Z PERSPEKTYWY KOŃCA DROGI
[ Z pierwszych liter ]
Kocham wtedy cały świat bez najmniejszego zastrzeżenia
Naiwność w tym być może dno osiąga czasem zenit
Ogarnia mnie pewność, że wszystko mogę w dobro zmienić
Dostrzegam drugie dno docześnie doskonałych dokonań
Nawlekam niepewność nicości na nić nadwrażliwości
Odpinam skrzydła gdy najpomyślniejszy powiew złapać mam
Istnienie istoty ulotnej znam w banalnej sprzeczności
Forma treści nie przystaje do wyobrażeń ani marzeń
Enigmatycznie układam z życiem fresk - jak sens, kształt, znaczenie i sedno
Trzepotom rzęs - zaufanie, tonącemu nie brzytwę lecz dłoń
Chęciom dobrym odebrać na zawsze przedsionka piekieł piętno
Hydrom łby urywać hipokkryzji i histerii unikać na chłodno
Dodawać nie trzeba do ognia oliwy , do ran soli
Empirycznych prawd źródła na mapy z cierpliwością nanosić
Reguły powiązać w logiczne sploty skutków i przyczyn
Rozpoznać kompromisy słuszne , konieczne, potrzebne wśród fałaszywych
Odgadywanie znaków nie bywa moją mocną stroną
O kosmosie! kontrastów licznie skupionych we mnie
Gubisz, gmatwasz sens prosty, mącisz przejrzyste ruczaje
Anomalia i absurdy to zakwitają to więdną
I co do udowodnienia, uwierzenia pozostaje?
Do końca drogi mam bladą pewność, ze to wszystko zbędne.
[19.01-24.01.2019]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz