Z DNIA NA DZIEŃ
Odkąd ciebie nie ma
w materialnym pojęciu
bo przecież póki myśl o tobie nie umiera
póty jesteś i będziesz
choć już nie wzgardzisz, nie wyśmiejesz,
nie wkurzysz i nie pocieszysz...
W metafizycznej skali od zera do dziesięciu,
jakby bardziej się boję smugi cienia
która gdzieś tam się do mnie przedziera,
podświagomie wiem, że jest moja
i nieunikniona.
Uciakam dlaczego nie wiem,
uciekam chociaż to nie jest łatwe,
to przesądzone, nie będę już nigdy
poza jej zasięgiem,
nawet z aniołem swym stróżem
tego nie załatwię
przeznaczenie pasuje jak spod igły
cóż, że nie jest zbyt ładne.
Uciekam by nie usłyszeć
jak przez zdarzeń zawieruchę
wywołuje moję imię,
nie odbieram by się ustrzec
wiadomości, że życie jest tak kruche,
od nieznanych numerów połączeń
choć coś mi mówi, że to niezbyt mądre
przez wiosnę, lato, jesień, zimę,
uciekam lecz dogania mnie
spojrzenie obawy w lustrze,
jak na gorącym uczynku łapie mnie strach
nawet w kolorowych, pogodnych dniach.
Próbuję żyć z dnia na dzień
i tym wszystkim nie martwić się.
[09-10.04.2022 ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz