niż pamiętam popatrzę?
Tak się często zastanawiam nad Proustem
zanim błądzeniem w myślach znudzony usnę.
[ 10-14.01.2023 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz